Mentoring – kiedy warto poszukać nauczyciela?
5/07/2018 – 19:35 | Komentarze (0)

Mentoring to brzmiące bardzo nowocześnie słowo określające osobisty rozwój, który wydarza się w przestrzeni partnerskiej relacji pomiędzy uczniem a jego nauczycielem czy mistrzem. Taki sposób kształtowania własnej osoby znany jest jednak od starożytności, a samo …

Czytaj cały artykuł »
Problemy

Bolączki codzienności. Problemy małe i duże, z którymi styka się każdy z nas.

Psychologia

Psychologia codzienności. Praktyka, teoria, wpływ psychologii na nasze życie.

Twórczość

Literatura, poezja, malarstwo, fotografia, kreatywność.

Uczucia

Świat uczuć, emocji, miłości. To one kierują naszym życiem.

Wizualizacje

Artykuły z dodatkiem filmu video bądź muzyki.

Emocje » Psychologia

Toksyczna matka

Submitted by on 16/11/2009 – 09:00Komentarze (578)

matka-toksycznaZaborcza, ograniczająca, wiecznie wtrącająca się w Twoje życie. Toksyczna matka. Niestety, nie zawsze nasze relacje z rodzicami układają się dobrze. Wprawdzie wielu z nas, po okresie buntu i naporu w czasie adolescencji jest w stanie pozytywnie ułożyć sobie relacje z rodzicami, dla niektórych jednak nie jest to możliwe – ich matka nie pozwala im na usamodzielnienie. Jest zawsze obok, zawsze chętna o pomocy lub zawsze pomocy wymagająca. Wymaga atencji, telefonów, organizuje życie, decyduje, dusi… Toksyczna matka może zniszczyć Twoje życie – o ile nie ockniesz się i nie zdasz sobie sprawy z tego, że toksyczna miłość matki Ci szkodzi.


Jak działa toksyczna matka?

Najczęstszą formą działania toksycznej mamy jest wzbudzanie w dziecku poczucia winy. Poczucie winy wzbudzane jest zaś przez pokazywanie dziecku poświęcenia, na jakie zdobyła się matka aby dziecko wychować oraz udowadnianie dziecku, że nie jest dość troskliwe, czułe i kochające. Prawda jest jednak taka, że dziecko nigdy nie będzie dla toksycznej matki dość kochające i czułe – nie, jeśli będzie miało jakiekolwiek własne pragnienia i własne zdanie. Toksyczna matka chce podporządkować sobie dziecko, przeżyć za niego jego życie, wejść w jego rolę. Aby zadowolić matkę, dziecko musiałoby więc zrzec się w pełni swojego życia.

Osoba, która da się zdominować toksycznej matce nie założy własnej rodziny, a nawet jeśli jej się to uda, nie trwa to długo – partner nie wytrzyma konkurencji w postaci teściowej, nie będzie w stanie żyć w toksycznej relacji i odejdzie. Jeśli pojawi się dziecko, to toksyczna relacja ma spore szanse na przeniesienie się na kolejne pokolenie.

Jak sobie radzić z toksyczną matką?

  • Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie toksyczności relacji jaką mamy. Jeśli wiemy, że jesteśmy manipulowani, że staliśmy się ofiarą, możemy zacząć działać.
  • Musisz zacząć stawiać granice – nie jest to proste – matka będzie bronić tego co już osiągnęła, będzie próbować przymusić cię abyś na powrót stała się jej grzeczną córeczką czy ukochanym synem. Pamiętaj, że matka nie rozumie tego, że ty masz problem z waszą relacją.
  • Stawiając granicę musisz być silna i odporna – nawet jeśli matka będzie stosować szantaż emocjonalny – jeśli się złamiesz- przegrasz walkę o własne życie.
  • Staraj się zrozumieć swoją matkę– toksyczne matki nie są takie dlatego że są wredne lub nie kochają swoich dzieci. Ich zachowanie wynika z lęku, niepewności, samotności. Rozumiejąc mechanikę działania matki będzie Ci łatwiej uwolnić się od toksycznej relacji.
  • Nie krzycz i nie reaguj emocjonalnie – na tym właśnie bazuje poczucie winy – jeśli wykrzyczysz że masz prawo do własnego życia, szybko doświadczysz poczucia winy („jak to tak na biedną starą matkę krzyczeć!”) i z twojego postanowienia odcięcia się nie pozostanie nic – zamiast działać pod wpływem emocji staraj się więc działać racjonalnie i spokojnie, tak abyś sama siebie nie wpędziła w poczucie winy.
  • Niekiedy toksyczne matki uniemożliwiają jakiekolwiek prowadzenie własnego życia – jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie z relacją mimo prób, może warto rozważyć opcję bolesną ale niekiedy jedyną- oddalić się fizycznie od matki.

Toksyczne relacje można uzdrowić samemu, ale łatwiej zrobić to przy pomocy terapeuty. Jeśli więc chcesz pracować nad sobą i uwolnić się od swojej matki oraz stać cię na psychoterapię, zawsze warto taką opcję rozważyć.

Popularity: 100% [?]

Komentarze (578) »

  • Joanna pisze:

    Odważyłam się i zerwałam z nimi kontakt. Pewnie już wszyscy wiedzą, jaka jestem wyrodna, zła i godna potępienia skoro porzuciłam rodziców, a oni przecież wszystko dla mnie poświęcili. Jest mi ciężko, bo w końcu przez 30 lat odpowiednio mnie tresowali, bo przez ten czas byłam odpowiedzialna za ich dobre samopoczucie – tatuś był smutny, to Twoja wina, zobacz jaką mu przykrość sprawiłaś, a jak tatuś umrze?? Całe życie się z nimi szarpałam, całe życie się na nich oglądałam, a nie dostałam w zamian nic. Matka mogła mnie zwyzywać od najgorszych, a ojciec ani razu nie stanął w mojej obronie, na dodatek zawsze jej bronił, że skoro tak było to pewnie zasłużyłam lub że on sobie nie przypomina takiej sytuacji, nawet gdyby miała miejsce wczoraj… Mam troje dzieci, kredyt na dom, ale oni nigdy się nie zainteresowali tym, czy nam pomóc, jak sobie radzimy. Nigdy nie otrzymałam od nich żadnego wsparcia, żadnej dobrej rady, tylko zawsze rób jak uważasz, ale jak robiłam coś nie po ich myśli, to się odwracali. Potrafili pięknie grać zainteresowanie, gdy mieli publiczność, potrafili miesiące nie dzwonić, ale gdy mieli gości dzwonili i pytali „Asieńko, córeczko, co u Ciebie?”… Przeszłam załamanie nerwowe, depresję, kilka lat terapii – ani razu nie zapytali dlaczego, co się stało, jak się czuję. Przez całą ostatnią ciążę nie usłyszałam ani jednego pytania, jak się czuję, co z dzieckiem, czy chłopiec czy dziewczynka – moja matka nie odezwała się przez całe 9 miesięcy, nawet jak w międzyczasie nas odwiedziła – siedziała obok przez trzy godziny i nie powiedziała do mnie ani jednego słowa. Dowiedziałam się ostatnio, że to była moja wina, bo nie zaczęłam rozmowy, a jako gospodarz powinnam i że to nie jest tak, że to ona się mną nie interesowała, tylko to ja nie interesowałam się nią – ona, owszem, nie dzwoniła, a ja?? ile razy ja dzwoniłam do swoich jedynych rodziców?? gdy dowiedzieli się o narodzinach wnuczki wysłali mi smsa „Asiu, DZIĘKUJEMY” – zero gratuluję, jak się czujesz, czy wszystko w porządku, tylko „dziękujemy”, jakbym zrobiła to dla nich… Nie mogę już, muszę ratować siebie i swoją rodzinę. Próbowałam już wszystkiego – rozmów, próśb, ale nie da się – ich betonowe mózgi nie przyjmują nic poza tym, co sami sobie wymyślą… Kilka tygodni temu usłyszałam, że „jeżeli zrobili mi coś złego, to przepraszają” – tak, JEŻELI, bo oni sobie nie przypominają… mieli mnie gdzieś gdy byłam w ciąży?? chyba coś mi się pomyliło, bo przecież dzwonili do mnie codziennie, tylko ja nie odbierałam telefonów, nie wspierali mnie i nie pomagali mi?? przecież sama chciałam o sobie decydować i nie chciałam od nich żadnej pomocy, oni pamiętają bardzo dobrze przecież – gdy miałam 14 lat to im wykrzyczałam, że zawsze będę robić jak będę chciała i że ich nie potrzebuję, więc o co mi teraz chodzi??? Przecież sama tego chciałam. Tak, a teraz chcę, żeby dali mi święty spokój. Chciałabym mieć matkę prawdziwą, a nie wymyśloną, która naprawdę przy mnie będzie, a nie wiecznie nafochowaną, z „dziubkiem” egoistkę, którą interesuje jedynie ona sama i jej wizerunek. Zrzuciłam ten ciężar – jeszcze mi trochę źle, trochę przykro, ale wiem, że to nie dlatego, że za nimi tęsknię, ale dlatego, że wiem, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochali….

  • Sachmet pisze:

    Co tam u Was kobitki ? Jak mineły święta ?
    Piszę ,bo znów mam doła. NIe dość ,że śnieg za oknem to sytuacja w domu -syberia.Pracy brak, na studiach źle, wg rodziców jestem nieudacznikiem ,leniem ,sprztaczką w domu . Nie mam już sił-dziś siedziałam w kuchni i ryczałam z pol godziny .

  • orka pisze:

    a mi dostało się słowami ” nie chcę cię znać do końca moich dni” za to że powiedziałam że nie życzę sobie by w obecności mojego dziecka mówiła do mnie słowa: „jesteś nienormalna , chora psychicznie” . O ciągłej kontroli i zastraszaniu, szantażu nie będę już wspominać … zgadzam się ze sformułowaniem Kariny : ps to nie jest miłość tylko, patologia. jest mi totalnie smutno , nie wiem co robić . Powiedzcie mi , czy jeśli zerwę kontakt z Własną matką, to będę kimś złym? Bo strasznie się tego boję …

  • Ola pisze:

    Orka, nie bedziesz! tez mam dziecko, moja nie lubi mojego meza i kaze mi sie rozwiesc, ale nam jest ze soba dobrze, nie rozumie, ze ja rozwodzic sie nie chce…. Nie chce do niej jechac, nie chce aby moje dziecko slyszalo te klotnie, krzyki, narzekania, jekania, placze i wymuszania, szantaze i cala reszte. Chce aby dziecko bylo szczesliwe, chcialabym aby mialo usmiechnieta babcie, ktoraa nie bedzie ciagle na wszystko narzekac, wszystskich ustawiac, wszystko komentowac – bo wszyscy robia wszytsko zel tylko ona dobrze. Ostatnio nawet skrytykowala spacerowke ktora kupilam, jakie to gowno kupilam za tyle pieniedzy….. normalnie szok, czasem nie wiem jak zyc, czuje sie glupia i nie umiejaca zyc, podejmowac decyzji, mam dziecko i chcialabym byc przykladem ale majac taka matke co ciagle robi mi wode z mozgu jest bardzo ciezko… Niestety na razie nie umiem sie odciac, moze sie boje, sama nie wiem…

  • Sachmet pisze:

    Czuję,że coraz bardziej grzęznę .. w pracy ktroej nienawidze ,z matką która niczym wampir wypija energię z mojego życia. Niby jestem dorosła a zachowuję się przy niej jak dziecko. W każdej decyzji mysle co by mama powiedziala. Czuje się od niej uzalezniona we wszystkim , razem mieszkamy ,bo taka jest sytuacja ,mniej zarabiam wiec nie mam mozliwosci się wyprowadzic i usamodzielnic.
    Nie potrafię znalesc lepszej pracy ,nie wiem co jest nie tak.Wysyłam milion cv ,chodze na rozmowy i nic. Mieszkam w bardzo dużym miescie ,wydawałoby się ,że pracy w brud a nic nie mogę znalesc. Jestem coraz bardziej tym zdołowana.
    Moj znajomy na szkoleniu w Borach Tucholskich poznał kobiete i planuje zmienic cale zycie , zostawic prace dom i jechac. A ja zazdroszcze mu takiej odwagi. Ja się boję opuscic moj pokoj ,bo co by mama powiedziala. Ona na kazdym kroku powtarza,ze jest chora i jak sobie poradzi sama. (ma POCHP) .Nie wychodze z domu kiedy chce ,nie wracam kiedy chce. Nie mam faceta ,bo kazdego przegania mamuska. Kazdy jest nie odpowiedni ,kazdy mi zmarnuje życie, trace tylko czas. Smutno mi ,bo kazdy juz sie zarecza ,zeni ,rodzi dzieci ,mnie to nie czeka. Nawet jej chrzesnica 21 letnia już za maz wyszla i ma dziecko . A ja co? Ona sie cieszy ,ze ja jestem w domu.
    Nie potrafie się uwolnic od matki. Ona jest samotna ,jej znajomi maja rodziny ,bawia wnuki a ona kazdy weekend spedza sama. I oczekuje ode mnie towarzystwa. Jestem zmeczona nią, ciagle poczucie winy ,ze ona jest sama. Boje sie zrobic jakikolwiek krok.
    Nie mam dokad się wyprowadzic. Ojciec ma dom ale mnie w nim nie chce. Stara baba a tak się rozklejam ;( poradzcie cos..

  • Kasia pisze:

    Witajcie po dłuższej przerwie,

    Sachmet, nie łam się – będzie dobrze. Tak jak Ci radził jeden z Panów na forum – zbierz siły i miej odwagę odejść! Dasz radę! Wierzymy w Ciebie!

    Mi się chyba udało. Nie mam z nią kontaktu a nawet jeśli jakiś mam to mnie już to nie rusza, mniej się denerwuję, potrafię panować nad swoimi emocjami, chyba odpuściłam sobie gdzies w głowie tą wizję że ona nadaje się na mamę i babcię. Cieszę się z tego co mam i otaczam się ludźmi którzy dają mi równie dobre uczucia i które równie mocno kochają moje dziecko. Nie szukam substytutu matki ale biorę co mi daje życie. Nie rozpamiętuje przeszłości, staram się żyć tu i teraz, tak normalnie, po prostu. Nadal mam marzenia i plany ale dotyczą one wyłącznie mojego syna i męża, mojej rodziny! Moja matka bezpowrotnie zniknęła z mojego życia…
    Jedyne co pozostało i z czym planuję wygrać to moja permanentna złość i agresja- bardzo łatwo się denerwuję i łatwo mnie wyprowadzić z równowagi gdy ktoś mi coś doradza, po prostu kojarzy mi się to z matką. Co ciekawe, ona nie jest już w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Zbyt wiele dni straciłam na nią. Bezproduktywnie, bezsensownie, dosyć tego.

    Smutno mi czasem tylko że nikt mnie nie rozumnie, oprócz Was na tym forum. Dziękuję że jesteście i trzymam za Was kciuki :)

    Mój synek ma prawie 14 miesięcy i wkrótce jedziemy na nasze pierwsze trzyosobowe wakacje :)

    Całuję Was!
    Kasia

  • Sachmet pisze:

    Super Kasiu ,że tak się Tobie układa :)zazdroszcze i gratuluję :):)

  • Ewa pisze:

    Mam podobny problem. Cżęsciowo jednak na własne życzenie. Moja mama od zawsze jest nadopiekuńcza. Na początku wydawało mi się to normalne i nawet krytykowałam inne matki nie interesujące się swoimi dziećmi jak ona. Rozstałam się z mężem jak dziecko było małe, wyprowadziłam się od niego,a że nigdy mu nie zależało żebyśmy wrócili do siebie, zamieszkałam z rodzicami. Trwało to 3 lata. Po skończeniu studiów wyprowadziłam się od rodziców i wreszcie zamieszkałam z córką sama w wynajętym mieszkaniu. Moi rodzice się rozwiedli(ojcc alkoholik) i mama została sama. Mieszkała sama, a po pewnym czasie narobiła tyle długów, że wpadła w ogromną depresję. Wysłałam ją do psychiatry, zaczęła brać leki, zaczęła dodatkową pracę aby móc spłacić swoje długi. Mnie też nie było łatwo. Cały czas sama z jednej pensji, skromne alimenty, jednak kupiłam mieszkanie, spłacam je do dziś. Moja mama po dwuletniej kuracji zmieniła się. Stała się ciepła, pomagała ale nie narzucała się. Stwierdziła,że nigdy nie spłaci długów i pozbyła się swojego mieszkania. Nadal jeździ do pracy i gdy wraca co jakiś czas przebywa u mnie. Jednak odkąd pozbyła się własnego mieszkania czuje się za pewnie u mnie, wtrąca się do wszystkiego, wyręcza mnie we wszystkim i traktuje jak mała dziewczynkę. Czuję się jej zobowiązana bo spłaciła częśc moich długów lecz nie zdawałam sobie sprawy jaki błąd popełniłam, godząc się na to żeby mieszkała u mnie.Nie czuję się jak u u siebie tylko jakbyśmy z dzieckiem mieszkały u niej. Dopóki jeżdzi do pracy jest dobrze ale co potem .Jak jej powiedzieć żeby traktowała mnie inaczej i nie szarogęsiła się. W dodatku za moimi plecami obgaduje mnie jaka to jestem niedobra że ciągle mi coś nie pasuje, jak coś kupi, czy zmieni coś w moim mieszkaniu. Sytuacja bez wyjścia. Pluję sobie w brodę że zgodziłam się żeby pozbyła się własnego mieszkania. Czy jest z tej sytuacji kakieś wyjście? Nie będę się wyprowadzać bo to moje mieszkanie ale najchętniej bym uciekła. Teraz wyjechała i jest spokój a ja nie mogę sobie poradzić z dręczącymi mnie wyrzutami sumienia ż tak bardzo chciałam mieszkać sama, być panią własnego losu a znów nasze drogi z mama się zeszły.
    Żal mi się jej zrobiło wtedy gdy miała problemy i prosiła mnie, a za to pomoże mi finansowo. Ale jakim kosztem?????? Jestem bez wyjścia… Pomóżcie co robić?

  • mała pisze:

    Mam 23lata i zmarnuje młodość!cały czas się tylko zamartwiam;z nerwów dostalam refluksu. Mama ma ta przewagę że jest chora na serce i nie może sama daleko chodzic bo jej słabo… Miala ciężkie życie;agresywnego męża który wolał pić;rozwód i te sprawy… Poza mna i siostra (doktorat za granicą)nie ma zupełnie nikogo. Ją też chce wyjechać za granicę… Mama Nie lubi mojego faceta,jesteśmy dwa lata i nie spalismy nawet razem przez nią… Bierność zaczyna go (i mnie)coraz bardziej zalamywac. W klotniach obraza go i sama powoduje stan podzawalowy,a kiedy bronie się(chłopaka)krzyczy że nie mam prawa głosu i szacunku do starszej schorowanej rodzicielki i „wybieram jakiegoś fagasa” nie ją… Jest cieta na facetów i uważa wszystkich za zboczencow…i nieobliczalna;grozi samobójstwem. Każda próba posiadania swojego zdania i woli jest straszna wojna. Każda czynność,cokolwiek -wydaje mi rozkazy..omocy!

  • zalamana pisze:

    Mam 23lata i zmarnuje młodość!cały czas się tylko zamartwiam;z nerwów dostalam refluksu. Mama ma ta przewagę że jest chora na serce i nie może sama daleko chodzic bo jej słabo… Miala ciężkie życie;agresywnego męża który wolał pić;rozwód i te sprawy… Poza mna i siostra (doktorat za granicą)nie ma zupełnie nikogo. Ją też chce wyjechać za granicę… Mama Nie lubi mojego faceta,jesteśmy dwa lata i nie spalismy nawet razem przez nią… Bierność zaczyna go (i mnie)coraz bardziej zalamywac. W klotniach obraza go i sama powoduje stan podzawalowy,a kiedy bronie się(chłopaka)krzyczy że nie mam prawa głosu i szacunku do starszej schorowanej rodzicielki i „wybieram jakiegoś fagasa” nie ją… Jest cieta na facetów i uważa wszystkich za zboczencow…i nieobliczalna;grozi samobójstwem. Każda próba posiadania swojego zdania i woli jest straszna wojna. Pomocy!

  • Sachmet pisze:

    Czesc załamana. A masz realny pomysł jechania za granice? moze to jest rozwiazanie.. Bylabys wolna z człowiekiem ktoego kochasz.Moja mama tez jest bardzo cieta na facetow (tata nas zostawil 15 lat temu ) . Walcz o swoje dziewczyno ,jestes młoda ,masz zycie przed soba.

  • beti pisze:

    Jestem w trakcie rozwodu z mężem. Gdy jeszcze mieszkaliśmy razem, moja matka przychodziła i mówiła do niego przy mnie „jak beata będzie sie lenić to zawsze możesz ją wyrzucić z domu”, (bez komentarza). I rzeczywiście mąż znalazł inną kobietę, zaczął robić awantury, znęcać się nademną i dzieckiem, które zachorowało na padaczkę. Chuda z dziećmi 6 miesięcy i 5 lat poprosiłam ja pewnego dnia o pomoc- żeby mnie przyjęła do siebie. Odmówiła. To był cios. Mąż reagował coraz większa agresją, dziecko traciło świadomość, ataki epileptyczne były coraz częstsze. W końcu trafiłam do Kalsztoru z dziećmi – była zima -28 stopni, potem do ośrodka w otwocku. To co przeżyłam było dla mnie koszmarem. W końcu ludzie powiedzieli jej tak: Danka przyjmij dziewczynę, zima jest, dzieci małe. No i przyjęła. Jak mieszkałam u niej to słyszałam: że jestem głupia, przyszłam z bachorami i ogonami. Po ok pół roku bez mojej wiedzy zawiozła moje rzeczy do męża. Upokorzenie, strach, bezsilność i bezradność – to moje uczucia codzienne wtedy. Było to 4 lata temu. Teraz podczas sprawy karnej o znęcanie męza nad rodziną dowiedziałam się,że moja matka potrafi skarżyć się na mnie do teściów. Co oni oczywiście wykorzystują przeciwko mnie. Chciałabym dodać, ze pomaga mi Rzecznik Praw Dziecka, Fundacja Dzieci Nicxzyje. Matka mówi, ze to mój mąż powinien przejąć opiekę nad dziećmi. Szok!!!!
    Na terapii uświadomiłam sobie,że ona się nie zmieni. To jej karma.I wiecie, co? Jak zadzwoni do mnie kiedyś i poprosi o pomoc to odmówię – z czystym sumieniem. Naprawdę. Powiem, że córki już nie ma. Ale zawsze moze zadzwonić do mojego męża – -kata i do swoich teściów. Może przygarną bidulkę albo na wigilię zaproszą. U mnie nie ma czego szukać.
    Ps. podejrzewam u niej zaburzenia osobowości ale nic nie wytłumaczy takiego zachowania. Ja też jestem kobietą w trudnej sytuacji, bez żadnej pomocy. A nie robię z siebie ofiary, nie użalam się nad sobą, jak mi smutno to szukam kogoś by mu pomóc – to pomaga. Do dzieci mówię czesto, że ich kocham, bo one nic nie są winne. Mój syn babci nie chce znać jak usłyszał jak wyzyw jego własną matkę i wydziera sie na cały blok. Po czym dzwoni do moich teściów i mówi, że córka się nad nią znęca. To odrażające.
    Brawo mamo! Myślę, ze suka to określenie zwierzęcia, które opiekuje się swoim potomstwem, dba o nie i kocha bezwarunkowo. To słowo nawet nie pasuje do ciebie.

  • Sachmet pisze:

    czesc dziewczyny . Wyprowadzam się , ,matka mnie wyrzuca. Jest mi cholernie przykro ,ze dzieje sie to w taki sposob. Taki przykry .

  • Monika pisze:

    Witajcie dziewczyny

    Mam 33 lata i dopiero teraz odkryłam dlaczego moja matka taka jest, i wiem że jestem dzieckiem które ma toksyczną matkę. Mam starszego brata, który był zawsze faworyzowany przez matkę, zawsze był lepszy ode mnie pomimo że ja skończyłam studia a on technikum, ale to ja zawsze nie miałam njic osiągnąć bo przecież byłam nikim. Jak czytam te słowa jakie piszecie, swoje historie to jakbym widziała siebie neistety. Rok temu wyprowadizłam się do chłopaka, zostawiłam pracę i życie, swoje jeśli mozna to nazwac życiem, meiszkałam z rodzicami na dwóch pokojach. Pomagałam rodzicom, ojciec był i jest zawsze obok, więc na niego nie mogłam liczyć, jak byłam mała to pił. I odżyłam ale czułam poczucie winy że ją zostawiam i że jak sobie poradzi beze mnie, jak wyjeżdzałam to pwoiedziała „no tak pojdziesz i bedzie miała nas głęboko gdzieś” Po roku wróciłam żeby kontynuowac studia i na 2 lata ale nie dam rady i może dam rade wytrzymac jeden semstr a potem wróce do chłopaka i bede dojeżdzać bo to inne województwo, bo jest gorzej z moją matką niż wtedy. Za dużo jej mówiłam i czuję się jak w więzieniu, ma pretensje o wsyztsko że zjem chipsy, że wypiję piwo, że mam zły makijaż, że zbrzydłam i postarzałąm się że pewnie jadłam byle co itp. Nie potrafię juz z nią żyć, ten rok nie bycia z nią uświadomił mi, jakie było moje życie. Chccę w końcu żyć własnym życiem a nie jej.

    Pozdrawiam Was i życzę siły, wytrwałości

  • nina pisze:

    Wyprowadzka, kontakt telefoniczny ze dwa razy na miesiąc, odwiedziny z raz na 2-3 miesiące trwające nie dłużej niż dzień, całkowicie samodzielne podejmowanie wszelkich decyzji i jakoś daje radę… Ale jak ja się muszę pilnować, żeby nie wybuchnąć podczas tej rozmowy telefonicznej, gdzie aż mnie skręca…

  • Ania pisze:

    Jaka ulga przeczytać, że to nie ja jestem nienormalna, chora psychicznie, niewdzięczna, nie potrafiąca sie z mamą dogadać.. bo to szłyszałam w kółko. Pare dni temu się od tego odcięłam, po prostu nie wytrzymałam psychicznie, wykrzyczałam wszystko co mnie bolało przez całe życie. Mam 35 lat i postanowiłam normalnie żyć, bez nerwicy lękowej, wrzodów, depresji, ciągłego wymiotowania z nerwów, wizyt na pogotowiu w akcie paniki i palpitacji serca, ćpania psychotropów, leków uspokajających i nasennych.. mam nadzieje że niczego nie pominęłam. Wyjechałam z miasta rodzinnego pare lat temu, były codzienne telefony zaczynające się od pytania: „Gdzie jesteś, co robisz”? Czasami miałam ochote powiedzieć: że z facetem w łóżku w obcym mieszkaniu ale się hamowałam. Kupiła mi mieszkanie bo było ja na to stać, musiałam przez te wszystkie lata ciągle za to dziękować. Jak brała gazete z wnętrzami wciąż pytała czy ja w końcu jestem zadowolona z tego mieszkania? bo ona widzi że tak niekoniecznie. Nigdy o nic nie prosiłam, chociaż wciąż mówiła że tak się dla mnie poświęca, haruje na dorosłą córke, niewdzięczną. Wyglądałam zawsze źle, nieumalowana, kiedyś na świętach zrobiła mi afere że widziała mnie sąsiadka w moim mieście i strasznie źle wyglądałam, taki wstyd, jak mogłam to zrobić! wzięłam walizkę i uciekłam, szłam przez ulice kiedy ludzie siadali do stołu świątecznego, było mi tak cholernie przykro. Ale coż po 2 tygodniach musiałam ją przeprosić, za co? teraz nie wiem, ale tak było zawsze. Odwiozła mnie na grila do znajomych, na miejscu wyskoczyła z samochodu i powiedziala że nie będzie mnie więcej wozić bo na pewno jestem pijaczką. Ona to wie! Jej ciągłe choroby i za mała atencja więc trzeba było codziennie krzyczeć że za mało się staramy, nie współczujemy, udajemy że nie widzimy, potrafiła zrobić mi afere ze przychodzę z uśmiechem na ustach z obiadem, a ona lezy w łóżku i cierpi, jak śmie to podejrzane, abo dlaczego się nie uśmiecham. Kiedy zachorowałam sama, moja choroba nie była ważna, bo przecież nie „takie” ona choroby przechodziła. Chodziłam na terapie żeby się nauczyć z nia rozmawiać, wypisywałam zdania na kartce, starałam się być opanowana, a ona waliła we mnie jak wór bez dna. Ciągle zła praca bo umniejszająca mojemu wykształceniu, a to dlaczego nie szukam pracy, a Pani Kazia to by mi znalazła prace, ale gdybym znała lepiej angielski, gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem, o. ciagle byłam niedostateczna. Każda moja decyzja to atak na nią, nawet w kwestii doboru kanapy, ubioru, zapisania sie na kursy które mnie interesuja, a po co Ci to? phi. Wszystko było źle, co nie było po jej myśli. Oczywiście się na wszystkim zna więc wszystko co robiłam było źle, do tego stopnia, że jak zaczynałam kroić cebule wiedziałam że przyleci pouczyć mnie co ja robie! Podsłuchiwała, czytała moje pamiętniki. Jej huśtawki nastroju od dzieciństwa były straszne. Wstawałam w wielkim strachem czy mamusia będzie miała dobry humor bo był horror i chowanie się do szafy. Biła, chociaż nie pamięta jak twierdzi i chce jej wmówić że była wyrodną matką, nie pamięta faktów z dzieciństwa, ale to przecież nie jej wina, tylko moja bo byłam krnąbrna, ojce który musiał się opiekować schorowanymi rodzicami i czasami go nie było w domu, mojej niani bo ją buntowała i przez nią biła swoje dzieci. Tylko ciekawe kto rękę podnosił. Mam plan ułóżyć sobie życie, ale bez dalszej pomocy tego nie dokonam. Macie może jakiegoś godnego polecenia psychologa? poradnie? będę bardzo wdzięczna i cieszę się że jesteście. Pozdrawiam

  • Sachmet pisze:

    Kłotnia z matka osiognela swoje apogeum.Nie mam pracy nie mam pieniedzy dokad mam sie wyniesc. Dziewczyny nie daje już rady .

  • rene pisze:

    WITAM
    Mam 47 lat i brak sily checi do zycia.Cale moje zycie to udowadnianie ze czegos nie zrobilam lub tez nie powiedzialam.Moja matka zniszczyla mnie i wciaz niszczy psychicznie.Chowam sie w skorupie zadajac sobie pytanie po co ja zyje .?Dlaczego tak mnie krzywdzi.Zawsze myslalam ze jest im ciezko finansowo pomagalam wraz z mezem dodam ze ja nie pracuje zajmuje sie domem.Maz nigdy nie protestowal pomagal a ja bylam i jestem Mu bardzo wdzieczna…..ta pomoc to byla dla mnie satysfakcja ze sie zrewanzuje za JEJ wyrzeczenia trud i zawsze pomagalam od serca nigdy nie czekajac na pochwaly czy tez dobre slowo ..JA sie cieszylam myslac ze robie cos dobrego..a Ona wciaz mnie wyzywala opowiadala do ludzi niestworzone rzeczy.Zawsze jak przychodzila do mnie zalila sie na moja siostre jak jechala do siostry opowiadala klamstwa na moja rodzine.Bylo mi wstyd kiedy te klamstwa wyplywaly na swiatlo dziennne…kiedys zapytalam dlaczego tak robi jaki ma cel?> zawsze sie wypiera swych klamstw obarczajac wina innnych.MOJ tatko byl kochany zmarl teraz w lutym jest mi bardzo ciezko z tego powodu..ON byl bardzo dobry ale nigdy sie nie przeciwstawil matce ..ON umyl jej nogi i wypil wode taki typ czlowieka ..teraz wiem ze nie chcial sie klocic chcial zgody ale nie udalo Mu sie..Kiedy z NIM rozmawialam na temat matki zawsze milczal i zmienial temat albo mowil ze musi gdies pojechac nie wiem chyba sie bal i nie chcial nic zrobic.Mieszkam w malym miasteczku ludzie mnie zaczepiaja pytaja o rozne rzeczy a mi lzy sie kreca w oczach i jest mi ogromnie przykro za to co Ona wygaduje..wiele bym chciala wykrzyczec i wiele przemilczec ..ona staje sie dla mnie obca osoba pozbawiona uczuc taktu i dobrego zachowania..nie chce mi sie zyc..przepraszam

  • Karolina pisze:

    Witam. Mam spory problem z moją własną matką. Mianowicie zaczęło się od tego gdy z moją 6 letnią córką wyprowadziłyśmy się od mojej matki.Nie miałam tam lekkiego życia wszystko miało być po mojej mamie myśli. Manipulowała moją córką do tego stopnia że córka nigdzie nie chciała iść ze mną. bo moja matka jej mówiła że gdy córka ze mną pójdzie to babcia będzie płakać tęsknić albo że ja ją niby gdzieś zostawię. Gdy się wyprowadziłyśmy do mojego chłopaka obecnie już męża moja matka zgłosiła sprawę na policję o to że zostałyśmy porwane. Potem o to że zaniedbuję córkę. Wtedy życie zaczęło się przewracać do góry nogami interwencja pani z opieki potem pani kurator. Za jakiś czas otrzymałam pismo ze Sądu o to że moja własna matka chce odebrać mi władzę rodzicielską i podając mojego męża że rzekomo molestuje moją córkę na podstawie zdjęcia na którym leżą i oglądają bajkę. W między czasie moja matka zaczęła wydzwaniać odgrażać się mało tego zaczęła nas nachodzić na ulicy czy w szkole były również interwencje policji.Na sprawach zrobiła ze mnie najgorszą matkę w świecie. Po 2 sprawach moja matka raptownie się wycofała i sprawa się zakończyła. Nie minęły 2 tygodnie dostałam kolejne wezwanie na sprawę o uregulowanie kontaktów babci z wnuczką. Moja matka chcę widywać się z moją córką w każdą 1 szą i 3 cią sobotę w godz od 11 do 19 zabierając ja samą. Obecnie jestem w ciąży. Pierwsza ta sprawa odbyła się choć nie było na niej mojej matki ponieważ pracuję w Niemczech zajmując się starszymi ludźmi. To co usłyszałam od matki adwokata jest dla mnie to zupełnie nie zrozumiałe ponieważ jak adwokat może powiedzieć że moja matka ma prawo widzieć się z wnuczką i tym samym z dzieckiem które urodzę choć my obie tego nie chcemy. I chore wytłumaczenie że moja matka założyła poprzednią sprawę bo nie wiedziała co się z nami dzieje. Przecież wiedziała gdzie jesteśmy i mogła przyjechać nikt jej tego nie zabronił. Jest przecież wiele rodzin które nie utrzymują ze sobą kontaktu i nie chcą się znać i nie zakładają sobie tego typu spraw. Tak samo przecież mamy prawo żyć normalnie tak jak chcemy tym bardziej że zdecydowałam się na odejście z domu od matki i na założenie własnej rodziny a byciem kontrolowaną przez resztę życia przez moją matkę czy też dalszym ingerowaniem w nasze życie czy buntowanie dalsze mojej córki. Nie jest mi potrzebne to by chodzić po Sądach czy też wymysłem mojej matki ciągnąć moją córkę po psychologach czy poradniach czy też na spotkanie dziecka z Sędziną. Niech ktoś mi powie jak mogę uchronić moją córkę i moją rodzinę przed tak natrętną moją matką. Proszę pomóżcie.

  • salwin pisze:

    Posluchajcie biede tyrane przez swoje matki dziewczynki!A moze czas juz odciac pepowine?Moze dac juz matce troche spokoju?Oplatacie swoje matki mackami ja modliszki i wypijacie ostatnie soki!Co mamusia obrazila jasnie panienke proszac pujscie do sklepu.umycie naczyn czy wypranie gaci?Mamusia bebe bo nie daje kaski na kazde zadanie?A moze cymbal nie chce sie uczyc?Wagaruje i bzyka sie na prawo 9i lewo ?Czego jeszcze brakuje ksiezniczka?To powiem wam o mojej 33 letniej corce .Obwinia mnie o wszystko o meza dzieci ze jej mieszkanie zljcytowali i zostala bez dachu nad glowa a do tego dlugiem!od 5lat zajmuje sie jej dziecmi odprowadzam przyprowadzam karmiei ja i jej dzieci wyludza odemnie pieniadze a jaka wtedy milutka jest.Ajak tylko poprosze o np.przywiezienie lekarstw dla wnukow ktore zreszta sama kupilam i w czasie choroby caly czas sa u nasto sie dowiedzialam ze jestem podla swinia i jak mi sie nudzi o 7.30 rano to mam sie umyc nadmieniam ze kobyla ma na 9 do pracy a mieszka odemnie 200metrow Niestety mimo ze czekalam z sms zeby czasem kroleny nie obudzic za wczesnie i tak nie trafilam Rozwscieczylam gadzine W ciagu dnia dostalam 12 sms i po raz kolejny dowiedzialam sie ze jestem stara kurwa ze powinnam juz zdechnac ze kiedys przegne ze tego pozalujeA ja durn z mezem poprzestawialismy meble by mogla wprowadzic sie do nas bo lada dzien musi opuscic zlicytowane mieszkanie!moze ktoras z was bidulek madralek powie co mam zrobic?Wposcic oprawce pod swoj dach?czy moze zdechnac zeby zrobic jej miejsce?No slucham?Nie wierze w ani jedno slowo ktore tu napisalyscie Ja wiem ze sa matki ingerujace w zycie dziecka ale niech mi powie do kogo uciekla ta 20 latka ktora ma wyrzuty ze nie teskni za mama ? ciekawe czy Twoja matka teskni za toba czy czuje ulge ze pozbyla sie pasozyta bo to co piszec to tylko twoja wersja bardzo chcialabym poznac wersje twojej mamy wtedy okazaloby sie jakie z ciebie kochaniutka bylo ziolko Masz zal do mamy ze pogonila pijusa z domu a co miala siedziec cichutko?Bardzo dobrze zrobila Odzyskalas wolnosc a mama co myslisz ze lbem o sciane wali albo wlosy wydziera z glowy ?20lat sie o ciebie troszczyla jak niewolnica w zebach cie nosila dbala pielegnowala a ty powiesz ze nie jestes jej nic winna?A to ze 9 miesiec cie nosila,oczkiwala twoich narodzin,urodzila,dala bagatela zycie!To jest nic?Winna jestes jej zycie a ty co zatrulas jej wlasne i zawinelas pupe w garsc i noge dalas do chlopaka!?Hahah a czemu nie do babci.cioci lub kogos z rodziny?Co mamusia pewnie nie zgodzila sie zeby chlopak zamieszkal w jej domu Wiesz nie chce juz sie wiecej rozpisywac ale powinien ktos cie polozyc przez kolano i rozum z pupy do glowy przebic Pamietaj ze twoje zachoanie bedzie ci odplacone pocaekaj jeszcze pare lat a sie przekonasz jaka ty besdziesz toksyczna dla swoich dzieci

  • Sachmet pisze:

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :)

  • alanka pisze:

    Kochane, doskonale rozumiem przez co przechodzicie. Moja historia jest podobna. Cztery lata temu skończyłam studia, utrzymuję się z pracy zdalnej wykonywanej dla wydawnictw z domu. Niestety nadal mieszkam z rodzicami, nie mam chłopaka. Matka jest dobrym człowiekiem, ale z ogromnymi problemami emocjonalnymi (jej matka zmarła, gdy byłą w podstawówce, od osiemnastki tułała się po różnych stancjach, za mąż wyszła późno, nie ma przyjaciół(ek)). Małżeństwo rodziców jest fikcją – nienawidzą się, bez przerwy sprzeczają (przy czym ojciec często wyzywa mamę bez powodu) i od lat każde z nich usiłuje mnie wciągnąć w rozgrywki pomiędzy nimi i obwinia o podobieństwo do nielubianego współmałżonka. Od zawsze byłam powierniczką mamy i jej jedyną przyjaciółką, przy czym nie miałam prawa do własnych zwierzeń i narzekań, ona nie chciała mnie słuchać: „nie denerwuj mnie, mam mnóstwo swoich problemów”. Natomiast sama z ulgą monologowała i wylewała na mnie swoje żale, lęki, złości, frustracje – dowiadywałam się rzeczy, których wiedzieć nie chciałam, znam np. szczegóły niezbyt udanego pożycia seksualnego moich rodziców (!). W dzieciństwie byłam tzw. „niewidzialnym dzieckiem”, które niczego nie żądało, zajmowało się swoimi sprawami (samotne zabawy i lektury), jako nastolatka właściwie się nie buntowałam, nie miałam sił, przytłoczona ciężarem problemów mojej matki (byłam jak psychoterapeutka, ale bez możliwości superwizji, zdystansowania się). Matka przejawia wiele zachowań kompulsywnych, ma okresy przerażających mnie „manii” np. gry w totolotka, gdzie każdą wolną chwilę spędzała na rozpracowywaniu „systemu”; wieloletniego kończenia po latach pracy magisterskiej, niestety nie uwieńczonego sukcesem (plus pretensje, że jako studentka powinnam tę pracę za nią napisać!); kompulsywne zakupy; podejrzewanie ojca o zdrady po każdym telefonie z pracy (gdy byłam sześciolatką wyciągała mnie na co dzień rano przed szkołą z mieszkania i chowałyśmy się w krzakach przy przystanku, z którego odjeżdżał do pracy, żeby go śledzić!); chorobliwe wielomiesięczne zamartwianie się nieprzyznaniem jej „choroby zawodowej”… Matka ma teraz 70 lat i chorobę nadciśnieniową, której nie chce leczyć („nie będę zażywać tabletek, żeby nie było wam tak prosto – nie myślcie sobie, że będzie po staremu i nie będziecie mieli żadnych problemów”).
    Życie w tym domu do bezustanny szantaż emocjonalny – matka ma pretensje, gdy jadę na tygodniową konferencję raz w roku albo pięć dni do sanatorium (jestem wyczerpana psychicznie sytuacją i „odżywam” jedynie poza domem). Matka chce mieć kogoś pod ręką i pado na mnie, kosztem mojego życia (ale przecież mam do niego prawo? ona uważa, że wystarczy mi, osobie wykształconej „własne łózko, mleko i chleb”).
    Ojciec stosuje przemoc ekonomiczną i psychiczną wobec nas obu i po prostu nie mam sumienia zostawić mamy na jego łasce i niełasce. Czas leci, a ja nie rozwijam żadnych relacji damsko-męskich, szanse wyrwania się stąd maleją.
    Dodam, że mam siostrę, która wyprowadziła się z mężem 300 km od domu, wychowuje dziecko i rzadko tu przyjeżdża, odcięła się od całej sytuacji. Kontrast między nami jest ogromny – ona spokojna i pogodna, ja – niegdyś oaza zrównoważenia, dzisiaj wrak emocjonalny. Siostra jest urocza i zaradna, zawsze była sprytniejsza – roszczeniowa, konkretna, zdystansowana, niepodatna na szantaże emocjonalne. Dobrze na tym wyszła – i tak np. rodzice nie pomagali mi na studiach, a jej łożyli na mieszkanie, chociaż studiowałyśmy w tym samym mieście (ja dojeżdżałam, ona – mieszkała w wynajętym pokoju z koleżankami). Ja dziś chodzę w dziurawych butach i nie mam ubezpieczenia zdrowotnego, a oni – posyłają jej (mężatce) pieniądze.
    Dodam, że jestem traktowana w domu jak służąca – gotuję, sprzątam (rodzice żądają obsługi jak w hotelu) itp. Swoje jedzenie, ubrania, meble (zajmuję mikroskopijny pokoik we wspólnym mieszkaniu) kupuję sobie sama; nie dostaję żadnego wsparcia i pomocy, gdy jest mi trudniej (moje przychody są nieregularne, a z racji pewnej niepełnosprawności nie mogę znaleźć pracy na etat). Nie wiem co będzie dalej, miałam myśli samobójcze, trzymają mnie przy życiu jeszcze jakieś marzenia i cele, ale jak długo to potrwa???

  • agusia pisze:

    Hej ja mam podobnie, też mam toskycznego potworka w domu, który niszczy mnie na każdym kroku, też się pojawiają wyzwiska, że aż wstyd je powtarzać i słuchanie, jaka to ja jestem zła, bo ezgaminu nie zdałam.Dobija mnie tym, zamiast wspierać, a tak jest tylko gorzej…I nie chce dawać kasy teraz na nic, nie daje komputera do rąk, zamyka pokój na klucz, bo wg niej coś tam kradne i chciała wezwać policje, bo niby ja się włamałam tam… Co robić?

  • ozzygirl pisze:

    Mam 40 lat i moja mam zawsze miała duży wpływ na moje życie. Jak urodziły się moje córki, oszalała na punkcie wnuczek. Nie broniłam jej kontaktów, dziewczynki ją uwielbiają, ma do nich cierpliwość, bawi się z nimi, ciągle uczy czegoś nowego. Jedynie zaczęło mnie irytować jej sprzątanie w moim mieszkaniu. A to umyła podłogę, a to wyprała, mimo, że nie chciałam tego dnia robić prania itp. Poczułam się nagle jak mała dziewczynka a nie matka 2 dzieci. Porozmawiałam z Mamą i niestety rozmowa odniosła odwrotny skutek do zamierzonego. Chciałam, żeby Mama czuła się w moim domu jak gość a nie gosposia. Ona odebrała to inaczej. Stwierdziła, że dziewczynki są już duże, już jej nie potrzebuję, nie będzie mi zawracała głowy. I efekt taki, że dziewczynki tęsknią, ja mam wyrzuty sumienia.

  • Sylwia pisze:

    Ja też mam taką toksyczną matkę:( Moja Próbowała cały czas ingerować w moje życie… Nawet podważała opinie pediatry mojego dziecka… Jest po prostu wściekła, że jak mogę słuchać lekarzy skoro ona wychowała mnie i siostrę i jest najmądrzejsza w tej kwestii… Jaki kol-wiek ruch zrobię wszystko jest złe… Zakupimy coś z mężem za własne pieniądze, ale musi być komentarz jak bym tego nie kupiła… nie szkoda Wam kasy itp. Przecież to nasze życie! Zrozumiałam to dopiero pod koniec zeszłego roku… i naprawdę ciężko jest mi przeciw stawiać się bo to w końcu moja matka wydaje mi się, że ją krzywdzę itp. ale Wiem, że tylko walczę o własne zdanie i własne życie!!! Już ograniczyłam kontakty do minimum ale to nic nie pomaga wręcz jakby zaostrza sytuację pomiędzy mną a matką… ale za to działa zbawiennie na moje małżeństwo:):) Dojrzałam i wiem, że mam własną rodzinę i nie mogę no stop patrzeć na mamusię…. po ostatniej kłótni postanawiam w życie włączyć ostatni podpunkt Waszego artykułu ,,Niekiedy toksyczne matki uniemożliwiają jakiekolwiek prowadzenie własnego życia – jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie z relacją mimo prób, może warto rozważyć opcję bolesną ale niekiedy jedyną- oddalić się fizycznie od matki.” i Tak zrobię bo to już przechodzi wszelkie granice:(:(:( Z resztą u mnie jest jeszcze dodatkowo podzielenie córek na lepszą i gorszą. Oczywiście ta lepsze córka czyli moja siostra, poddała się mojej mamie na całej lini (tzn ona bez niej nie dała by se rady w życiu) Mieszkają razem mama, siostra jej mąż i syn. Żal mi siostry bo nigdy nawet nie spróbowała żyć sama…. Ale ona jest tak ,,zakochana” w mamusi, że nawet ja nie mogę mamie powiedzieć co czuję i własnego zdania bo zaraz siostra stoi w jej obronie itp. od małego była głaskana przez nią i tresowana jak jakiś piesek… Więc się dziwie… okey to jej życie skoro życie z mamusią przy każdym kroku jej pasuje niech se żyje ale dlaczego wkracza pomiędzy mnie a matkę? Z resztą już nawet nie chce mi się o tym myśleć bo łzy same się cisną do oczu…. Po prostu urywam kontakt i zobaczę jak to zadziała. Całe szczęście, że mam swoją wspaniałą rodzinę:) Mam wspaniałego męża i cudowną córeczkę:):) i to jest najważniejsze:)

  • Marzena pisze:

    Sylwia czytając to, co napisałaś miałam wrażenie, że pisałam to ja! Niesamowicie podobną mamy sytuację… Moja siostra i mama to dla mnie trochę jak jedno. Czasem mam wrażenie , że wspólnie działają przeciwko mnie. Teraz jestem na etapie leczenia ran, już wystarczająco mnie zraniły… Też mam swoją rodzinę, wspaniałego męża i dwóch małych syneczków. Mieszkam za granicą i kontakt z matką jest już znikomy… Muszę wyleczyć swoje serce bo inaczej będzie tylko gorzej… Napisz coś jeszcze, łatwiej jest jak można to z siebie wyrzucić. Do niedawna myslałam, że to tylko moja matka jest trudna… Pozdrawiam serdecznie!

  • sachmet pisze:

    Wy chociaz macie mezow ,dzieci -rodzine. Moja mamuska przegania kazdego a poza tym juz odpuscilam przyprowadzanie kogokolowek do domu- tak mieszkam z matka. I to jest moj koszmar najwiekszy ..mam prawie 30 lat a czuje sie mala dzidzia..Dramat

  • podobnie pisze:

    Drogie dziewczyny to wszystko prawda, ale dlaczego te matki takie są, nie moge zrozumieć, czyżby ich problemy w dzieciństwie , młodości wywołaly takie ukształtowanie charakteru? Przykre , ze matki takie są, przezywam podobne sytuacje, mam 44 lata , sama wychowuje córkę,wiem co to znaczyc być samemu,ze swoimi problemami, niestety pracuję, zeby utrzyamć się i moją córkę, ale i tak słyszę, ze co to za praca itp. Najgorsze,że córka nie widzi, że starałam się i traktuje mnie nie lepiej niż mama, uważam , że mlodzieży , czasem przydalyby sie takie matki, aby wstrzasnac nimi, corka uwaza mnie za wroga i nie mam sily nawet juz walczyc, aby pomoc corce, poniewaz ona nie widzi , iz kocham ją i chcialabym, zeby stanela na nogi, Ufa kazdemu, ze jej pomoze i milosc do chlopaka najwazniejsza. Jestem sama i tak naprawde nikt nam nie pomoze w naszych problemach, czlowiek do konca jest sam ze soba. Trzeba miec sile i miec poczucie wlasnej wartosci , czego wam zycze. Nawet dorastajace dzieci nie wespra nas, nie mozna liczyc na pomoc dzieci, na ich troske ..nie te czasy , ja mam szacunek dla mamy nigdy nie podnioslabym na nia reki,a dzieci w dzisiejszych czasach sa agresywne nie licza z rodzicami, nawet chlopak nie ma szacunku do matki swojej dziewczyny, takie dinozaury jak wy , ze szanuja wlasne mamy to rzadko spotykane

  • mat pisze:

    Witajcie…
    Mam ogromny problem z matką, przez nią z rodziną i nie lada problem którego nie da się rozwiązać wyprowadzką – nie jest możliwa.
    Właściwie to ja już się wyprowadziłam ale potem ona się wprowadziła…
    Czytałam większość wpisów i teraz zastanawiam się czy w ogóle są normalne matki???
    Może napisze ktoś o relacjach normalnych dla kontrastu i porównania bo zaczynam tracić nadzieję ze można być normalna matką.
    Wydawało mi się zawsze, że są, bo mam koleżanki, kuzynostwo i nie maja takich problemów i takich skomplikowanych relacji z matkami jak ja…
    Nie wiem czy jeszcze tu ktoś zagląda, kawałek czasu nie ma wpisów.
    Czy w ogóle zagląda może ktoś, kto fachowo mógłby udzielić rady.
    Osobiście sądzę że moja matka ma problemy psychiczne ale o pomocy lekarza nie ma mowy bo to inni są chorzy i opętani przez szatana a ona jest najdoskonalsza, bezgrzeszna! Nic do niej nie dociera, nawet fakty oczywiste że niszczy relacje rodzinne i własnego męża, żyje w sowim świecie kłamstw i wymyślonych wizji na temat innych ludzi, posądza oskarża, obwinia, wyśmiewa itp. itd. To ze nie ma przyjaciół i nikt nie chce z nią utrzymywać kontaktów usprawiedliwia tym że święci tak mają i że zawsze są prześladowani.
    Mimo że od kilku lat wiem że mam toksyczną matkę i próbuję się chronić, próbuję też otwarcie mówić (tłumaczyć bez nerwów) jej o tym że krzywdzi ludzi, to podczas takiej mojej interwencji zatyka uszy i krzyczy i śpiewa, pokazuje środkowy palec i tyłek, robi miny podrzenia, drwi, tańczy itp., zupełnie jakby oszalała, po czym robi z siebie cierpiętnicę i ofiarę która dźwiga krzyż w postaci wyrodnej córki i okazuje się być głucha na prawdę, na jakiekolwiek rzeczowe, sensowne poparte przykładami i życiem argumenty.
    Jeżeli ktoś zechce odpisać czy to zachowanie tylko toksycznej matki czy to już psychika to napiszę dokładniej swoją historię, jest skomplikowana i wiąże mnie z matką życiowo i zawodowo tak ze nie sposób (z mojego punktu widzenia) rozwiązać tego problemu. Może jednak ktoś z zewnątrz coś podpowie, może zauważy jakąś możliwość lub nasunie pomysł którego będę mogła się złapać jak koła ratunkowego.

  • anna pisze:

    Ehh zblizaja sie Swieta Wielkanocy! a mnie juz boli w zoladku, od 8 lat jestem razem z moim partnerem, ktory ma lekka schizofrenie. Kocham go nad zycie jest wspanialym facetem. Problem w tym ze nie akceptuje go ani moja Mama ani moj brat. Zawsze robia mi awanture no bo z kim ja sie zwiazalam. Wedlug nich moj Partner to smiec. Moglabym dlugo opisywac te Historie ale nie mam juz sil

  • Noclegi Międzybrodzie bialskie pisze:

    Świetny blog. Szkoda że rzadko spotyka się takich blogów
    w internecie. Zapisuję stronę do ulubionych, oby tak dalej!
    :)

  • sachmet pisze:

    Jak wam mineły Święta ? faktycznie jakos cicho tu ostatnio

  • Marek pisze:

    Czy pomagały wam w tych trudnych momentach jakieś środki farmakologiczne, na uspokojenie itp. Może ktoś coś poleci…?

  • Myszatka pisze:

    czytając większość wypowiedzi czuję jakbym czytała o sobie. Moja matka samotny rodzic- ojciec był alkoholikiem, zawsze wpędzała mnie i brata w poczucie winy, manipulowała, „rządziła”. Ona ma stany normalności po czym odbija jej i zaczyna od nowa.

    Mam 27 lat było dobrze, ale ona znowu zaczęła. wiedziałam że nasze relacje nie sa dobre i zdrowe, ale nie potrafiłam ich naprawić. Nie wiem czy to się kiedykolwiek uda.
    Ciągłe wypominanie jak to ona się poświęca, że mogła nas oddać do domu dziecka, bez niej bylibyśmy nikim , ona ma najciężej, najgorzej , robi najwięcej ma tylko na celu wpędzenie w poczucie winy, zdominowanie, podporządkowanie.

    Ostatnio miałam myśl, jak z czasów liceum że mógł by mnie potrącić samochód na pasach – nie jest to normalne i jest to jej wina.

    Teraz wiem jedno -matka sama jest odpowiedzialna za swoje życie jak i my. Jeśli nie związała sobie życia z kimś innym to był jej wybór- nie nasz. My jesteśmy odpowiedzialni tylko za swoje wybory.
    Ja wiem że przez kierowanie się „jej radami” i podporządkowanie się jej niejednokrotnie straciłam bezpowrotnie szanse.

    W moim przypadku jest o tyle gorzej że teraz jestem w trudnej sytuacji i nie mogę się od niej wyprowadzić. Inaczej- mogę bo nikt mnie nie przykuł do kaloryfera ale nie wiem czy będzie to dla mnie właściwe i nie wiem ile z tego to mój wybór a ile pozostałości jej dominacji. W końcu 27 lat wywierania wpływu robi człowiekowi mętlik w głowie.

    Źle kiedy matka zamiast pomóc sama jest przyczyną naszych problemów. Ale tą złą relację jak chwasta trzeba wyrwać.

    To że ktoś czyta ten artykuł i moją wypowiedź znaczy że już wie – czas na zmiany.

    Życzę konsekwencji w ich przeprowadzeniu sobie i Tobie :)

  • Myszatka pisze:

    sachmet ja Cie bardzo dobrze rozumiem sama brnę w „gówno” moja płaca szalona nie jest, żałuję ale nie stać mnie na wyprowadzkę. Szczególnie że zaczęłam 2 kierunek studiów . Narzeczony też z kasą ma krucho dopiero co podjął pracę ale nie wiadomo na jak długo. Najlepsze że chciałam zamieszkać z bratem w kupionym przez nas mieszkaniu- wynajmowaliśmy rodzinnie ja matka i on. Ona miała wyprowadzić się za 1,5 roku na wieś na emeryturę. Ale 2 dni temu przegięła pałę. Już nie wierzę że się wyprowadzi. Wzięliśmy kredyt na 3.- to był błąd

    Ona jest jak golum . Jak ktoś tyle lat wyciska Cię jak cytrynę ciężko jest odejść. Ale tak trzeba. Ja nie wiem jak to zrobić mogę uciec do narzeczonego ale wtedy stracę szanse na mieszkanie gdyby się wyniosła a boję się że u niego będzie to samo, albo że się z nim rozstanę i będę z niczym.

    Dlatego nie wiem co zrobić, ale tak żyć nie można.
    Liczę na podwyżkę w pracy – może ty spróbuj ją zmienić. Nic nie mów nie proś o radę po cichu poszukaj.

    Powoli ustalaj granicę.

    Ja mam teraz najlepszy czas na to- moja matka zaczęła kontrolować moje wydatki- znalazła jakiś paragon nie mój i zaczęła robić awantury że utrzymuje mojego narzeczonego. Że on nas oszukuje – przy wykańczaniu mieszkania popadła w paranoję że on się umówił ze swoim wujkiem i nas chce naciąć na pieniądze i wiele takich. Wmawia mi że jak zamieszkam u jego rodziców będę „śmieciem, gównem, będę tam jak sprzątaczka, będę usługiwać wszystkim” ale w sumie nic nie tracę może nie powinnam się tego bać u siebie w domu już tak mam.
    Nie chcę zmarnować związku bo żaden facet nie będzie odpowiednim kandydatem dla mamusi.

    Lesli Ja ostatnio lecę na persenie. trochę mnie wycisza.

  • sami pisze:

    ja mam tak z tesciowa… mieszkamy u niej zmezem, bo jest chora na stwaednienie rozsiane i ledwo chodzi. nie mamy z mezem zycia, przez depresje nie mogę zajść w ciaze… tesciowa specjalnie wypisala się ze szpitala z rehabilitacji żeby nam zrobić na zlosc- miała szanse by zacząć chodzic i samodzielnie funkcjonować ale nie- nikt nie bedzie nia zadzil… ona chce do domu, bo syn i synowa jej w domu nie chcą wszyscy sa zli, tylek jej masłem smarujemy a jej dalej jest zle. meza boli kregoslup od ciągłego dźwigania jej, wypadly mu dwa dyski w odcinku szyjnym kregoslupa- nie ma kiedy isc i nastawić ich a nawet to bez sensu bo i tak mamusie trzeba podzwigac i znowu wyskoczą. tesciowa ledwo się po domu porusza a codziennie jest wojna bo ona chce na dwor wyjść- mieszkamy na 2 piętrze. może i zejdzie ale kto ja wniesie na drugie pietro- oczywiście mój maz. ona ma w dupie ze go cos boli, ze niszczy nam zycie. mamy mieszkanie za granica- nie możemy tam mieszkac bo musimy jej pilnować bo ona nie chce się wyleczyć. do tego ona nie trzyma moczu i wszystko smierdzi moczem w domu, ona na zlosc pieluchy w nocy zdejmuje a jak się jej mowi ze musi się umyc to jest wojna, krzyki, fochy. i nie jest to stara kobieta ma 62 lata a zachowuje się jakby miała 80. nawet uczersac się jej nie chce bo przecież syn to zrobi. nie rozmawiam z nia od tygodnia- od jej wypisu ze szpitala na własne zadanie- była na rehabilitacji, miała szanse, ale lepiej dokuczać…

  • ewka pisze:

    cóż, moja też jest toksyczna i mam dosyć, jestem już zmęczona tym zachowaniem jej… masakra…

  • ewka pisze:

    Też mam przechlapane, bo gdzie ja pójde? nie chce nikogo wykorzystywać tak bardzo, z pracą też różnie bywa, a często słucham pretensji i nawet nie wierzy w to,że ostatnio byłam na imieninach u koleżanki.
    Bo jej coś tam ludzie nagadali nie wiadomo, co. chyba ma złych informatorów,ze tak im wierzy w kazde słowo. Najpierw niech sama sprawdzi,czy mówia prawde,gdzie jestem…

  • Alexa pisze:

    Chyba i czas przyszedł na mnie. Jestem Aleksandra, mam 20 lat.
    Doszłam ostatnio ze swoimi wojowniczymi myślami, że moja matka również jest toksyczna. I powoli mówią to samo moi znajomi.
    Moja matka, kiedy mam nawet 20 lat, wypytuje mnie gdzie wychodzę i z kim, o której wracam (nie mogę być później niż 23). W dzieciństwie miałam dość bardzo ograniczone kontakty z innymi dziećmi.. Mogłam wychodzić tylko na rolki/rower, jeżeli matka je znała. Czyli raczej tylko z klas przez okres mojej edukacji.
    Wypytuje mnie o prywatne sfery (nie, nie ufam mojej matce w zupełności), o których nie mam zamiaru komukolwiek mówić. Jestem na studiach postrzegana jako osoba wesoła, pełna życia, walcząca, ambitna. W domu matka ma mnie za przysłowiowego „śmierdzącego lenia”,”nic nie robię”, a jeśli już coś robię to po jej ponagleniu. Ostatnio miała miejsce sytuacja, że przypaliła obiad (nie poczułam swądu) i zostałam powyzywana od per „pojebów i maniaków”, bo w tym momencie jak wparowała mi do pokoju, odpisywałam na smsa. Ze łzami w oczach, nie wytrzymałam i eksplodowałam: „ja już więcej tego ku**a znosić nie będę i takiego traktowania!”. (Tak, moja matka nie oszczędza w słowa. Uważam, że wrzaskiem i wyzwiskami nic na mnie nie wpłynie. Nie wytrzymywałam już wyzwisk). Ciągle wzbudza we mnie poczucie, że mam jej dziękować do końca życia, że w ogóle się urodziłam. Jestem zdania, że kto jak okazuje mi szacunek, sam taki dostanie. Niestety, jestem kompletnie inna od mojej rodziny. Jestem jedyną osobą z rodziny, która poszła na studia. Jestem zbyt inteligentna na te sprzeczki. Chcę w rodzinnym mieście dokończyć licencjat i na magisterce już totalnie odciąć się od tej kobiety. Wiele zniszczyła i próbuje niszczyć w moim życiu. Nie mogłam zrealizować szansy wymiany studenckiej i w wakacje poznałam chłopaka z miasta 2 godziny dalej od mojego, gdzie chcemy ze sobą ułożyć życie. Mam wykupione bilety na pociąg, a matka „że to on musi przyjechać do mnie”. Uważam, że trzeba walczyć już z tym. Pomimo mojego wieku, szybko zdałam sobie sprawę, że matka chce mnie uzależnić psychicznie od siebie.
    Byłam w 4 letnim związku ze świetnym chłopakiem – nie zniósł jej traktowania. Co jak co, kiedy przychodzi chłopak w sylwestra, proponuję spanie nawet na łóżku obok (gdzie oboje już po 19 lat mieliśmy skończone), a on „możesz położyć się koło psa na derce”. Nie wybaczę jej tego do końca życia. Wiem, że gdzie teraz doszłam, doszłam własną pracą i staraniami. Nigdy nie prosiłam o pomoc w nauce czy w szkole, nawet jak się nade mną znęcali. Wiem, że i tym razem za półtora roku ciężką pracą dużo osiągnę. Musiałam się wygadać, przytłacza mnie wizja tej długości czasu – półtora roku…

  • A pisze:

    Mojej matce nic się nie podoba, zawsze mnie krytykuje: krytykuje jak się ubieram, jak się maluje, gdzie jadę na wakacje, jakich mam znajomych, jak mieszkam, krytykuje jak wychowuję swoje dziecko.
    Uważa że wszystko co mam to zawdzięczam jej dobroci, tym jak dobrze zostałam wychowana i w którym miejscu jestem – to wszystko ich zasługa. Buntuje moje dziecko przeciwko mnie, mówi że jestem oszustką, suką, itp.
    Ostatnio zagroziła że odbierze mi dziecko i sama będzie wychowywać.

  • Liz pisze:

    Łączę się z Wami w waszych cierpieniach, bowiem moja relacja z mamą jest również toksyczna.

    Z pozoru mogłoby się wydawać, że moje dzieciństwo, jak i dalsze życie były szczęśliwe – jestem jedynaczką i odkąd pamiętam zawsze dostawałam wszystko, o czym mogłabym tylko zamarzyć. Rozpieszczana córeczka tatusia, przez mamę całe życie wyręczana, chowana pod kloszem. Kiedy byłam dzieckiem, nie widziałam w tym problemu – ale teraz, gdy mam 26 lat i muszę znosić odwiedziny mamy, które bardziej przypominają nalot policyjny (sprawdzanie zawartości lodówki, szafek i zlewu), dostrzegam, że coś jest nie tak.
    Gdy byłam jeszcze nastolatką, ciągłe pytania o to, gdzie wychodzę, z kim, po co, tłumaczyłam sobie zwykłą troską. Ale teraz, gdy codziennie wieczorem odbieram telefon z pytaniem, czy jestem już w domu (jeżeli nie, to gdzie i z kim) i co jadłam na kolację (na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, nieważne czy zjadłam tosta, jogurt czy zupę jarzynową – zawsze jest źle, nieodpowiednio i niezdrowo), uświadamiam sobie, że troska ta nosi znamiona patologii.

    Przez ciągłą kontrolę i ataki na moją prywatność czuję, że nie żyję do końca swoim życiem. Jeszcze na studiach, zdarzało mi się zostać w weekend w domu, tylko po to, by nie musieć odpowiadać na setki pytań i wysłuchiwać narzekania, że znowu gdzieś wychodzę.
    I tu jest pewien haczyk, bo gdy zostawałam już w domu musiałam słuchać o tym, że jestem dziwakiem, samotnicą i pewnie nie mam przyjaciół. Kiedyś uwierzyłam w to tak mocno, że o mało co rzeczywiście straciłabym ich wszystkich.

    Ta ciągła kontrola przenosi się na wszystkie sfery mojego życia – ona musi wiedzieć o mnie wszystko, od mojego dokładnego planu dnia po jadłospis (ciągle mi wmawia, ze wpadnę w anoreksję i posądza mnie o niedorzeczne diety).

    Ale co najgorsze w tym wszystkim – nigdy nie jest zadowolona z tego, co robię. Odkąd pamiętam, nigdy nie wspierała mnie w moich decyzjach, wręcz przeciwnie – z pełnym przekonaniem mówiła, ze nic mi się nie uda. Miałam nie dostać się do jednego z lepszych liceów (mimo, ze zawsze miałam najwyższe oceny, za 4 słyszałam „za mało się starałaś, stać cię na więcej”), potem miałam nie dostać się na studia a następnie tych studiów nie skończyć („bo ty nigdy niczego nie kończysz, a ten kierunek to jakaś twoja fanaberia”). Według niej nic w życiu mi się nie ma prawa udać, bo nie jestem wystarczająco dobra i nieważne czy chodzi o zagraniczne stypendia („zgłosiłaś się? ale po co? przecież tam wybierają najlepszych, nie masz szans”) czy o zwykłe codzienne plany – nic nie ma prawa mi się udać, bo jestem beznadziejna. Najlepiej położyć się i czekać w tej beznadziei na śmierć.
    Odkąd pamiętam, dzieliłam się z nią swoimi marzeniami i planami, a ona skutecznie ściągała mnie na ziemie. Im bardziej byłam demotywowana z jej strony, tym bardziej szukałam motywacji i siły w sobie, żeby udowodnić jej, że jestem jednak coś warta, żeby była ze mnie dumna. Robiłam wszystko, żeby być najlepsza – co oczywiście kosztowało mnie wiele nerwów, nieprzespanych nocy i chorób. Za każdym razem, gdy dzięki ciężkiej pracy udawało mi się realizować moje cele, zamiast docenić, starała się deprecjonować moje osiągnięcia.

    Poza tym, ciągłe uwagi dotyczące mojego wyglądu doprowadzają mnie do szału. Gdyby nie ona, nie wiedziałabym, że jestem za chuda, za blada, mam brzydkie włosy i zły gust. Sama nigdy nie miałam problemów z akceptacją mojego wyglądu, nie narzekałam na brak komplementów ze strony wszystkich – tylko nie z jej („a co? lepiej żebym kłamała, mówiąc że jesteś ładna?”). I tym sposobem moja pewność siebie została skutecznie podkopana, owocując problemami w kontaktach z innymi.

    Nigdy nie przedstawiłam jej żadnego chłopaka – temat związków nie istniał, a przez lata udało mi się opracować skuteczny system kłamstw i kłamstewek, żeby ukryć z kim tak naprawdę się spotykam. Skuteczny do tego stopnia, że nie wie, że od roku mam chłopaka. Kiedy teraz o tym myślę, chce mi się śmiać – ja, dorosła niezależna kobieta, boję się powiedzieć mamie, o tym że jestem w związku. Oto, do czego doprowadziła swoją chorobliwą kontrolą.

    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuję się całkowicie bezbronna – każda próba wytłumaczenia jej, jak bardzo mnie krzywdzi kończy się kłótnią a później moimi wyrzutami sumienia, bo skutecznie wmawia mi, że jestem przewrażliwiona i sprawiam jej przykrość swoimi wymysłami.

    Jak tu nie zwariować?

  • Kasia pisze:

    Ja wlasnie dzis tak naprawde zdałam sobie sprawę z toksyczności mojej matki.Czytajac powyższe komentarze odnajduje w Was siebie, jest to przykre i smutne;(
    W końcu rozumie moja starsza siostrę, choć mam żal ze nie zaufała mi i nie otworzyła oczy….
    Oczywiście dzisiejsza rozmowa z mama skończyła sie jej obraza, nie chciałam jej skrzywdzić ,tylko pocieszyć,podnieść na duchu. Chciałam jej tylko powiedzieć ze ze nie można oczekiwać od ludzi żeby postępowali tak jak my chcemy, i to sie jej bardzo nie spodobało ….Moze sie wyda to banalne , ale cos dziś we mnie pękło …Odcinam pępowinę,kochać ja będę zawsze, ale chce być szczęśliwa i będę !!! Kontak ograniczę, będzie służbowy, bez emocji wypracuje to w sobie !
    Wam tez polecam uśmiechnąć sie do lustra i powiedział sobie ; Jestem zajebista! I nie bój sie nikt nie powie ze jestes próżna , jesli pokochasz siebie ,zaakceptujesz mamę z jej fochem 😉 Wypracujmy sobie nowa hierarchie wartości , jesteśmy wychowane do świata a on jest naprawdę fajny ! Wiem to jest trudne ale trzeba odczegos zacząć patrzeć w przeszłość i nie rozpamiętywać sie ;))))

  • dominika pisze:

    To tez jest niestety moja historia. Trafilam na ten artykul dlatego ze szukam jak zmienic swoje chore relacje z mama i juz nie wyrabiam. Jestem po terapii u psychologa i nadal mam ten sam problem. Niestety nie jest to takie latwe zaczac zyc wlasnym zyciem bo to bledne kolo. Z mama nie odzywam sie od tygodnia ale dzisiaj sie zlamalam i zadzwonilam bo juz zaczynam miec wyrzuty sumienia. Cieszy mnie fakt ze jestem swiadoma tej chorej relacji ktora z nia mam i szukam sposobow jak sie z tym uporac i w miare to uzdrowic. Nadal mam nadzieje ze to sie musi udac.
    Jestem niestety jedynym dzieckiem, jedynaczka wychowana przez samotna matke. To jest chyba najciezszy kaliber. Mam wlasna rodzine i malutkiego synka. Tak jak u Judyty powyzej jest problem na lini tesciowa i moj maz. Moj maz jest moim najlepszym przyjacielem, ktory ma niesamowita wrecz cierpliwosc do mojej mamy ale sa momenty kiedy nie wytrzymuje presji i wybucha. Jest to calkowicie normalne ale moja mama wtedy sie obraza, dystansuje i po cichu saczy jad. Niby wiem ze chyba nie robi tego swiadomie ale ostatnio juz zlapalam sie na tym ze zaczelam jej cicho nienawidzic (pomimo tego ze przeciez ja kocham bo to moja mama i tylko ja mam).
    Za kazdym razem kiedy jest jakas sytuacja wybuchowa mama mi podkresla jak wiele dla mnie zrobila, jaka to ja jestem nieszczesliwa i jaki ten moj maz nie jest mezczyzna „menem” jak to ona nazywa. Nic nigdy nie jest dla niej wystarczajaco dobre, caly czas mam potrzebe przypodobania sie jej i informowania o najmniejszych naszych decyzjach, czego oczywiscie pozniej zaluje.
    Tym razem postanowilam postawic granice, zobaczymy czym sie to skonczy. Ehh…
    Najgorsze jest to ze trace pewnos siebie, w to czy sobie poradze nie odzywajac sie z nia. Boje sie telefonow od niej bo zawsze tak ze mna rozmawia jak bym jej wyrzadzila najwieksza krzywde w zyciu – niewdziecznosc za poswiecone mi zycie…rzygac sie chce.

  • beata pisze:

    Witam ja też mam toksyczną matke i wysiadam już przy niej psychicznie ciągle sie kłótni czepia mam 38 lat pięcioletniego synka partnera i mieszkamy z nią jak zobaczy jakiś okruch na podłodze to potrafi taką awanture zrobić wyzywa nas od flejtuchów brudasów najgorsze jest to że mojego synka stawia przeciwko mówi mu jacy to rodzice są niedobrzy głupi mój tata wolinie zabierać głosu bo jeszcze jemu sie obrywa ona nawet ma pretensje że tata czasami mi w czymś po.omoże nawet rozmawiać ze mną nie może codziennie wymyśla coś żeby sie pokłócić nie ma dnia bez kłótni najgorsze jest to że czasami powie coś a potem twierdzi że ona tak nie mówiła raz powiedziała do mnie że pozbawi sie życia żebym nie muziała jej oglądać ja myśle że zdrowy człowiek tak nie mówi wypomina mi że musi pilnować wnuka jak ja ide do pracy a przecież sama sie zadeklarowała twierdzi że ją okradam a przecież płace jej za mieszkanie chociaż ostatnio powiedziała że będziemy my zawszystko płacić bo korzyztamy ze wszystkiego tak jakby ona nie korzystała nie czuje sie dobrze w swoim domu chociaż ona twierdzi że to nie mój dom jak będe na swoim to będzie mój tylko że mnie nie stać czasami jest tak że rozmawia ze mną dwa dni może a na drugi dzień znów ma pretensje o coś a potem myśle co znów zrobiłam czy może coś źle znów powiedziałam nie wiem co mam robić wykończe sie chyba psy hicznie

  • sachmet pisze:

    Czesc dziewczyny co u Was nowego ?Ktoras zmienila swoje zycie ?

  • zosia pisze:

    ja mam 27lat moj byly byl 5lat starszy. rozpadniety zwiazek ktory trwal 6 lat, zakonczony zdradami i wiecznymi klotniami. byly uwazal ze to przez moja matke bo nie wazne co by zrobil i tak nie bylby odpowiedni dla mnie. przez ten czas moze z 2 razy zostal na noc u mnie i pozniej bylo wielkie wzburzenie matki. Bo Bog widzi. Bo tak nie wypada bo co ludzie powiedza. u niego nigdy nie zostalan na noc.
    przyznaje ze tez mnie to meczylo. ale balam sie postawic. gdy chlopak chcial zaczac budowac dom uslyszelismy ze moja matka nam smierdzi i za jakie zlo ja uwazamy. rozpetala sie awantura. do dzis tego nie rozumiem. moj facet tez nie byl swiety, z czasem zaczelo mu przeszkadzac to ze boje sie postawic matce. raz ja krytykowalam przy nim a za chwile mialam do niego o wszystko pretensje bo mamusia mi klarowala ze on buduje dom bo chce miec nademna kontrole i zebym byla od niego zalezna i mogl mna pomiatac.zaczelam sie upominac zeby dom byl tez na mnie mimo ze jeszcze domu nie bylo a slub mial byc za rok. i znowu klotnie. zaczelam myslec o nim tak jak wmowila mi matka, a on zaczal uwazac mnie za materialistke. nie dziwie ze czul sie gorszy. pozniej byla miedzy nami jedna wielka wojna. mna a facetem, zaczal zdradzac, przestal mnie szanowac a ja jego. zaczelismy ze soba rywalizowac zadne nie chcialo odpuscic, to byla proba charakterow. robilismy sobie wiecznie na zlosc i probowalismy sie kto pierwszy ustapi.nasz zwiazek sie rozpadl.
    jak zwiazek zaczal sie rozpadac mama juz nie wtracala sie.
    on wini moja matke i mnie za tak sie jej balam i staralam sie jej nie zawiesc. jestesmy rok po rozstaniu. czasem sie odzywamy i wspomnienia wracaja. nie umiemy zapomniec o sobie. nie umiemy ulozyc sobie zycia z kim innym. on probowal na sile. ja nawet nie probowalam. teraz sama a mimo to nie moge nawet isc na noc do kolezanki bo tak nie wypada. meczy mnie to i doluje. gdy cos jej powiem w zlosci wlasnie pojawiaja sie wyrzuty sumienia. a jej slowa poki ze mna mieszkasz bedziesz robila wszystko wedle moich zasad.

    napiszcie co o tym myslicie.
    mi rece opadaja i juz nawet z tym w jakims sensie pogodzilam sie bo nie mam sily

  • zosia pisze:

    a moj facet powtarzal ze chce wybudowac ten dom zebym uwolnila sie od niej w jakims sensie i zeby ta kontrola byla ograniczona ale i tak mowil ze bedzie starala sie wtracac nawet tam, ale juz w jakims sensie mniej.

  • melisa pisze:

    To i ja dołączam do grona.
    Przeczytałam parę Waszych historii i chce mi się płakać…
    Moja matka jest nadopiekuńcza i toksyczna. Nie potrafi odciąć pępowiny, chociaż wyprowadziłam się z domu 10 lat temu. Teraz mam 36 lat i czuję, że moje życie legło gruzach.
    Pamiętacie „Dolinę Muminków”? Te sympatyczne stworki? Muminki, Małą Mi, Włóczykija i resztę ekipy? Dla mnie ta bajka zawsze była taka sielska. Lubiłam i w sumie do dziś lubię te dziwne stworki.
    A pamiętacie Bukę?
    Buka to taki wieeelki potwór. Gdy się pojawia, wszystko zamiera. Nawet w wikipedii napisano: „Buka przemieszcza się po świecie, niejednokrotnie odwiedzając Dolinę Muminków. Przyciąga ją światło i ciepło domu. Pojawiając się w jakimś miejscu, przynosi chłód i zamraża ziemię, na której dłuższy czas stoi. W miejscu, gdzie przebywa dłużej niż godzinę, nic już nie wyrośnie. Buka wzbudza powszechny strach, jednak nie wiadomo, czy naprawdę jest groźna, czy tylko samotna i nieszczęśliwa.”

    Moja matka to Buka. Tak o niej myślę. I na pewno każda z Was może tak pomyśleć o własnej matce.

    Moja matka w momencie, gdy obwieściłam jej 10 lat temu, że się wyprowadzam, odkryła moc szantażu emocjonalnego. Powiedziała, że jak się wyprowadzę, to wyskoczy przez okno.
    Był płacz, jej i mój, ingerencja ciotki, która jej tłumaczyła, że mam prawo do swojego życia itd.
    Wyprowadziłam się. Pragnienie wolności i siła miłości do TŻ sprawiły, że dałam radę. Matka nie wyskoczyła przez okno.
    Ale do dzisiaj mnie szantażuje. Dwa lata temu zmarł ojciec, który był naturalnym buforem w moich relacjach z matką. Od tamtej chwili życie z nią to jakiś koszmar. Cały czas ględzi, że mam z nią znowu zamieszkać, bo przecież jest miejsce i będzie nam tak doskonale.
    Wiem, że chce mieć kontrolę nad moim życiem.

    Całe życie z nią było udręką. Nastawiała mnie przeciwko ojcu. Mieli się rozwieść, ale w końcu zostali razem. Nie wiem po co.
    Matka całe życie narzekała, że mąż (mój ojciec) jej na nic nie pozwalał. Na studia nie pozwalał, na remont mieszkania nie pozwalał itd. I to moja wina, że dom nie był 30 lat remontowany. I ja powinnam teraz finansować remonty itp. rzeczy.
    Musiałam z nią spać w łóżku do 14 roku życia. Kleiła się do mnie, jakbym była 3-letnim dzieckiem. Dopiero mając naście lat odkryłam, że takie spanie „nie jest zdrowe”. Teraz podejrzewam, że rozczarowana swoim małżeństwem, chciała ze mnie zrobić swojego męża. To się chyba nazywa perentyfikacja emocjonalna. Żaliła mi się na męża ( mojego ojca), że jest taki zły, nastawiała mnie przeciwko niemu, spiskowała, musiałyśmy mieć tajemnice przed nim itd. Musiałam być jej powiernikiem zwierzeń. Zawsze czułam ciężar tych zwierzeń. Chociaż nie obchodziły mnie ich problemy. Modliłam się o to, żeby się rozwiedli, chociaż nie byłam córeczką tatusia. Miałam z ojcem kiepski kontakt, dopóki nie wyprowadziłam się z domu. Po wyprowadzce na nowo ułożyłam sobie z nim relacje i to bardzo dobrze. Ale umarł…
    A teraz matka, która tak z nim całe życie wojowała, lamentuje jak to jest jej źle bez niego.

    Dzisiaj pokłóciłam się z matką. Ona co chwile twierdzi, że nie może na mnie liczyć. Jak nie dzwonię, to dzwoni z wyrzutami, że „matka mogłaby spleśnieć, a ty byś nie zauważyła”.
    Doszło do tego, że jest dla mnie mityczną Buką. Niesie strach, zniszczenie, a ja dochodzę do wniosku, że kiedy Buka umrze, ja będę mogła w końcu zacząć żyć. Odetchnę z ulgą.

  • Kasia2093 pisze:

    Witam. Ja również mam problem ze swoja matką, która zawsze faworyzowała mojego młodszego brata… Mam dosyć tego wszystkiego. Zawsze jego broni. Nawet jak jej mówię, że nie pasuje mi to, że jestem zawala a obowiązkami a mój brat ciągle jest poza domem. Przez to faworyzowanie go wyrósł na samoluba. W sumie to on ją też ma gdzieś. Ja wiedziałam że kiedyś do tehlgo dojdzie. Ale ona i tak woli jego. Takie zachowanie matki wobec drugiego dziecka jest bolesne. Czasem mam dość wszystkiego. Podejrzewałam nawet kiedyś ze jestem adoptowana. Matka ciągle ma do mnie jakieś pretensje. Szkoda ze ojca nie ma tutaj. Zawsze przynajmniej w nim miałam trochę oparcia. Gdyby mieszkał z nami. Nawet jego odepchnela. Chciałabym mieć normalna rodzinę. Moja matka nie bierze pod uwagę tego że mnie rani jej zachowanie. Muszę się jak najszybciej wynieść z tego domu. Mieć własne życie. Nawet nie mam za bardzo z kim porozmawiać na ten temat:-( Zawsze starałam się jej zaimponować ale ona woli mojego brata który swoim zachowaniem nie zasługuje na to.

  • beti pisze:

    Prosze o pomoc.Moja mama jest wdowa od 6 lat, jestem jedynym dzieckiem, dwoje juz zmarło.Jestem nadopiekuncza dla mamy, dziele sie z nia wszystkim np zakupami.Kupuje jej leki nie wołam pieniedzy, nosze obiady.Stale ma pretensje, z byle czego robi awantury,jest wulgarna.Wymysla sytuacje i mi je wmawia.Nie moze patrzec ze jestem szczesliwa.Niszczy moje zycie i zdrowie.Ma 76 lat stoi nad grobem i zamiast cieszyc sie kazda chwila zycia robi awantury.Chodze zalamana, placze nie wiem co robic.wokol siebie ma tylko mnie, z wszystkimi jest sklocona!!! Pomozcie

Dodaj komentarz!

Bądź miły. Pisz poprawnie. Nie spamuj :)