Wpływ rodziców na poczucie własnej wartości u dziecka
8/01/2014 – 10:55 | Komentarze (3)

Poczucie własnej wartości wywiera niezwykle istotny wpływ na wiele, różnych obszarów funkcjonowania człowieka. Zaburzenia związane z poczuciem własnej wartości mogą powodować bardzo poważne problemy osobowościowe, do których można zaliczyć na przykład zaburzenia tożsamości, neurotyczność, skłonność …

Czytaj cały artykuł »
Problemy

Bolączki codzienności. Problemy małe i duże, z którymi styka się każdy z nas.

Psychologia

Psychologia codzienności. Praktyka, teoria, wpływ psychologii na nasze życie.

Twórczość

Literatura, poezja, malarstwo, fotografia, kreatywność.

Uczucia

Świat uczuć, emocji, miłości. To one kierują naszym życiem.

Wizualizacje

Artykuły z dodatkiem filmu video bądź muzyki.

Emocje » Problemy

Poczucie własnej wartości – jak nad nim pracować?

Submitted by nianiaogg on 13/08/2009 – 12:00Komentarze (50)

dziewczynaNiskie poczucie własnej wartości rzutuje na całość naszego życia – nie pozwala nam znaleźć lepszej pracy, sprawia że czujemy się niepewnie w związku, mamy trudności z nawiązywaniem relacji z innymi, dajemy sobą manipulować itd. Brak wiary w siebie i pomniejszanie swojej siły sprawia, że jesteśmy po prostu nieszczęśliwi i nie możemy rozwinąć skrzydeł.

Niskie poczucie własnej wartości towarzyszy wielu ludziom i nie jest związane z rzeczywistymi osiągnięciami czy zaletami. Może mieć je nawet ktoś, kogo ty stawiasz sobie za wzór. Niskie poczucie własnej wartości może również być globalne – czyli obejmować wszystkie sfery życia, ale może też dotyczyć jego wybranych sfer. Możemy się więc czuć pewnie i dobrze jako pracownik czy szef, ale możemy mieć o sobie bardzo niskie mniemanie w kontekście swojej atrakcyjności.

Niskie poczucie własnej wartości hamuje nas i unieszczęśliwia- na szczęście, można nad nim pracować. Jednym ze sposobów pracy nad niskim poczuciem własnej wartości jest psychoterapia lub warsztaty rozwoju osobistego. Jeśli jednak nie chcesz lub nie możesz uczestniczyć w takim przedsięwzięciu, możesz spróbować pomóc sobie samemu.

Jak pracować nad niskim poczuciem własnej wartości? Oto kilka wskazówek.

Odrzuć stare przekonania

To, że masz teraz niskie poczucie własnej wartości wiąże się w dużej mierze s twoimi wydarzeniami z dzieciństwa. Ktoś, kto był dla ciebie osobą znaczącą, zaszczepił Ci myślenie o sobie w kategoriach „jestem beznadziejny”. I mimo, iż z osobą tą możesz już nie mieć kontaktu od lat, nadal ciągniesz za sobą tą opinię. Spróbuj zastanowić się, kto miał wpływ na to, że czujesz się jak, jak się czujesz, a potem uwolnij się spod wpływu tych osób. Jak? Znajdź ich słabe strony, przypomnij sobie wszystkie rzeczy w których te osoby były kiepskie i zastanów się, dlaczego tak dużą wagę przywiązujesz do tego, co powiedziały lub zrobiły. Uświadom też sobie, że jesteś teraz kimś innym, niż byłeś w podstawówce czy w czasach liceum. To trudne i pracochłonne, lecz możliwe.

Weź odpowiedzialność za swoje życie

Stań przed lustrem i powiedz sobie „To ja jestem odpowiedzialny za to, co dzieje się w moim życiu i tylko ja mam siłę i moc aby to zmienić”. Problem ludzi z niskim poczuciem własnej wartości, to brak wiary w siebie, a więc niechęć do brania odpowiedzialności za swoje działania. To ucieczka ze strachu. Uświadom sobie, że za swoją ucieczkę, to ty jesteś odpowiedzialny.

Znajdź obszary problematyczne

Osoby z niskim poczuciem własnej wartości często stosują uogólnione, negatywne „afirmacje”. Mówią – „jestem beznadziejna”, „moje życie jest do niczego”, „nie się nigdy nie zmieni”. Na pewno jednak, nie masz niskiego poczucia wartości WE WSZYSTKICH obszarach życia. Znajdź te, w których czujesz się dobrze i określ te, które są największym problemem. Może chodzi o wygląd, może o nawiązywanie relacji, może o sytuacje społeczne, pracę…określenie obszarów pozwoli nad nimi pracować.

Zacznij pracę nad poszczególnymi obszarami

Stosuj metodę małych kroczków - jeśli masz wytypowane trudne obszary, zacznij nad nimi pracować. Jak? jeśli np. uważasz, ze jesteś mało kreatywny, zacznij rozwijać kreatywność (w Internecie znajdziesz mnóstwo ćwiczeń, które zajmują nie więcej niż 10 minut dziennie). Jeśli uważasz, że jesteś nieatrakcyjny, zadbaj o siebie, lub zainwestuj w jednorazową wizytę u stylisty. Pamiętaj o tym, że Twoja podświadomość, będzie robiła wszystko by utrzymać status quo – a wiec musisz być niezwykle wytrwały.

Celebruj porażki

Jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz – każda porażka, powinna być lekcją. Spróbuj wyciągnąć z niej jak najwięcej. Innymi słowy, jeśli nie uda się np. otrzymać nowej pracy, nie zaczynaj swojego typowego narzekania „jestem taki beznadziejny, na pewno było 100 lepszych kandydatów, nie nadaję się itd” ale zastanów się realnie, gdzie popełniłeś błąd – może nie przygotowałeś się do rozmowy kwalifikacyjnej? Może startowałeś na zbyt niskie, lub wysokie stanowisko? A może nie pasowałeś do firmy, bo jesteś zbyt energetyczny a stanowisko wymaga metodyczności i dokładności?

Pamiętajcie, że praca nad zmianą to proces – nic nie zmieni się w ciągu doby, ale jeśli regularnie będziesz nad sobą pracował, możesz sobie pomóc.

Popularity: 79% [?]

Komentarze (50) »

  • [...] względu na cały szereg psychologicznych efektów choroby. Depresja, poczucie niskiej wartości, trudności z nawiązywaniem relacji z innymi to tylko część problemów z jakimi osoby chore na łuszczycę muszą się borykać na co dzień. [...]

  • Ja:-) pisze:

    To wszystko prawda.ja mam niskie poczucie własnej wartości choć jestem uważana za silna kobietę,atrakcyjna.A ja wciąż mówię:to nie prawda.Bronie się przed tymi stwierdzeniami…sama nie wiem dlaczego.
    Po przeczytaniu artykułu wiem co jest przeszkodą w zaakceptowaniu siebie:pięknej,mądrej i dobrej.Dużą zasługę w odbieraniu siebie ma moja mama.Tak! to ona zawsze mówiła:co powiedzą ludzie,jak ty wyglądasz,głupoty mówisz itp.Dramat!I jak ja mam z nią zerwać kontakt kiedy to moja mama i jest obecna w moim życiu (fizycznie raz w tygodniu).Kiedyś mnie biła i mówiła bardzo przykre rzeczy.Co ma zrobić .Jak sobie pomóc?proszę o podpowiedź

  • ona pisze:

    Mam podobną sytuację. Myślałam ,że to moja wina że tak jest.
    Jestem ładna, zaradna, mam mnóstwo zalet…ale moje niskie poczucie wartości nie pozwalało mi żyć.
    Pomogła psychoterapia… Jeszcze nie wszystko naprawione…ale jest dużo lepiej.
    Napisałabym do ciebie więcej na pryw. tylko nie wiem jak podać sobie maila

  • ona pisze:

    aaaa z moją mamą miałam tak samo jak u ciebie.

  • Mateusz pisze:

    Cześć też mam depresje i chyba dość głęboką, nie mam dziewczyny, do nikogo sie nie odzywam wkółko praca i sen a jak odpoczynek to potrafie przeleżeć godzinami patrząc w sufit myśląc czemu jestem do niczego…

  • Zaczeska pisze:

    U mnie też taką osobą jest mama. Osoba, która dałam mi wiele możliwości jednak mobilizowałam mnie w sposób: zmień to, popraw to, pamiętaj nauka, uśmiechnij się itd w tonie takim jakbym nigdy nie byłam zadowalającą córką. Jedynie problemem jest, że logicznie nie powinnam mieć powodu żeby mieć niską samoocenę. Mam fajną pracę, dobre oceny, znajomi mnie lubią, nie jestem grubasem itp.Zawsze miałam wysokie poczucie własnej wartości ale ostatnie kilka miesięcy obserwuje jej spadek. Objawia się to w obszarze relacji z innymi ludźmi. Kiedy nie jestem w centrum uwagi, kiedy ktoś mówi pochlebstwa na czyjś temat mam wrażenie że nie jestem wystarczająco dobra, mądra, zabawna i ciekawa żeby o mnie mówiono. To stanowi największy problem gdy jestem gdzieś z moim partnerem i on zachwyca się i zauważa innych bardziej niż mnie. Mam wtedy poczucie że wcale nie jestem tak potrzebna bo i tak jestem jak powietrze…
    Nie wiem jak z tym walczyć a bardzo chce. Nie wiem czy psychoterapia jest odpowiednim wyjsciem dla mnie. Myślałam o jakiejś literaturze. Czy ktoś może mi takową polecić?

    Pozdrawiam

  • Rusek pisze:

    co do wypowiedzi z 20/12/2010 o 23:30 kup sobie wiatrówke albo prawdziwą broń wyceluj matce w głowe i powiedz jej to wszystko i na koniec dodaj że żałujesz że sie urodziłaś pszez nią i strzel jej w noge najlepjejw udo i wykop z domu ja tak zrobiłem i teraz mam piękną żone bo pszezwyćięzyłem to co tyle lat mi rodzice gadali>

  • Emocja pisze:

    To fakt, że złe doświadczenia z dzieciństwa, ludzie, którzy utwierdzali nas w przekonaniu jak bardzo nam brakuje i jak mało znaczymy bardzo wpływają na nasze dorosłe życie. Każde potknięcie nawet niewielkie pogłębia ten stan i odbiera jakąkolwiek radość życia prowadząc niejednokrotnie do stanów depresyjnych. Co ciekawe osoby pozbawione poczucia własnej wartości tak naprawdę to ludzie mający spory potencjał, ale zbyt mało wiary we własne umiejętności. Proces wyjścia z cienia należy więc zacząć od siebie: od akceptacji, wiary, pokonania strachu, zmiany sposobu myślenia. Życzę wszystkim zmagającym się ze sobą wytrwałości bo naprawdę lepiej żyć niż ocierać się o życie :-)

  • Emocja pisze:

    Do wypowiedzi Zaczeski: polecam książkę pt. „Optymizmu można się nauczyć” M. Seligmana

  • gochasamocha pisze:

    Dziękuję, przyda mi się na „przeprawę” z moją klasą. Kilku wybrało ryzykowne zachowania, żeby poprawić sobie nastrój no i mają kłopoty…

  • KrZySiEk pisze:

    Cenne porady.Ja znowu uczę się dobrze ale za dużo od siebie wymagam i jak mi coś nie wyjdzie do się obwiniam że jestem do niczego.Postaram się wprowadzić kilka zmian w moje życie….

  • kurwasmiecie pisze:

    kurwakurwakurwakurwakurwarwarwakurwa pierdole jestem smieciem

  • ania;( pisze:

    nigdy nie spodziewałabym się po sobie że będę pisać na temat poczucia własnej wartości. Od małego słyszę tylko (od ojca) „stać Cię na więcej, co ty robisz, przecież nie dasz rady, po co się pchać na głęboką wodę, zacznij lepiej od rzeczy łatwiejszych bo co jak nie podołasz. Nie jesteś alfą i omegą” itd… Generalnie byłam gadem nie dzieckiem, pasożytem, który marnuje tlen. Paska na świadectwie nigdy nie było bo 4 to szczyt moich możliwości, koleżanek też nie za wiele, bo przecież tyle jest w domu do zrobienia, nie ma czasu na głupoty… to że zawsze byłam dobra z matematyki nie liczyło się dla mojego ojca, bo cóż z tego jak z historią już nie było tak dobrze, a poza tym matematykę wyssałam z mlekiem matki więc to nie moja zasługa… Dopiero na studiach zaczęłam udowadniać jemu i sobie że coś jestem warta… stypendium naukowe, nowe przyjaźnie, poczucie, że jestem potrzebna… a mimo to często wpadam w spiralę pogrążania się… nowe sytuacje mnie stresują, komentarze na mój temat denerwują, doszukuję się jakiś teorii spiskowych, cały świat przeciwko mnie… już sama nie wiem co mam z tym robić… przesypiam większość swojego wolnego czasu… mam poczucie że życie przecieka mi przez palce ale nie potrafię tego zmienić… nie potrafię związać się z nikim. Przyszły mąż musiałby być ideałem, osobą, która sprosta nie tylko moim wymaganiom, ale i wymaganiom ojca, przyjaciół, znajomych, bo przecież nie mogę się za niego wstydzić…
    PARANOJA JAKAŚ… sama nie mogę tego słuchać… a jednak tak jest… tak wygląda moje życie… ciągłe porównywanie i ciągłe braki…

  • lady pisze:

    kochani, tak czytam wasze wypowiedzi…
    i lepiej mi bo widzę, że nie jestem sama <nie to oczywiście że się cieszę ze tez wam zle;)a czasami mam wrazenie, że wszyscy są szczęśliwi i tylko ja mam jakieś problemy ze sobą:/
    mimo że nauczyłam się poczucia wartości i doceniania siebie, to wiem że tak jest ale nie zawsze tak się czuję… to nie moja wina że nie dostałam tego w dzieciństwie, teraz cięzko nad tym pracuję zeby to sobie dać, w końcu kto mi to da jak nie ja sobie.

  • górol pisze:

    @lady: …może odpowiedni partner, który Cie wspomoże w tym co robisz (?) w końcu nie jesteś sama ;)

  • tiger pisze:

    ten rusek o pseldonimie powiniem dac sie zbadac u dobrego psychiatry bo to co pisze jest przykladem nerwicy natrenctw

  • kosmitka pisze:

    ja tez mam niskie poczucie wartości.A NAJBARDZIEJ PRZERAZA MNIE TO ZE MAM 31 LAT I WIEM ZE NIGDY SIE NIE ZMIENIE!!JAK ŻYC DALEJ?? I JAK INNI MAJA ZE MNĄ WYTRZYMAC Z MOJĄ WIECZNA ZAŁAMKA.PYTAM SIE CZESTO SAMA SIEBIE „KIEDY ZACZNE CIESZYC SIE Z TEGO CO MAM? I TO DOCENIAC?

  • sss pisze:

    Również mam niską samoocenę:( nie potrafię nawiązywać kontaktów z ludźmi, choć staram się być miła i pomocna. Tak bardzo brakuje mi bliskiej osoby.. przyjaciela, któremu mogłabym wszystko powiedzieć.. Ciągle mam wrażenie, że jestem gorsza. Czuję, że życie ucieka mi między palcami. Niedawno straciłam najważniejszą osobę w życiu, która dawała mi ogrom radości i której mogłam całkowicie zaufać. Teraz już nic nie rozumiem, nie wiem co jest ważne, nie wiem co mam robić, na samą myśl o Niej płacze… Powoli staje się niewidzialna.

  • zenia pisze:

    Ja pracuję nad własnym poczuciem wartości. Dzieciństwo miałam nieciekawe – ojciec alkoholik. Jak się widzi alkoholika na ulicy to się często myśli – jak on wygląda, co on z siebie robi, pewnie miał ciężkie życie że wpadł w uzależnienie – ale nikt nie pomyśli o jego rodzinie, bo na pewno jakąś ma lub miał. Dzieci i żona to mają piekło w domu. Wiem, bo przezylam to…Takie dzieci przez takiego uzaleznionego to maja niskie poczucie wartosci.

  • woody pisze:

    Bez poczucia własnej wartości wszystko staje się szare. Na szczęscie można nad nim pracowac, chociaż to ciężka praca…
    rafalkolodziej.pl/2011/06/jak-podniesc-poczucie-wlasnej-wartosci-%E2%80%93-7-super-porad/

  • Jusia pisze:

    Witam,
    Ja też mam problem z samooceną.
    Mój ojciec był i jest alkoholikiem, przeżyłam w domu piekło! Ojciec bił mamę, a ja cały czas ją broniłam wchodząc między nich, nieraz sama oberwałam. Cały czas tylko lęk, strach co będzie jutro.
    Nie mam żadnej bliskiej koleżanki z którą mogłabym pogadać, pójść gdzieś, pośmiać się, zapomnieć, oderwać się.
    Z zewnątrz to wygląda tak, że mam fajne życie- od niedawna męża, pracę, mieszkanie, jestem dość ładna, skończyłam studia, ale nie jest wszystko okej. Mam nadzieje, że to minie:-)

    Jeśli ktoś chciałby się zapoznać mój mail(mam 25 lat)- modny_szyk@interia.pl

  • xxx pisze:

    Cześć
    Czytam i widze że nie ja sama mam problemy. Tylko mam już skończone 45lat i zaczynam od nowa- chyba można (czasem brakuje sił).Rodzice to nie problem, można ograniczyć kontakty, moim problemem jest mąż, który uważa mnie za zło konieczne i w ogóle nawet nie przebiera w słowach żeby mnie zranić do żywego.Zaczełam własny biznes i na początku łatwo nie jest ale tu też dosięga mnie męża opinia- nigdy pozytywna.Nie chcę zostawiać domu bo mamy czwórke dzieci i dla nich spędziłam w domu 20lat, teraz musze najpierw stanąć na własnych nogach a potem zobaczymy, może coś się zmieni. Bardzo trudno mi myśleć o pracy i biznesie kiedy wszystko jest źle i nie tak. Tylko chyba to jedyna droga żeby się od niego uniezależnić, bo w moim wieku już pracy się nie dostaje, pozdrawiam.

  • ZZZ pisze:

    Cóż, ja przez całe życie słyszałam od matki jaka jestem beznadziejna. Gdy zdałam maturę usłyszałam, że to za „piękne oczy” nie za wiedzę, więc na studia nawet nie startowałam, bo niby z czym… Wcześniej, gdy byłam jeszcze w szkole podstawowej, pamiętam jak pokazywałam jej moje prace wykonane na kółku plastycznym ( rysunki itp.) – do dziś pamiętam jak na odczepne mówiła „ładne” mieszając w garnkach i nie patrząc na to co jej chciałam pokazać. Później, gdy dorastałam i jak dla każdej nastolatki kwestia wyglądu była dla mnie bardzo ważna, słyszałam wciąż, że jestem za chuda, że mam płaski tyłek i mnóstwo innych przytyków (należy nadmienić, że byłam i jestem zewnętrznie bardzo podobna do niej). Nigdy nie potrafiłam się przed matką otworzyć ponieważ bałam się, że mnie wyśmieje, gdy miałam 12 lat zaczepił mnie pedofil – zmusił do rozebrania, obmacywał – matce nigdy o tym nie powiedziałam, nie powiedziałam jej również o mojej pierwszej miesiączce tak bardzo się przed nią krępowałam. Byłam wciąż porównywana z siostrą która doskonale gotuje i jest obecnie matką bohaterką…(ale niestety bez wykształcenia, bez pracy, bez własnych pieniędzy na garnuszku u męża). Wyszłam za mąż za cudownego faceta, który pomógł mi trochę odbudować wiarę w siebie, niestety kosztem mojej rodziny. Matka nie potrafiła zrozumieć, że mogę mieć własne zdanie, musiałam zerwać z nią kontakt, to była tylko i wyłącznie moja decyzja. Nie widziałam się z nią już prawie 6 lat i co? Otóż skończyłam studia, mam fajną pracę w której zaproponowano mi stanowisko kierownicze, dość dobrze zarabiam, rozwijam swoje pasje, JESTEM SZCZĘŚLIWA!!!! Tylko czasem trochę brakuje mi rodziny… i wciąż pozostał mega stres gdy np. mam coś wygłosić przed dużą grupą ludzi, nie ze wszystkimi potrafię nawiązać kontakt, bo są ludzie przy których czuję się głupiutka, ale nie dam się, będę nad tym pracować.

  • Takatoli pisze:

    Tyle nas jest…
    Tyle cierpiących duszyczek….
    Dlaczego? Każdy pisze o tej głównej przyczynie…
    RODZICE.
    Rodzice nawalają. Od nich zależy jak nasze życie się potoczy.
    Teraz powiem poważnie. Powinno się wprowadzić jakieś testy psychologiczne na rodzicielstwo, albo w szkołach tego uczyć.

    Ojciec mamę bił, pił – standard. Po jakimś czasie pogoniła go z domu. Było pozornie lepiej. Dziecko potrzebuje MIŁOŚCI. Miłości Ojca i Matki. Mam żal…. Od żadnego z nich jej nie otrzymałam.
    Mama nigdy nie powiedziała do mnie dobrego słowa. Ze dwa razy, czy trzy, gdy dostałam trądziku np. „Nie duś tej gęby!! A byłaś taka ładna” – tak mnie to poruszyło, że mimochodem znikłam, schowałam się i popłakałam. To był pierwszy w życiu komplement jaki usłyszałam od mamy. (w wieku gimnazjum). Nigdy nie jesteś, tylko, że byłaś… Przytulenie? Kocham Cię? Dajcie spokój !!! Nie wiem co to znaczy!!! Wspomnienia z dzieciństwa? Krzyk mamy / wrzask!!! Że bałagan w domu, że to że tamto źle. Nie byłam najlepszą uczennicą. Koniec roku, z tego 5, czy z tamtego, nigdy nie pochwaliła, a czego z tego 3, czego 5, a nie 6?
    Moi znajomi, którzy do mnie przychodzili, zawsze byli wyśmiewani, nie lubiła gdy do mnie przychodzili. Gdzy do nich chodziłam, zawsze mówiła, że mają na mnie zły wpływ. Przyjaciół nie mam. Kilkoro znajomych, z którymi utrzymuję jako taki kontakt.
    Faceci… Zawsze, każdy z nich był zły. Mega krytyka.
    Zawsze byłam kreatywna, bardzo, niczym artystka. Chciałam aktorką zostać.W domu zawsze mi podcinano skrzydła. „A naco Ci to?” , „Daj sobie spokój”, „Nie dasz rady”.

    I nie dałam rady. Mam 23 lata, bezefektywnie szukam pracy. Idę na studia zaoczne – mam nadzieję że to będzie moja odskocznia – tam nabiorę siły na dalszą walkę. Jestem na utrzymaniu tak naprawdę siostry – ona dobrze zarabia.
    Całe rodzeństwo mnie ma za nieudacznika. Łajzę, tępą dzidę. Nienawidzę w domu przebywać.
    Oni wysysają ze mnie całą pozytywną energię. Nie chce mi się żyć.
    Nic mi się nie chce. Siedzę w domu i zero enegii.
    Chciałabym się oderwać od tego wszystkiego. Rozpocząć życie od nowa, po swojemu.
    Jak się oderwać?
    Chcę żyć!!! Potrzebuję mocnej odskoczni. Co robić!!!
    jak by chciał ktoś pogadać …. takatoli@op.pl

  • emka82 pisze:

    Mam tak samo wiecznie doła, niby w pracy sie uśmiecham ale w środku czuję się pusta nic mnie nie cieszy, patrze z zazdrościa na znajomych ciągle usmiechnietych i zadowolonych- a mnie chociąż naprawdę się staram i zmuszam do uśmiechu nic nie cieszy… rodzice nie tacy, praca nie do końca satysfakcjonująca… mąż się zachowuje tak a nie inaczej. Ja tak naprawdę wiem co jest moim największym problemem- samotność, brak koleżanek, znajomych!! Niby twierdzą,że jestem miła, szczupła , ładna- ludzie wyraźnie o mnie nie ciągną- ale jak mają to robić skoro sama siebie nie lubię …cały czas staram się tchnąć w siebie pozytywnego ducha, myśli.. ale to takie trudne, jeśli ktoś chciałby porozmawiać (emka-29@wp.pl)

  • kaala pisze:

    zauważyłąm,ze ludzie po prostu sa zaborczy a matki i koleżanki zazdrosne-nom o tym sie głośno nie mówi ale tak jest….Wiedzcie o tym kochane duszyczki-widocznie ktoś wam czegos bardzo zazdrościł i tym samym pomniejszał wasze możliwości. Drugą stroną medalu jest to,ze tyrani kurczowo trzymają sie pewnych schematów na temat własnego wczesnego srodowiska,sa nieprzytomni i za słabi zeby byc elastycznym i dopasowac sie do rzeczywistości/badx obecnej sytuacji -sa jak drewniane kołki-byc moze zyją wspomnieniami ze wam sie niepowiodło .badz ze cierpicie ale co to onich świadczy ?wystarczy ze sobie poradzisz dla Siebie,odwrócisz sie na pięcie i bedziesz tworzył swoje dobro…Jeszcze jedno-to niedawno przeczytłam i uwazam za prawdziwe-wybaczanie nie jest konieczne-takie jakie znamy=po prostu nie zostawiamy temat za sobą i kropka-a Ty wychodzisz z podniesioną głowa-e bo przynajmniej nie jestes uzalezniony od innych i ich opinii-bo znasz swoj wartośc

  • joan pisze:

    Tak , problem ten też niestety znam. Strasznie ciężko, nawet teraz jak mam męża, też łatwo nie jest, a myślałam , że będzie on osobą , która wspomoże mnie, ale widzę że krytyka przychodzi mu teraz z coraz większa łatwością. Trzeba być silnym, nie dawać się , tak sobie mówię. Ale jak to zrobić…Jak mówie mu , że uważam że za mało czasu spędza ze mną, to też źle, bo wydaje mi się przecież i przesadzam, Już nie wiem jak mam mu to mówić, wydaje mi się że coraz gorzej mi cokolwiek mu przekazać . Skąd wziąc poczucie własnej wartości. Nauczyć się tego samemu? Jak?…

  • juanaaa pisze:

    ja tez ostatnio mam z tym problemy,i czytajac artykul tez wydaje mi sie ze to w jakims stopniu wina mojej mamy,jako nastolatka(czyli nie tak dawno) ciagle slyszalam”Jak ty bys sobie beze mnie poradzila,przeciez nawet nie umiesz sobie ciuchow wyprasowac?”,albo jak ty bys sobie beze mnie poradzila??? coz,jak mialam 19 lat wyjechalam zagranice i bylam au pair przez kilka miesiecy,takze prasowalam nie tylko moje ciuchy ale i innych ludzi,inna rzecz ktora czesto slyszalam dotyczyla wygladu.Co do wagi,to albo bylam za gruba albo jak juz schudlam to za chuda i wmawiano mi anoreksje,zreszta nie zaprzecze ze mialam niezle zaburzenia odzywiania(mama uwaza ze nie ma w tym jej winy,tylko trenerki bo trenowalam jako dziecko gimnastyke artystyczna).A i jeszcze jeden z ulubionych komentarzy to”Czy ty nie patrzysz jak sie dziewczyny ubieraja?Powinnas umiec sie ubrac”…Co to rzeczy „domowych”to mam wrazenie ze ona lubila sama je robic(bo jak mieszkalam w domu to oprocz zakupow itd spraw nie kazala mi nic robic),lubila sama to robic,szybko i sprawnie i pokazac mi jak to bez niej bym sobie nie poradzila.Otoz,od kilku lat juz sobie dobrze radze mieszkam zagranica z narzeczonym i mowie w 3 obcych jezykach.Wiem,ze jest duzo ludzi ktorzy w jakis sposob stawiaja mnie sobie za wzor do nasladowania,ale tez mam problemy z wiara w siebie i niskim poczuciem wl.wartosci.Najgorsze jest to ze jak cos mi nie idzie to tak sie doluje ze kolejne rzeczy tez mi nie wychodza,a jak ktos mi mowi ze cos zle zrobilam to jestem taka slaba,ze az chce mi sie rozplakac…

  • Zbigniew pisze:

    Ja niestety się wychowałem w takim domu gdzie ojciec pił i wszczynał awantury, nawet miał takie odpały że straszył że się zabije itd. chodziłem przestraszony, w szkole podstawowej byłem tym najgorszym najsłabszym i tam również chodziłem przestraszony (moja mama za bardzo gotować nie umie a w czasach komuny nic nie było, więc jadłem z obrzydzeniem te „obiady”, nie dbali kompletnie o mój wygląd nawet do fryzjera mnie nie wysyłali za często, wyglądałem jak byśmy klepali biedę, a wcale tak nie było), w szkole i w domu miałem piekło niesamowite do tego mały pokój z bratem połączony z kuchnią, więc nawet swojego kąta brak, sam się dziwie że jakoś to przetrwałem i nie popełniłem samobójstwa, ale jestem wierzący więc to nie wchodziło nigdy w grę. Niestety strasznie mi się to odbija na życiu dorosłym w dodatku rodzice o mnie nie zadbali i mam krzywe zęby i blizny po trądzikowe (moja mam kiedyś stwierdziła że trądziku się nie leczy u lekarza:/ a na zęby ich nie stać co oczywiście było nie prawdą bo zarabiała wystarczająco) leczę się teraz z tego i tego i za 2 lata będzie ok. Przez to wszystko mam problem żeby znaleźć sobie dziewczynę boję się porażek a młody już nie jestem bo mam 28 lat :/, i nigdy dłużej dziewczyny nie miałem :/ strasznie mnie to dołuje. Moi koledzy mają już dzieci a ja.. co prawda ostatnio poznałem nawet ciekawą dziewczynę ale niestety z dzieckiem, ta kobieta niestety nie ma dobrej opinii, należy do „imprezowiczek”, chce mieć dzieci ale swoje więc taki związek to nie dla mnie bo bym się tylko wpakował w kłopoty mimo iż nie mogę o niej zapomnieć :/, mam takiego doła że nie wiem co robić dalej. Czuje że gdyby nie to dzieciństwo to byłbym inną szczęśliwą osobą.

  • kriss pisze:

    ja mam iny problem zawsze raczej bylem pewny siebie do czasu kiedy moja zona zaczela sie interosawc sie inym mezczyznom do niczego miedzy nimi nie doszlo ale od dluzszego czasu byla myslami przy nim, mamy 2 dzieci kochanych zawsze staralem sie duzo zonie pomagac w obowiazkach domowych zeby nie bylo wszystko na jej glowie a tu takie bum .minol juz prawie rok a ja wciaz mam z tym problem stracilem poczucie wlasnej wartosci czuje sie malo atrakcyjnie wydaje mi sie ze dla zony tez nie jestem atrakcyjny. prosze o pomoc bo juz sobie z tym nie radze

  • jery pisze:

    ciekawe twierdzicie ze macie niskie poczucie a od razu podkreslacie ze jestesciue ladne i macie mnostwo zalet

  • dziewczyna pisze:

    taaa yhhm . jak mam wzmocnic poczucie wlasnej wartosci ? jak ja jestem do niczego . jestem brzydka .troszke za gruba bo nie jestem przy kosci. mam pecha . nie mam powodzenia u chlopakow. mam za male usta . mam brzydkie wlosy jak siano. wszycy sa lepsi oddemnie . a w tym artykule nie mam nic potrzebnego. zeby to wszystkie poprawic. ok wstane przed lustrem nie powiem tak jak bylo napisane bo czesto robie cos nie tak ,wiec wymienie moje wszystkie wady . bo co mam gadac jestem ambitna mila itp. dobra powiem tak ale i tez powiem ze jestem brzydka naiwna jestem chodzacym pechem .

  • martta pisze:

    Skonczyłam już 30 lat, mam męża i dziecko, a są takie chwile, że sama czuję się jak dziecko. W głowie ciągle słyszę teksty mojej mamy: „inne dzieci jedzą normalnie a Ty jak jesz???”, „masz słomiany zapał, nie zależy Ci, nie przejmujesz się, nie chce Ci się”, „zobacz jak inne dzieci potrafią”, „nie dasz rady, to nie dla Ciebie”, „nudzisz się? inteligenty człowiek nigdy się nie nudzi” i wiele wiele innnych. Za swoimi plecami też się nasłuchała… Skończyłam studia, na które poszłam w zasadzie na siłę. Każdy mój pomysł, żeby studiować inny kierunek był negowany. Musiałam „wybrać” to co w domu zaakceptowali. Dopiero od kilku lat tak na prawdę zdałam sobie sprawę z tego wszystkiego i staram się realizować własny scenariusz. Ale jakie zdziwienie wywołuje to u mojej mamy: „To Ty tak potrafisz?”, „No jestem w szoku, że tak Ci się chce” , „Ojej, i dałaś radę?”. Czasami na prawdę ręce opadają…

  • martta pisze:

    Za swoimi plecami też się nasłuchałam… (tak chciałam napisać)

  • Wiktoria pisze:

    Martta, piszesz, że w pewnym momencie zaczęłaś coś zmieniać w swoim życiu i działać na swoją korzyść, chociaż inni w Ciebie nie wierzyli i dalej Cię negowali. To wspaniała sprawa. Gratulacje! Ale dużo osób niestety nie ma tyle siły co Ty, żeby tak samemu walczyć. Wiem co mówię, bo sama do pewnego momentu walczyłam z niskim poczuciem własnej wartości. Ale po kilku latach doszłam do tego, że nie muszę tego robić sama. Są też psychologowie i psychoterapeuci, którzy mogą w tym pomóc. Piszę więc do wszystkich, którzy nie wiedzą co zrobić – poszukajcie psychoterapii psychoanalitycznej.

  • martta pisze:

    Wiktoria, tak naprawę to chyba dzięki mojemu mężowi mi się to udało. W sumie to od niego dostałam najwięcej wsparcia. Nie będę ukrywać, że z mamą mam nie najlepsze relacje. A kto wie, czy do psychoterapeuty jeszcze się nie wybiorę.

  • kas pisze:

    smutne to

  • kas pisze:

    smutne to ale prawdziwe

  • smutna pisze:

    Paranoja . Niby normalne rodzina a jednak miłości brak. Ciągła pogoń za pieniędzmi , bo interes najważniejszy. Brak zainteresowania, miłego słowa, pochwały , obrony i poczucia ze mogę się zwierzyć mamie bez obawy iż to dalej nie zostanie przekazane . Myślenie że pieniądze zastąpią miłość dziecku – zresztą błędne . Po przeszło 30 latach życia zdałam sobie sprawę co tak naprawdę przyczyniło się do tego że tak źle myślę o sobie, bo to nie są tylko te przykre wspomnienia z przeszłości ale i teraźniejszość otworzyła mi oczy i pozwoliła zrozumieć że w przeszłości właśnie źle byłam traktowana przez swoją matkę . Obecny brak jakiegokolwiek wsparcia i jej przekonanie że to ja musze wszystkich za wszystko przepraszać, że to ja mam się przyporządkować wszystkim i słuchać wszystkich z pokorą przy czym nie wolno mi się nawet bronić( pomimo skonczonych juz dawno 18 lat) uświadomiły mi że w dzieciństwie było tak samo i zmusiły do myślenia o sobie ze jestem nic nie warta , głupia, bezwartościowa ze sobie nie poradzę z niczym …..Można by tak wymieniać i wymieniać . Ale nie tylko rodzice mogą sie przyczynić do niskiej samooceny teściowa i mąż też jak to było w moim przypadku. Brak wsparcia ze strony męża i popieranie mamusi , zaślepienie synusia . ..Długo by o tym pisać ….

  • Ja pisze:

    Artykuł porusza ważny temat, lecz wskazówki uważam za nietrafione, zwłaszcza „celebracja porażek”.
    Najpierw trzeba poznać przyczyny niskiego poczucia wartości i co go utrzymuje, zastanowić się jakie myśli,przekonania, postawy pojawiają się w nas i w jakich sytuacjach. Polecam terapie poznawczo-behawioralną.

  • Alina pisze:

    To chore, że żyjemy w czasach, w których człowiek się rodzi i nie ma problemów z poczuciem własnej wartości. Te najmniejsze dzieci po prostu tego nie mają. Za to system jest zbudowany w taki sposób, że wraz z rozwoje zaczynają nabywać przeróżne problemy.

    Niskie poczucie własnej wartości, to coś więcej niż „problem”. To epidemia na skalę światową. Na szczęście można się uwolnić od tego wirusa i właśnie tego życzę nam wszystkim. :)

    Świetny artykuł!

    ps. Dla tych, którzy szukają więcej informacji na ten temat polecam jeszcze tę stronkę: http://michalpasterski.pl/2011/10/poczucie-wlasnej-wartosci/

  • Ja pisze:

    Alino, zgadzam się z tobą, że coraz więcej osób ma z tym problem. należy pamiętać, że nasze poczucie wartości budujemy od dziecka i często późniejsze nawykowe zachowania właśnie wynikają z naszych doświadczeń z domu, ze szkoły. Warto edukować rodziców z zakresu dawania poczucia bezpieczeństwa dzieciom i możliwości bycia takim jakim się jest. Pozdrawiam

  • smutna pisze:

    Właśnie jestem w trakcie rozwodu,mąz mnie zdradzał, zaczynało dochodzić do rękoczynu,a obelgą nie było końca.Więc dlaczego nie potrafie wytłumaczyć sobie ,że dobrze zrobiłam odchodząc od męża i mam poczucie winy ,że zrójnowałam życi sobie jak i mojemu dziecku.Widze że mój mąż jest szczęśliwy,bawi się dobrze,jest z młodszą od siebie o prawie 20 lat dziewczyną i bardzo to boli.Wstaje rano ,chcem się uśmiechać lecz nie potrafie,wydaje mi się ze lepiej by było jak bym umarła

  • jakub78 pisze:

    mam 34 lat, nie mam pracy, nigdy nie miałem dziewczyny, od ponad 15-u lat mam depresję, wiem że do niczego się nie nadaję i jestem nieatrakcyjny; lepiej by było dla mnie, gdybym się nie urodził, bo cierpię bez sensu całe życie(od dzieciństwa) :(

  • Szczęśliwa:-) pisze:

    Ludzie!
    Nie piszcie takich rzeczy ze ‘lepiej by było jak bym umarła’ itp no az sie plakac chce!!! NIKT, i mówię to głośno i wyraźnie NIKT nie przyczynia się do naszego szczęścia w życiu!!! My sami jesteśmy odpowiedzialni za to co mamy, co czujemy i o czym a najważniejsze JAK MYŚLIMY!!! Nasz MÓZG jest bardzo silny i to on nam stwarza najwiecej problemów! Musisz się nauczyć jak swoje myśli kontrolować! Każdy jest na tym świecie bo ktoś chciał żebyśmy się tu znaleźli więc nie myślcie negatywnie! Ja sama mam 28 lat przez rok nie pracuje-bo jak myśle ze mam pracować tylko no pieniądze to mi się wymiotowac chce…Milam 19 lat kiedy zaczęłam pracować 60 godzin w tygodniu bo myślałam ze to jest to czego potrzebuje w życiu…marzenia które miałam nigdy poszły w kat, na chłopaka nigdy czasu nie było i się dorobilam depresji i zmarszczek od tego zmartwienie. Któregoś dnia po pracy nie miałam siły na nic, tylko patrzalam w dal siedziac na przystanku jakby mi ktoś emocje odebrał…a uśmiechać to nie pamietam co to było…!moja samo ocena była niska myślałam ze ludzie mnie nie lubią, czytałam miedzy wierszami czemu on tak na mnie popatrzył albo odszedł nagle kiedy ja podeszłym! I od tego czasu zapaliła mi się lampka w głowie -co się ze mną dzieje? I jeżdżę zapomniałam dodać ze miałam chłopaka który dawał mi zła energię i zabierał cała pasje i miłe nastawienie do życia i żeby się cieszyć z małych rzeczy-po paru miesiącach w to uwierzylam i byłam …nie wiem kim-niczym i nikim!!! Jak patrzę niekiedy co się działo ze mną to nie mogę uwierzyć ze człowiek może pozwolić komuś innemu tak kierować NASZE życie! Moja głowa explodowala od negatywnych i ciaglych myśli, rozmowek sprzed tygodnia czemu tak się stało to napewno moja winna itp. Któregoś dnia płyta cd z medytacja mi poprostu wskoczyła do ręki i ze łzami w oczach bo dalej nie mogłam już tak żyć musiałam spróbować i posłuchać tej muzyki która była nagrana na niej ale także był tam głos który ‘prowadził’ twoje myśli żeby poprostu ‘wyłączyć’ mózg! To była najlepsza decyzja która podjęłam bo to właśnie-ta relaxujaca muzyka z tym prowadzącym głosem mnie ‘uratowała’! Przez następnych długich miesięcy i słuchania tej płyty za każdym razem przed ‘terapia’ ten głos się pytał-czy jestem gotowa na ‘seans’ a ja plakalam jak dziecko bo nie mogłam się doczekać aż już będę po tych 10 magicznych minutach słuchania! Kiedy ma się depresję dużo się płacze-to nie znaczy ze jesteśmy dzieci itp poprostu tak jest więc …tak było i u mnie! Na internecie zaczęłam szukać jak sobie poradzić z depresja i się odnaleźć znowu! Musialam zaakceptowac jak wygladam, co osiagnelam czego nie i najwarznieksze co chialabym. napisalam na kartce co mi sie nie podoba a tymbardziej co jest ladne albo ludzie moze powiedzieli a nawet jak nic z tych dwoch to jak Powiedzenie mowi-jestes jedna na milion-i nie chcej byc kims innym…teraz tylko mysle o tych zaletach jakie mam a nie o wadach! Wracając do siły MYŚLENIA to jak myślimy odbija sie nad tym jak sie czujemy, jesli bedziemy ciagle negatywni do siebie to NIGDY nie bedziemy szczesliwi…KAZDY ma wady i zalety-modelki, aktorki, najpiekniejsi ludzie na swiecie maja nawet wiecej niz ty ale poprostu one wybrali i sie nauczyli jake mysli WYBIERAC i to ze chca byc szczesliwi.!!! I tak to teraz jestem po BARdZO trudnej drodze-bez pracy, pieniędzy ale za to NAJSZCZESLIWSZA kobietom na świecie!:-) bo kocham siebie, UCZE się na błędach a nie krytykuje się za błędy i jestem swoim przyjacielem który pochwala mnie jak coś dobrze zrobię i najważniejsze żeby cieszyć się z tego co się ma nawet jak nic się nie ma-pamiętając ze ludzie z Afryki NIC nie maja ale za to się szeroko uśmiechają i nie myślą codziennie czego NIE maja tylko żyją! Teraz się uśmiechem od ucha do ucha , nawet jak coś nie wychodzi i staram się kochać siebie taka jaka jestem! A praca, pieniądze mąż wszystko przyjdzie w swoim czasie! Kochajcie i szanujcie siebie rodacy bo nikt tego za was nie zrobi!!!:-))))

  • Szczęśliwa:-) pisze:

    Smutna-idz do lekarza!:-))) I napisz jak ci sie wiedzie! Pozdrawiam

  • cytryn pisze:

    w latach dziecinstwa bylem pomiatany przez rodzicow pochodze z domu patologi po pewnym czasie sam taki sie stalem ale w pore sie obudzilem i zaczelem robic cos ze sobo ale niskie poczusie wartosci zostalo i to wielki problem.pomoglo mi to jak sobie powiedzialem za niejestem czlowiekiem idealnym i tez mam prawo do popelnienia blendu bo zawsze musialem zrobic wszystko perfek.poczulem sie duzo lrzej kiedy uswiadomilem sobie ze tak naprawde to cos w tym zyciu mi wychodzi oczywiscie nie w karzdej dziedzinie ale znalazlem pare takich w ktorych jestem dobry i sie uczepilem ich.poprostu nie zajmowalem sie tym czego nie potrafie robic a to co musze robic a nie bardzo mi wychodzi to poprostu pytam drogiego czlowiek moze on ma leprze doswiadczenie na ten temat.przepraszam za blendy.pozdrawiam i duzo wiary w siebie zycze zycie naprawde moze byc fajne to zalerzy tylko odemnie samego jakie podejme wybory w swoim zyciu

  • Lila-róż pisze:

    Przeczytałam tu niesamowitą rzecz i od razu się przestraszyłam ! Uwolnienie się od osoby której krytykę odczuwałam latami ? Którą uważam, że wiecznie zawodzę ?Obleciał mnie strach, bo tą osobą jest moja mama. Nie wiem czy mnie rozumiecie, ale dla mnie to oświecenie! Powinnam to zrobić dawno temu! A ja wiecznie się „radzę”, „słucham”, „podporządkowuję” i dziwię się, że wciąż czuję się jak śmieć…

  • ryjek pisze:

    Kochani…moja historia zaczyna się od 6 lat, mojego istnienia a mam 37 i trwa nadal…

  • marisa pisze:

    Jak piszą osoby powyżej to mają przynajmniej studia skończone a ja nawet nie ukończyłam żadnych studiów, nie mam męża , niedawno zakończyłam związek z alkoholikiem i nie chce mi się już wierzyć że zainteresuje się mną jakiś normalny mężczyzna..bo kto wytrzyma z ciągle smutną i narzekającą dziewczyną.Ciągle borykam się z niskim poczuciem własnej wartości, moja mama zmarła i mieszkam z ojcem który mnie przez pół życia od tumanów wyzywał..

Dodaj komentarz!

Bądź miły. Pisz poprawnie. Nie spamuj :)