Mentoring – kiedy warto poszukać nauczyciela?
5/07/2018 – 19:35 | Komentarze (0)

Mentoring to brzmiące bardzo nowocześnie słowo określające osobisty rozwój, który wydarza się w przestrzeni partnerskiej relacji pomiędzy uczniem a jego nauczycielem czy mistrzem. Taki sposób kształtowania własnej osoby znany jest jednak od starożytności, a samo …

Czytaj cały artykuł »
Problemy

Bolączki codzienności. Problemy małe i duże, z którymi styka się każdy z nas.

Psychologia

Psychologia codzienności. Praktyka, teoria, wpływ psychologii na nasze życie.

Twórczość

Literatura, poezja, malarstwo, fotografia, kreatywność.

Uczucia

Świat uczuć, emocji, miłości. To one kierują naszym życiem.

Wizualizacje

Artykuły z dodatkiem filmu video bądź muzyki.

Emocje » Psychologia

Toksyczna matka

Submitted by on 16/11/2009 – 09:00Komentarze (578)

matka-toksycznaZaborcza, ograniczająca, wiecznie wtrącająca się w Twoje życie. Toksyczna matka. Niestety, nie zawsze nasze relacje z rodzicami układają się dobrze. Wprawdzie wielu z nas, po okresie buntu i naporu w czasie adolescencji jest w stanie pozytywnie ułożyć sobie relacje z rodzicami, dla niektórych jednak nie jest to możliwe – ich matka nie pozwala im na usamodzielnienie. Jest zawsze obok, zawsze chętna o pomocy lub zawsze pomocy wymagająca. Wymaga atencji, telefonów, organizuje życie, decyduje, dusi… Toksyczna matka może zniszczyć Twoje życie – o ile nie ockniesz się i nie zdasz sobie sprawy z tego, że toksyczna miłość matki Ci szkodzi.


Jak działa toksyczna matka?

Najczęstszą formą działania toksycznej mamy jest wzbudzanie w dziecku poczucia winy. Poczucie winy wzbudzane jest zaś przez pokazywanie dziecku poświęcenia, na jakie zdobyła się matka aby dziecko wychować oraz udowadnianie dziecku, że nie jest dość troskliwe, czułe i kochające. Prawda jest jednak taka, że dziecko nigdy nie będzie dla toksycznej matki dość kochające i czułe – nie, jeśli będzie miało jakiekolwiek własne pragnienia i własne zdanie. Toksyczna matka chce podporządkować sobie dziecko, przeżyć za niego jego życie, wejść w jego rolę. Aby zadowolić matkę, dziecko musiałoby więc zrzec się w pełni swojego życia.

Osoba, która da się zdominować toksycznej matce nie założy własnej rodziny, a nawet jeśli jej się to uda, nie trwa to długo – partner nie wytrzyma konkurencji w postaci teściowej, nie będzie w stanie żyć w toksycznej relacji i odejdzie. Jeśli pojawi się dziecko, to toksyczna relacja ma spore szanse na przeniesienie się na kolejne pokolenie.

Jak sobie radzić z toksyczną matką?

  • Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie toksyczności relacji jaką mamy. Jeśli wiemy, że jesteśmy manipulowani, że staliśmy się ofiarą, możemy zacząć działać.
  • Musisz zacząć stawiać granice – nie jest to proste – matka będzie bronić tego co już osiągnęła, będzie próbować przymusić cię abyś na powrót stała się jej grzeczną córeczką czy ukochanym synem. Pamiętaj, że matka nie rozumie tego, że ty masz problem z waszą relacją.
  • Stawiając granicę musisz być silna i odporna – nawet jeśli matka będzie stosować szantaż emocjonalny – jeśli się złamiesz- przegrasz walkę o własne życie.
  • Staraj się zrozumieć swoją matkę– toksyczne matki nie są takie dlatego że są wredne lub nie kochają swoich dzieci. Ich zachowanie wynika z lęku, niepewności, samotności. Rozumiejąc mechanikę działania matki będzie Ci łatwiej uwolnić się od toksycznej relacji.
  • Nie krzycz i nie reaguj emocjonalnie – na tym właśnie bazuje poczucie winy – jeśli wykrzyczysz że masz prawo do własnego życia, szybko doświadczysz poczucia winy („jak to tak na biedną starą matkę krzyczeć!”) i z twojego postanowienia odcięcia się nie pozostanie nic – zamiast działać pod wpływem emocji staraj się więc działać racjonalnie i spokojnie, tak abyś sama siebie nie wpędziła w poczucie winy.
  • Niekiedy toksyczne matki uniemożliwiają jakiekolwiek prowadzenie własnego życia – jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie z relacją mimo prób, może warto rozważyć opcję bolesną ale niekiedy jedyną- oddalić się fizycznie od matki.

Toksyczne relacje można uzdrowić samemu, ale łatwiej zrobić to przy pomocy terapeuty. Jeśli więc chcesz pracować nad sobą i uwolnić się od swojej matki oraz stać cię na psychoterapię, zawsze warto taką opcję rozważyć.

Popularity: 100% [?]

Komentarze (578) »

  • darszka pisze:

    Mam 39 lat i tonę doświadczeń życiowych. Dzieciństwo w domu na pozór poukładanym (matka nauczycielka, ojciec wojskowy…nałogowy alkoholik). Brat i ja ukryci w szafie przeżywaliśmy piekło, które niestety rozłączylo nas na zawsze. Mając 18 lat, będąc najlepszą uczennicą w klasie popełniłam mezalians życiowy – zaszłam w ciążę, wyszłam za mąż i uciekłam z domu. Zostawiłam tam brata z matką…wówczas na dobre utraciłam kontakt z Nim. Rodzice zaraz potem się rozeszli, moje małżeństwo też padło, ale jakoś ciągnęłąm ten wózek z toksyczną matką, ojcem z którym nie mam kontaktu (ale którego ciosy czułam na sobie) i bratem z którym nie miałam prawie w ogóle kontaktu. Ale tak naprawde potężny cios dostałam rok temu. Brat (który mając 33 lata nadal mieszkał z matka-choć ostatnio zamieszkała z nimi już jego dziewczyna), zginął w tragicznym wypadku samochodowym. W momencie, kiedy idenyfikowałam jego zwłoki poczułam że i moje życie się kończy. To że nie mieszkałam z nimi niewiele dało, ale to że teraz matka ma już tylko mnie stało się koszmarem. Zawsze była toksyczna-wasze opisy matek pasują jak ulał i do mojej…pytanie jak pozbyć się poczucia winy??? Pytanie jak przestać myśleć to tym, że zjedzą mnie wyrzuty sumienia po tym jak ona odejdzie z tego świata??? Pytanie czy mam prawo do tego aby się przestać odzywać … bo przecież Ona taka samotna. Najdłużej milczałam 2 lata, ale to było przed śmiercia mojego brata. Jak żyć???

  • kasiek pisze:

    Dziewczyny, dajcie sobie spokój z poczuciem winy, wasze matki go nie mają!
    Skoro wasze matki (podobne do mojej) nie mają nikogo innego oprócz Was, to znaczy że nikt inny nie chce ich znać, zapewne zasłużyły na swoją samotność bo przez kilkadziesiąt lat życia nie znaleźć sobie przyjaciół, znajomych i nie skupić wokół siebie nikogo kochającego, to trzeba było mieć podłą naturę przez te wszystkie lata… mnie samotnych osób nie jest wcale żal, bo na samotność to trzeba sobie zapracować i skoro ktoś jest sam jak palec to można się tylko domyślać jak żył i jaki był, dla tych wszystkich osób które napotykał w swoim życiu.

  • darszka pisze:

    Kasiek, łatwo mówić dajcie sobie spokój. To jest jak kamień, jak obręcz w gardle i ścisk w okolicach trzustki. To siedzi w Tobie i gryzie w każdej minucie – bo wszytsko osobom chorym od poczucia winy nie pozwala zapomnieć. Nie to ..trafi! Myślę, że toksyczne matki nie zawsze czują się samotne – moja ma wielu znajomych, ale te najbardziej negatywne emocje … wyrzuca z siebie jedynie kiedy jesteśmy tylko we dwie. Tak jak napisała tu któras z Was – przy innych jest aniołem ! Nie macie pojęcia ile razy przeczytałam już list każdej z Was. Dziękuję za to forum. Jeśli ktoś z Was chciałby kiedykolwiek porozmawiać – jestem do dyspozycji, tlen: darszka-1970

  • ola pisze:

    Chyba niewiele osób ma idealne relacje z matką,
    dobrze, że ten temat jest poruszany tu i tam.
    Parę lat temu, powiedzenie o „toksycznej matce” byłoby dla wielu ludzi niejasne zupełnie. Ja też przerabiam to ostatnio, ale najciekawsze jest to, że od dość dawna interesuję się psychologią i zawsze miałam przekonanie, że moja matka to jest naprawde swietna przyjaciólka (mowimy sobie na „ty” czesto i w ogole nikt mi nie dal tyle zrozumienia itd. co ona.
    I w ostatnich miesiącach byłam troche zmuszona pomieszkac z nia i odkryłam, że wiele moich zachowań takich niezrecznych i trudnych wynika z tej relacji. Szok! No, ale nic..Po prostu życzę wszystkim,którzy mają jakies nierozwiazane problemy żeby umieli przyjżec się bez poczucia winy relacji z matką…
    I w 100 % zgadzam się z wczesniejszymi wpisami – nasza złość bardzo działa na nasza niekorzysc

  • kasiek pisze:

    Darszka, już wcześniej pisałam że na pewno ktoś powie „łatwo mówić”. A ja mówię – nikt nie obiecywał że życie będzie łatwe! Jak ktoś nie umie sam poradzić sobie z jakąś relacją, to są od tego poradnie rodzinne, psychologowie, terapeuci. Wiem – pewnie nie macie czasu i pieniędzy, bla bla, wasza sprawa… lepiej siedzieć w internecie i szukać grupy wsparcia głaskającej się na wzajem po głowach i nic nie robiącej by coś zmienić, bo przecież to co znane jest łatwiej oswoić niż to co nieznane i niepewne… jakoś wielu się udaje wyjść z tego, dlaczego by nie wam? Jesteście współuzależnione w większości, nie możecie żyć bez tych swoich toksycznych mam, tak jak są synowie „maminsynki” wpatrzeni w mamę i mężatki nie wiedzące jak odejść od męża alkoholika – i standardowo się usprawiedliwiacie, ale ja nie zamierzałam tego ciągnąć i zakładać podobnej dysfunkcyjnej rodziny jak moja mama. „Obręcz na gardle i ścisk w okolicach trzustki” to ja miałam dopóki się nie uwolniłam – fizycznie i mentalnie od matki. Nie ma co się nawzajem wspierać w bólu, i cieszyć że inne dziewczyny mają podobnie, bo to do niczego nie doprowadzi, jedynie może któraś stwierdzi że to normalne, skoro tak często się zdarza.
    A to nie jest normalne i od tego trzeba uciekać. Bo potem się okaże, że za ileś lat Wy także zaczniecie oczekiwać poczucia winy od waszych dzieci i będziecie tak samo toksyczne jak wasze matki. Znam dwie dziewczyny w moim wieku z toksycznymi matkami i one już pozakładały własne rodziny i stały się dokładnie takie same, stawiają swoje kilkuletnie dzieci w poczuciu winy i już je tresują tak jak same były tresowane. I koło się zamyka.

  • LEKTURA WYMAGANA pisze:

    Polecam lektury autorki bestsellerów psychologicznych pt. „Toksyczne dzieci” , „Toksyczni rodzice” oraz „Toksyczni teściowie”. Opisane przykłady pacjentów i analizy ich emocji przedstawione w książce pomogą wam zrozumieć i rozwiązać problem, tak jak mi.

  • ewik06 pisze:

    Witam Was wszystkich ! Czytam Wasze komentarze , żale i widzę niestety swoje życie. Mam prawie 50 lat. Tak się złożyło , że całe życie mieszkałam z rodzicami , obecnie mieszkam z Matka i córką. Mieszkanie przez całe życie z rodzicami nie było moim wyborem i wygodnictwem , tylko teraz jak widzę silnym uzależnieniem od rodziców , a tak naprawdę od matki.Rozbiła moje małżeństwo, następne związki były złe wg niej, zawsze znalazła coś co jej się nie podobało,złe spojrzenie, ubiór przejęzyczenie. Błąd mój , że tak dałam się omamić.Teraz słyszę gdybym nie ja to nie byłabyś tym kim jesteś, gdybym nie ja nie miałabyś tego , czy owego.Jestem więźniem własnego domu, izolujesz mnie. ( Matka rok temu miała udar, chodzi , funkcjonuje , ale wolniej) Nie wychodzi na dwór, boi się. Na propozycje spaceru reaguje negatywnie. Nie wytrzymałam już i skorzystałam z pomocy psychologa. Rada psychologa: Musi Pani sobie pomóc sama , bo jak sama sobie Pani nie pomoże , nikt Pani nie pomoże.Powiedzcie jak z takiej sytuacji wybrnąć. pozdrawiam wszystkich , którzy doświadczyli toksycznej miłości Matki.

  • darszka pisze:

    Kasiek!A kto mówi, że nikt z osób, które tutaj cokolwiek napisały nie skorzystała z porady jak piszesz :poradni,specjalistów,psychologów?!Wyobraź sobie, że ja korzystałam i usłyszałam dokładnie to o czym napisała ewik06 „musi pani sobie z tym poradzić sama”. Skoro tak to dlaczego nie można wsparcia poszukać na forum, wśród ludzi, którzy też cierpią, cierpieli lub są w trakcie wychodzenia z kręgu cierpienia…Nie bardzo rozumiem co złego w tym widzisz? Każdy z nas skoro już pojawił się na tym forum i wypowiedział uczynił wielki krok! Nie stoimy w miejscu i nie użalamy się nad sobą, a to że szukamy bratniej duszy to odruch naturalny! Natura stadna człowieka. Pozdrawiam Cię i życzę wszystkiego dobrego. Cieszę się iż wiekszość problemów, które ciągle są jeszcze przed nami Ty masz już za sobą. POzdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie :)

  • Monika pisze:

    Witam!!!

    Czytając wasze historię, czuje się tak jakby pisano o mnie i mojej mamie. W domu było nas 3 rodzeństwa- w tej chwili siostra i brat mają swoje rodziny a ja jestem po rozwodzie i mieszkam z mamą. Toksyczną mamą. Od dziecka pamiętam że zawsze musiała mieć nas na oku. Gdy któreś z nas zniknęło na innym podwórku bez jej wiedzy było niemiło. Na wakacje jeździliśmy tylko z rodzicami, ewentualnie z babcią po wcześniejszych ustaleniach.Babcia też nie miała łatwo w relacjach ze swoją córką. Każde wyjście czy wyjazd był okupowany potwornie niemiła atmosferą. Teraz z dnia na dzień jest w zasadzie coraz gorzej. Nic jej nie pasuje, ciągle coś nie tak. Wszyscy nasi znajomi są najgorsi itp. Jej znajomi są inteligentni, najlepsi itd. Wyjątkami są dni bez przykrych słów. Mam 36 lat i czuje się jak dwukrotnie starszy człowiek. Dodatkowo potrafi wydzwaniać po znajomych i gadać bzdury, czasem zdarza jej się po kryjomu napić…Ma 61 lat a jest już nie do zniesienia, boje się co będzie dalej

  • Aska pisze:

    Bardzo, bardzo mi ulżyło jak to wszystko przeczytałam. Zawsze się obwiniałam za beznadziejne relacje z matką.
    W tej chwili mam najgorszy okres w moim życiu, bo ja również „zaprosiłam” moją matkę do naszego życia pozwalając jej opiekować się dzieckiem. Przy drugim dziecku nie dopuszczę już do tego.
    Odnoszę dziwne wrażenie , ze zepsuło się wszystko to nad czym pracowałam po wyprowadzce od rodziców, a nieustająca praca nad sobą nie należy do łatwych. Starałam się uwierzyć w to, ze jestem odpowiedzialna, samodzielna i nie ma rzeczy niemożliwych, bo ile razy można słuchać, ze się czegoś nie zrobi , nie zda, nie umie od osoby, która powinna wspierać.
    Rozmawiałam z nią kilka razy. Powiedziała, ze to była forma motywacji. Owszem była, ale to była niezdrowa motywacja, ponieważ cały wysiłek musiałam poświęcać na to, żeby udowodnić jej , że nie zawalę, zamiast na to , ze mogę osiągnąć więcej niż zakładam.
    W innej rozmowie poprosiła mnie, abym zaakceptowała ją taką jaka jest.
    To przykre, ale ona nadal wymaga więcej od innych, od siebie raczej niewiele.
    Dzisiaj nie czuje się przy niej dorosła osoba, łapię się na tym, ze usprawiedliwiam przed nią swoje decyzje jako matki, unikam rozwiązania problemu, bo jest chora, a najgorsze to to, ze wyładowuję czasem swoją frustrację przy 3 letniej córce, która nie rozumie mojego zachowania, więc odbija się to z kolei na naszych relacjach. Kiedy urodziłam dzieci, wróciło bardzo wiele nieprzyjemnych wspomnień z dzieciństwa-karanie pasem, bicie po twarzy, wyśmiewanie się i źle się z tym czuję.
    Postanowiłam już, że najwyższy czas to wszystko zmienić (znowu) i mój mąż podziela moje zdanie.
    Jestem jej wdzięczna za opiekowanie się córką, ale nasze relacje pozostawiają wiele do życzenia. Tyle razy próbowałam z nią porozmawiać, ale problemy się nie rozwiązują tylko przygasają. Jestem już zmęczona tym, że chęć poprawy stosunków spoczywa tylko na mnie.

    Podsumowując: ograniczamy kontakty z dziadkami do koniecznych, a niedługo wyprowadzamy się do innego miasta jak dobrze pójdzie.
    Trzymam kciuki za wszystkich, którzy zdecydowali się coś zmienić.

  • basia_basia pisze:

    Cześć dziewczyny. Naprawdę odczułam ulgę, jak przeczytałam wasze wypowiedzi. Nie jestem sama i to nie prawda, że jestem niespełna rozumu! Również mam toksyczną matkę i mogłabym się podpisać pod większością reakcji i sytuacji tutaj opisanych. W ogóle to samo wyrażenie „toksyczna matka” wywołuje u mnie histeryczno-obłędny śmiech, bo to moja mama zawsze go używa, mówiąc do mnie tonem pełnym żalu: „czyli chcesz mi dać do zrozumienia, że masz toksyczną matkę, tak?”, czemu ja oczywiście zawsze zaprzeczam, bo cóż innego powiedzieć? Moja mama również jest nauczycielką (coś w tym musi być) i cokolwiek bym nie zrobiła, zawsze było coś nie tak, bo mogłabym mieć szóstkę zamiast piątki, na olimpiadzie powinnam być pierwsza a nie dziesiąta, powinnam schudnąć, bo jestem za gruba, a w ogóle to mój nowy kolor włosów jest brzydki i chyba zgłupiałam, że sobie taki zrobiłam. Zawsze to ja jestem ta gorsza, natomiast mój brat jest cudowny (wg mojej mamy). Bardzo dobrze się dobrali ze sobą, a ostatnio ten duet jeszcze się pogłębił i mój brat stał się normalnie drugą mamusią i jeżdżą po mnie równo oboje.

    Zacznę może od tego, że od trzech lat nie mieszkam w Polsce, tymczasowo pracuję za granicą, więc jestem niezależna i trzymam bezpieczną odległość, która jest mi na rękę. Za każdym przyjazdem do Polski muszę odbyć awanturę z moją mamą bo np, jak ja mogę utrzymywać mojego faceta i żebym się zastanowiła, co robię, a jak już faceta nie było, to że ze mną się w ogóle porozmawiać nie da bo ja nigdy nic nie mówię i zachowuję się jakbym była autystyczna. Gdy pojawił się nowy partner, wszyscy go lubili do momentu, aż wstawił się za mną, gdy mój brat już któryś raz z kolei wykazał brak szacunku dla mojej decyzji i potraktował mnie jak śmiecia. Brat się do niego ani do mnie nie odzywa, bo czeka aż on go przeprosi za to, że się odezwał, a wg niego nie miał prawa się wtrącać. Mama zawsze synusia broni, więc ona zareagowała tak samo (jej się wtrącać przecież wolno). Chodziła przez cały mój pobyt w Polsce obrażona i również czekała na przeprosiny. Na naszą wiadomość o planowanym ślubie powiedziała, że to za wcześnie i żebym się zastanowiła jeszcze, bo to decyzja na całe życie (mówiła tak przy Nim!) Przy okazji wyszło mnóstwo innych absurdalnych problemów typu, że nie doceniam tego co mój brat zrobił gdy pomagał mi urządzić moje mieszkanie w Polsce i zamiast mu być wdzięczna to robię łaskę jak on o coś prosi albo że nie liczę się ze zdaniem mojej mamy i brata, ponieważ to co oni proponują jest zawsze na „nie” (a ja po prostu podejmuję własne dorosłe decyzje!!!). To tak w bardzo dużym skrócie bo cyrków było co niemiara, i słów mi brak by opisać jak to wyglądało. Ostatecznie mój narzeczony ma przeprosić moją mamę i brata za to co zrobił, bo inaczej oni nie będą się do Niego i do mnie odzywać, tyle, że On nie zamierza tego robić, bo nic złego nie zrobił. On ma głowę na karku i siłę, a ja nie… Rodzina traktuje mnie jakbym była wrogiem publicznym numer jeden, tylko dlatego, że sprzeciwiłam się mamie, a mnie takie traktowanie dobija i męczy. Dlaczego moja własna matka mnie niszczy???????

  • Córka toksycznej pisze:

    Walczę z toksyczną matką od 3 lat bo wtedy podjęłam decyzję o oddaleniu się fizycznym od tego toksycznego człowieka. Dopiero z czasem i z dystansem zrozumiałam jak bardzo mnie zraniła, i jak bardzo miało to wpływ na moje dorosłe życie, przyznanie się do tego kosztowało mnie dużo bólu ale teraz jestem silniejsza i już nie daję się szmatławić i plugawić jak do tej pory. Matka uważała mnie za swoją własność i za lokatę która teraz MUSI procentować, przecież ona tyle mi poświęciła i jej jej teraz tak źle ,a ja wyrodna córka śmiałam ją opuścić a tym bardziej mieć własne życie. Szukam podobnych osób, w celu podzielenia się tym co można jeszcze zrobić,uratować, moje gg to 2027539.

  • kasiek pisze:

    Psycholog który radzi żeby samemu sobie poradzić z problemem? to chyba jeden z tych, którzy zamiast na psychologii powinni się sami znaleźć u psychologa. Może trafiłyście na kogoś kto sam ma problemy z toksycznym rodzicem, w końcu to są też ludzie… ostatnio w TV był program na kilka odcinków, o 50 – letnim psychiatrze uwikłanym w toksyczną więź z matką. Szok nie do opisania, ale przypadek w zasadzie książkowy.
    Moja terapia u psychologa trwała jakiś czas, psycholog pomógł mi zrozumieć wiele spraw, uświadomił mi dlaczego wchodzę w związki bez przyszłości, dlaczego śni mi się że matka chce mnie zabić. Właściwie dzięki terapii dziś mam rodzinę, nie uciekłam przed małżeństwem i macierzyństwem (co wcześniej robiłam).
    Miałam robione testy psychologiczne, rysunki, przeszłam terapię, choć już po paru spotkaniach czułam że jest lepiej.
    Pewnego dnia, sprowokowana, po prostu wykrzyczałam matce co o niej myślę, wypunktowałam jej zachowanie, wyliczyłam wszystkie zarzuty jakie do niej miałam. Pozornie nic nie zrozumiała, oburzyła się. Ale po paru miesiącach jakoś tak mimo chodem powiedziała że „kiedyś nie było tylu poradników i programów o tym jak wychowywać dzieci i popełniałam wiele błędów, bo skąd miałam to wszystko wiedzieć?” to było dla mnie jak słowo „przepraszam” w zawoalowanej formie. Pomyślałam sobie że miłość, taka czysta miłość matki do dziecka chyba powinna wystarczyć, żeby się nad nim nie znęcać… ale może jej faktycznie tak ciężko było kiedyś, nie wiem, ważne że poczuwa się jakoś do winy i zauważa swoje błędy.
    Ale potem znów wszystko wróciło do normy, tzn: kpiła ze mnie, gadała te swoje bzdury na różne tematy i próbowała zmienić (jak zwykle) mój wygląd. Bo powinnam przypominać przecież takiego jak ona babo – chłopa bez wyrazu i ubrać worek na kartofle.
    Moja mama bowiem nie może znieść tego, że ja noszę długie, kręcone włosy, że ubieram się dziewczęco. Kpi z moich włosów mówiąc „jeszcze kiedyś dorośniesz do krótkich włosów”. Już kiedyś w szkole średniej obcięła mi włosy za to, że dostałam pałę z matematyki. Namawiała mnie zawsze do krótkich fryzur, kupowała mi fatalne buty i dziwaczne ciuchy. Jak już zrobiła ze mnie dziwadło, to wtedy jej się podobałam…
    Żal mi jej czasem, choć nie ukrywam że jest mi przykro – ale nie dlatego że mnie krytykuje, ale dlatego że niszczy nasze rodzinne więzi głupimi uwagami, które mogłaby sobie darować i było by nam miło spędzać czas. Zawsze traktowała mnie jak rywalkę, nawet ostatnio mi to udowodniła.
    Dlatego moje kontakty z nią, ograniczam do telefonów raz na miesiąc i odwiedzin raz w roku. Tak okrojone kontakty będą owocować odpowiednio okrojonymi niemiłymi komentarzami, o ile zdąży je w ogóle wypowiedzieć. Rzadkie kontakty to podstawa, a i jakieś szkolenia z asertywności się przydadzą. Bo niestety ale mamie trzeba umieć często mówić „nie” bez poczucia winy. Ona tak czy siak, zawsze była i będzie niezadowolona, więc co za różnica czy się staramy czy nie. A o ile nam będzie lepiej… mmm bajka :-) Pozdrawiam

  • Pola pisze:

    Witam wszystkie dziewczyny z toksycznymi matkami! Ciesze się, że znalazłam tą stronę, jestem w rozsypce… Któraś z Was napisała ze jako mała dziewczynka szukała papierow adopcyjnych w domu, ja też tak robiła, pierwszy raz próbowałam uciec z domu w wieku 6 lat z reklamówką ciuchów, do mojej babci, matki mojej matki, brat mnie chciał zatrzymać, schował reklamówke a matka mówiła „zostaw ją, oddaj jej tą reklamówke niech idzie”, a potem ojciec zgarniał mnie z wylotówki i zanosił na ramieniu do domu, krzyczałam, gryzłam i wierzgałam nogami żeby tylko do niej nie wracać. Czemu tak bardzo nie mogłam jej znieść? Od zawsze byłam nadwrażliwa, bolały jej przykre słowa, ostentacyjne pokazywanie że bardziej jej zależy na m oim bracie niż na mnie. Jako 8latka czekałam do poznej nocy az ojciec z bratem usnął, żeby pójść do niej i zapytać dlaczego tak robi? Czy to znaczy że mnie nie kocha? zaprzeczyła, obiecała ze bedzie miedzy nami lepiej ale juz od nastepnego dnia znowu było darcie sie na mnie, traktowanie jak powietrze. Wykrzykiwała ze ja z ojcem jestesmy tacy sami, kiedys jak sie z nim naprawde ostro pokłóciła zabrała mnie ze sobą do babci, myslałam ze dlatego ze jednak cos sie zmienilo, ze to okazywanie bliskosci, ze juz nie tylko mój brat… Ale potem wszystko wrocilo do normy, teraz wiem ze chciala tym sposobem zrobic ojcu na złość. W wieku 13lat 1 raz uciekłam z domu do babci, czyli jej matki, nawet nie chciała ze mna przez tel. rozmawiac, rozmawiałam tylko z ojcem, ona nawet nie zauważyła ze zniknęłam (to bylo z 5 godzin, babcia mieszkala 60km dalej, to byla moja 1 samotna podroz). W wieku 10lat pierwszy raz uderzyla mnie w twarz, to jej sie pozniej zdarzało, od kiedy zaczełam dojrzewac wyzywala mnie od krów, co bolało szczegolnie ze od zawsze byłam wyzsza od niej, a od 1 miesiaczki (12lat) tez zaczełam sie robic soraz bardziej okrągła, żle się czułam w swoim coraz bardziej kobiecym ciele, nie rozumialam i wstydziałm sie tej przemiany a ona mi jeszcze tak dogadywała, za kazdym razem podkreslała ze nigdy nie bede tak piekna jak ona, zrobiłam w nastoletnim zyciu wiele głupot zeby sobie udowodnic ze jest inaczej.
    Dzis mam 22 lata, stałego partnera z którym mieszkam i planuje przyszłosc ale to jedyna bezpieczna przystan w moim zyciu. Przez tą kobietę nabawiłam sie strasznych kompleksów, zmarnowałam lata młodosci robiąc bardzo głupie rzeczy, wiele razy przeszłam depresję, jestem po próbie samobójczej, mam liczne nerwice, napady lęku, zaburzone relacje z ludzmi, duże kłopoty z nauką. Mimo tego nauczyciele zawsze powtarzali mi ze jestem zdolną osoba ale leniwą, nie wiedzieli ze w okresie separacji a potem rozwodu rodziców musiałam tygodniami siedziec w domu zeby matka nie zrobila ojcu lub sobie krzywdy albo po prostu nie byłam zdolna po wizycie policji do normalnego funkcjonowania. Paliłam papierosy, uciekałam ze szkoły, alkohol, inne używki… Moja matka wyprowadzila sie w koncu z domu, twierdzi ze my ja wyrzucilismy, a to bylo tak ze w koncu i w ojcu sie cos przelamało i zarzadał rozwodu, bardzo go w tym wspierałam, od czasu nie mieszkania z nia mój stan sie troche poprawil. Matka zarabia duzo bo ok 5tys/miesiecznie, wynajmuje kawalerke, wiec nie palci duzo, ma samochod i faceta który jest młodszy o 3 lata od mojego bylego partnera, czyli nie dobil jeszcze 30stki… To żenujące dla mnie ale wolę się nie wtracać, raz powiedziałam jedno zdanie ktore jej sie nie spodobało i 3 tyg sie nie odywała a jesli juz to stek wyzwisk i pretensji w ogole nie w temacie. Nie daje mi na życie w ogole, umowili sie z ojcem jescze bardzo dawno temu ze on bedzie utrzymywal mojego brata (tez studiuje) a ona mnie tylko ze w tym miesiacu wysłąła mi 450zl! Jak ja mam mieszkanie oplacic, isc do lekarza, zalatwic sprawy na uczelni w innym miescie, tylko powietrzem żyć i trwe żreć! Nic jej nie przekonuje, lubi sie tak ze mna drażnić, lubi jak się ją prosi, jak może wysuwać jakies rządania (kiedys wpadła do domu w ktorym mieszkam ja, brat i ojciec i zaczela rzucac przedmiotami, brat wymienil zamek, teraz jak jechal do dziewczyny za granice nie dała mu nawet złotowki bo zarzadała klucza a brat odmowil).
    Postraszyłam ja ze zrobie jej sprawe o alimenty, mowi ze ma tylko 200zl i to mi moze przesłac, bo reszte pieniedzy juz wydała na wazniejsze sprawy. Jakie są ważniejsze sprawy od swojego dziecka? Jak mozna wydac 5 tys na samym poczatku miesiaca? Nie wierze w to, po prostu chce sobie na mnie oszczedzic. Nie rozumiem jej, nigdy nie zrozumiem, kiedy zaczynam o niej z kims rozmawiac zawsze konczy sie to placzem, musze zerwac z nia calkiem kontakt, jak to zrobic?

  • Pola pisze:

    Opowiadałam tak o babci, do ktorej chciałam uciekac… ehh kiedys jak juz byłam starsza ok 19 lat poprosiłam ją o pomoc bo matka robi awantury w domu a ja mam mature za kilka dni, zeby ja uspokoiła a babcia odpowiedziała mi ze co ja z bratem i ojcem robie matce ze ona sie tak musi denerwowac PRZEZ NAS, a potem z dziadkiem na 2 telefony wyzywali mnie od najgorszych. Matka tego wieczoru próbowała podpalic pokój ojca, ja mam pokój koło niego a i tak nie spałam, od tygodni nie przesypiałam całych nocy, odtrąciłam ją od tych drzwi, zaczeła się złościc ze ją biję i nie mam zadnego szacunku :(((

  • olka pisze:

    ŚWIĘTA SŁOWA KASIEK!!!

  • ewuś pisze:

    witam wszystkich. bardzo się ciesze że trafiłam na to forum. moja mama jest nie do zniesienia. Mam już ochote się wyprowadzić ale i tak ta ochota wpędza mnie w poczucie winy…. mam już dość. Wszystkie wasze historie można sobie przypisać bo moja jest bardzo podobna ale opisze to wieczorem bo musze teraz uciekać…do zobaczenia

  • janegrey pisze:

    Nie wiem nawet co napisac, jestem w takim dołku z powodu mojej mamy, idę dziś do psychologa. Mam nadzieję, że pomoże mi podjąc najważniejszą decyzję w moim życiu – odizolowac się od mojej mamy i siostry. Wydarzenia ostatnich dni przebrały miarkę, nie mogę już wytrzymac. Moja mama oprócz tego, że jest toksyczna, jest manipulatorką, egoistką, kłamczuchą z wybujałą wybraźnią i ma przy sobie kogoś kto ją utwierdza w tym, ze ma rację – moja młodsza psychiczna siostra. Czy ktoś normalny nazywa swoje dziecka s..a, ku…, próbuje skłócic z partnerem, jestem dla niej śmieciem, bo trzymam stronę mojego partnera a nie jej. Nie wiem co robic.

  • ewuś pisze:

    janegrey idź do psychologa ja chodze od miesiąca i staram się stawiać mojej matce, idzie mi to malutkimi kroczkami ale idzie. moja mama też mnie zaczeła wyzywać choćby przedwczoraj od dzi… sku… np o plasterek sera albo że umalowałam sobie tuszem oczy choć wcześniej malowałam się mocniej. tak jak pisałam wcześniej opisze swoją sytuację później bo ide do pracy. powiem Ci jeszcze że mojej mamie żaden nie pasuje chłopak. chodze z chłopakiem ok 1.5roku ona nawet go nie chce poznać jak wie że ma przyjechać zamyka się w pokoju obrażona że przyjeżdża później opisze wszystko trzymaj się jestem z Tobą

  • ewuś pisze:

    mam 27lat. obecnie mieszkam tylko z mamą, mój ojciec dużo pił i znęcał się nad nami fiz.i psychicznie, ale od dwóch lat nie mieszka już z nami -wyprowadził się. od paru lat zauważyłam że coś jest nie tak z mamą(też to zauważył mój brat i bratowa). mama stała się bardzo zaborcza, zaczeła się obrażać i płakać jeśli ktoś nie zgadza się z jej zdaniem chce być w ciągłym zainteresowaniu.nie mam swego życia bo mama chce żyć za MNIE…doszło do tego że że musze robić tak jak ona chce, „licze się” z każdym jej słowe (dla świętego spokoju – choć uważam inaczej) np. w co mam się ubrać jeżeli stwierdzi ze dana bluzka mi nie pasuje a ja upieram się przy swoim jest awantura, zaczyna płakać że w niczym jej nie słucham a później nie odzywa się pare godzin a ja? mam poczucie winy…
    przestawia mi wszystkie rzeczy w pokoju bo uważa że tak jest lepiej, gdy powiesze pranie zawsze jest źle choćbym robiła najlepiej jak potrafie, jeżeli chce wyjść ze znajomymi to zawsze są pretensje że wychodze a ona zostaje sama i z tego wyjścia chleba nie będzie. Każdy chłopak z którym się spotykałam nie pasował – (mama stworzyła dla mnie idealnego, fikcyjnego partnera)- choć jednechoć spotykałam się z jednym chłopakiem do którego mam do tej pory szacunek, choć moja mama nie widziała go nigdy, stwierdziła że on nie jest dla mnie bo będzie pił a wogóle nie będziemy mieć wogóle o czym rozmawiać, mówiła że powinnam mieć chłopaka który będzie miał stała prace. Teraz takiego mama na początku było ok jak nie wiedziała że nas coś więcej łączy ale gdy zobaczyła że zaczeliśmy chodzić stwierdziła że to nnie jest dla mnie bo jest za stary ON JEST STARSZY RAPTEM 5 LAT ale…mama uważa że za stary i za brzydki dla mnie. mało tego nigdy z nim nie rozmawiała, widziała go tylko z daleka bogdy on przychodzi do mnie ona się zamyka w innym pokoju). mój chłopak zaraził mnie swoją pasją-zwiedzaniem Polaki i to jest mega problem gdy chce gdzieś jechać na pare godzin, mama na mnie się obraża, wyzywa mnie i przy tym płacze ona i ja, wtedy ja czuję się jakbym zrobiła jej jakąś krzywdę i…nie raz odwołałam wyjazd czy wyjście gdzieś. mało tego połowe rachunków płace ja, robie wszystkie zakupy moja mama ma emeryture i ciągle jest jej mało i z tego tytułu robi awantury.zaczęła nawet otwierać mój rachunk za telefon-rozpisuje i liczy moje smsy i rozm, kontroluje moje rozmowy tel nawet jak ktoś do mnie zadzwoni. Są pretensje że spotykam się z koleżankami, że chce posiedzieć sama w pokoju…to sa małe wycinki z mojego życia które mnie potwornie męcza wszędzie moja mama widzi zło w tym co robie, jest miła i łagona tylko wtedy gdygdy zgadzam się z jej zdaniem, poglądami i robie wszysto co ONA chce jesli mama inne zdanie na jakiś temat wtedy słysze wyzwiska albo przestaje się do mnie odzywać a ja mam wyrzuty sumienia i rezygnuje z mojego życia, z moich poglądów z moich przyjemności.
    nigdyu mnie wdomu nie mówiło się o potrzebach uczuciowych, emocjonalnych. liczyły się tylko pieniądze, jako dziecko było mnie stać na wiele rzeczy ale ja ich nie chciałam chciałam mieć prawdziwą rodzine prosiłam o to Boga aby zabrał mi kase a dał PRAWDZIWĄ RODZINE. mamaużala się cały czas nad soba jaka ona jest biedna że nie ma co jeść (choć to nie prawda)co dzień słysze o jej ubóstwie i jaka jestem niewdzięczna i niedobra.
    zaczęłam chodzić na terapie DDA która uczy mnie walczyć z przeszłością i o lepszą przyszłość. ale czy mi się uda???skoro ja rezygnuje z wszystkiego co matce się nie podoba?
    tak trudno mi się sprzeciwić i uwierzyć że nie we wszystkim ma racje…mam już tego dość!!!!

  • ewuś pisze:

    jutro ma przyjechać do mie chłopak a ja już dziś się głowie jak jej powiedzieć i tak też jest z kazdym wyjście z kimkolwiek i dokądkolwiek….patologia :((((

  • Micia pisze:

    Mam 34 lata, z mieszkania matki wyprowadziłam się 9 lat temu. Od urodzenia wychowywała mnie sama, zdecydowała się na dziecko mimo tego, że wiedziała, że jej już ex mąż jest alkoholikiem i nie ma zamiaru jej wspierać, kawalerkę w spółdzielni dostała z przydziału, niedawno przyznała, że chciała mieć kogoś dla siebie „na własność”, każe się nosić na rękach za to że nie musiałam żyć pod jednym dachem z ojcem alkoholikiem. Najbardziej bolesne były wyzwiska typu ku…wa, krytykowanie mnie przy jej znajomych i szantaże emocjonalne, które tak mocno uzależniły mnie od niej, że wyprowadziłam się tylko raz w wieku 23 lat i tylko na jeden dzień (wynajęłam pokój, który mi nie odpowiadał). Pamiętam z dzieciństwa takie przekleństwo matki „ku…wa jego w d…pę wyje…na mać” czy takie rzeczy dziecko powinno słuchać? Nie obyło się też bez wypomnienia, że całe życie mi poświęciła, a przecież ja się nie prosiłam na ten świat. Nie mam prawie żadnych bliższych znajomych nie mówiąc już o przyjaciołach, to wynik tego, że próbowała mnie na siłę uchronić, przed złymi ludźmi, a wszyscy są źli, koleżanki, koledzy, moje sympatie też. Jeden tylko jej się podobał, był z tego samego znaku zodiaku co ona i był tak samo zaborczy, pewnie poczuła bratnią duszę. Mój mąż walczy z moim poczuciem niskiej wartości, bardzo często łapię się na tym, że nie podejmuję działań z obawy na odmowę. Nie wierzyłam we własne siły, nie chciało mi się uczyć, studia skończyłam dopiero po wyprowadzce. Ciocia aktywizowała swoją córkę, moją rówieśniczkę, do działania, zapisywała ją na zajęcia sportowe, zabierała ją na różne przedstawienia, sama się czasami załapywałam, a moja matka jedynie miała do niej pretensje, o to, że mnie nie zabiera, tak jak to byłby jej obowiązek. Sama natomiast nie zapisała mnie nigdzie nigdy, twierdząc, że jestem leniwa i mam słomiany zapał, a nawet jeżeli to uważam, że gdyby mnie obserwowała to zauważyłaby czym się interesuję. Pianino kupiłam sobie gdy byłam już dorosła to samo z porządnym rowerem i rolkami (kupiłam je tuż po tym jak zaczęłam porządnie zarabiać, a przypadło to na czas gdy się od niej wyprowadziłam). Fajne zabawki pamiętam jedynie u koleżanek i kolegów. Co piątkowe zakupy na weekend czasami mnie męczyły, a robiłam je sama, musiałam chodzić po kilka razy, więc czasami ich nie robiłam, wszczynała wtedy straszną awanturę w ogóle nieadekwatną do sprawy. A sąsiadki chwaliły mnie że robię zakupy, gdy inne dzieciaki brykały na podwórku. A propos awantur pamiętam, że strasznie bałam się powiedzieć, że zgubiłam klucze do mieszkania a zgubiłam je kilka razy, dostałam klucze gdy poszłam do pierwszej klasy, trochę za wcześnie. Babci żadnej nie miałam, biologiczna od strony mamy odeszła kilka lat przed moim urodzeniem, rodziców ojca widziałam raz, a żona dziadka nie lubiła mnie ze wzajemnością. Dziadek umarł gdy miałam 9 lat, pamiętam kilka miłych scen z jego udziałem. Kilka lat temu przy okazji przygotowań do ślubu uświadomiłam sobie, że mam toksyczną matkę, która jest zaborcza, egoistyczna i manipuluje mną. Całe życie wypominała mi, że to ja jestem egoistką i naprawdę w to wierzyłam. Gdy byłam nastolatką sąsiadka o osiem lat starsza ode mnie stwierdziła, że mam silny charakter, matka się głupio uśmiechnęła a ja pomyślałam, że może ma rację – to stwierdzenie bardzo pomogło mi w relacjach z matką. Matka jest od kilkunastu lat alkoholiczką, ukrywa to, po spożyciu alkoholu stawała się bardzo agresywna. Po kłótni z pijaną matką odechciewało mi się wszystkiego, do dzisiaj pozostał mi nałóg jedzenia słodyczy szczególnie czekolady, żeby ukoić nerwy. Potrafiła wracać do domu pijana i wszczynać awanturę o nic, gdy wracałam do domu z pracy to zastanawiałam się czy zastanę ją pijaną czy nie. Przeżyłam też incydent z leżącą pijaną matką na chodniku przed naszym blokiem, musiałam poprosić sąsiadkę o pomoc, mega wstyd. Po maturze gdy nie poszłam prosto na studia to usłyszałam, że jeżeli nie chcę się uczyć to będę robiła obiadki i robiłam co weekend obiadki mamusi, oczywiście pracując w tygodniu. Gdy wraz z mężem utrzymywaliśmy z nią częste kontakty stawała się nieporadna, złośliwa, wtrącała się w nasze sprawy, były często kłótnie. Od kilku lat wizyty są sporadyczne oraz kontakty typu sms z okazji świat, urodzin, dnia matki. Zapisała się na Uniwersytet Trzeciego Wieku i to ją na szczęście zajmuje. Jakieś zdarzenie lub sytuację potrafi tak przedstawić, że każdy kto słucha odnosi wrażenie, że to ona jest pokrzywdzona. Skłócona jest z całą nieliczną rodziną, wszyscy są źli, jedynie ona najpoprawniejsza. Na ślubie kościelnym nie była bo twierdzi do wszystkich, że nie została zaproszona. Rzeczywiście zaprosiliśmy ją w dziwnych okolicznościach, mój ówczesny narzeczony miał serdecznie dosyć wizyt u niej i wręczyliśmy jej zaproszenie w parku. Gdy zapraszała nas na posiłek a my się spóźnialiśmy ok. kwadransu to były zawsze pretensje o spóźnienie – ja przyzwyczajona, mój mąż nie i nie zamierzał się przyzwyczajać. Na cywilnym pojechaliśmy z nią samochodem no i obraziła się, że nie podjechaliśmy pod kwiaciarnię aby kupiła nam kwiaty, powiedziała, że potraktowałam ją jak śmiecia. Chyba miałam złą minę bo była mi zbędna na ślubie. Podczas ceremonii urzędniczka wygłasza formułkę o podstawowej komórce społecznej o obowiązkach itp. z muzyką w tle a ja po prostu pękłam, zaczęłam płakać, nie mogłam się opanować, nie miałam chusteczki, kamerzysta wynajęty przez matkę nie wie nagrywać czy nie, fotograf to samo, urzędniczka skonsternowana i pyta, pamiętam, czy kontynuować, świadek-kolega męża powiedział, że nigdy by się po mnie tego nie spodziewał. Nie jestem pewna ale to chyba była reakcja na toksyczne dzieciństwo. Kupowaliśmy mieszkanie przed ślubem cywilnym, który był prawie rok przed kościelnym, matka pożyczyła 20 tysiów z odprawy bo przeszła na emeryturę (dostaje co najmniej 2.500 netto) i przed kościelnym kazała sobie oddać, pewnie myśląc, że nie uda nam się oddać, mąż z satysfakcją oddał no i w efekcie podróży poślubnej nie było. Wypomina nam, że chciała by u nas bywać a my ją zapraszamy raz na miesiąc, to dla niej zdecydowanie za rzadko. Ostatnio obraziła się, że spędziła z nami tylko Wigilię a nie całe święta no i nie odwiedza nas. Mam 2 letnią córeczkę, nawet nie pyta się co słychać u wnusi. Zawsze stawiała i stawia siebie na pierwszym miejscu, najczęściej opowiada tylko o sobie. Np. zaczynam historię o chorobie koleżanki a ona nie pozwala kontynuować, wchodzi w słowo i nawija o sobie, że ona też… itd. Kilka lat temu pojechaliśmy z nią na Święta Bożego Narodzenia do rodziców narzeczonego, skrytykowała do mnie teściową i podczas spotkań krytykuje do dzisiaj. Pomiędzy ślubami poprosiłam teściową aby porozmawiała z matką w roli arbitra, spotkały się w kawiarni, to tak się skłóciły, że teściowa cały dzień dochodziła do siebie, do dzisiaj żadna nie chce powiedzieć o co poszło. To chyba świadczy o człowieku aby się pokłócić z nieznaną osobą rozmawiając z nią drugi raz w życiu. W dniu chrztu wnuczki, nie przyszła na poczęstunek do restauracji, w kościele przeszła obok rodziny męża, nie zatrzymując się, przywitała się zdawkowo, usiadła sama na końcu kościoła, tuż po ceremonii złożyła życzenia i czmychnęła nie przychodząc na słodki poczęstunek do mieszkania. Gdy to relacjonuje to dla niej było wszystko jak najbardziej poprawnie – przecież się przywitała. Obecnie gdy nie kontaktujemy się to jest mi lżej, powoli z roku na rok odchodzą wyrzuty sumienia, zaczynam rozumieć, że to z nią jest coś nie tak. Gdy rok temu byłyśmy w szpitalu na kilka godzin przed śmiercią jej brata, z którym nie widziałyśmy się 10 lat, to podniecała się tym, że na łożu śmierci powiedział, że jest elegancka. Całe życie skoncentrowana tylko na sobie, majątek wydała na ciuchy i nadal wydaje. Pierwszy dwukołowy zużyty rower dostałam od ojca, ona nie miała nigdy pieniędzy. Przez te wszystkie lata nawet nie zająknęła się, że za mało na mnie wydawała a za dużo na swoje ciuchy. Gdy dezawuowała moje potrzeby to przestałam już ją prosić. Gdy już byłam dorosła kupowała mi ciuchy, które mi się nie podobały i których nie nosiłam ale musiałam wysłuchiwać ile to ona mi kupuje i musiałam wyrażać wdzięczność. Gdy z nią mieszkałam opłaty za mieszkanie ponosiłam w połowie i wysłuchiwałam, że za mało zarabiam. Gdy odkurzacz się zepsuł to ja musiałam go kupić na raty, bo nie było mnie stać, a ona się nawet nie dołożyła. Po maturze wyjechałam do Włoch do pracy na 2 miesiące wakacji, zakochałam się i wracałam co lato przez 6 lat, jaka to była rozkosz przebywania z daleka od niej kilka miesięcy, bardzo miło wspominam, to była taka wakacyjna terapia, niestety nie przetrwała. Raz przed moim wyjazdem złamała nogę i ja ją pod koniec noszenia gipsu zostawiłam i wyjechałam do ukochanego, już wtedy nie miałam wyrzutów, ona natomiast wypomina mi to do dzisiaj. Prawie zawsze jej przytakiwałam i nadal tak robię dla świętego spokoju, w ogóle nie warto się z nią nie zgodzić bo zmiata z powierzchni ziemi. Będąc już na emeryturze płakała, że nie stać ją na lekarstwo za 100 zł miesięcznie, więc przesłałam jej pieniądze z obietnicą, że będę to robić co miesiąc, na szczęście przy kolejnej sprzeczce powiedziała, że nie chce pieniędzy. Gdy przychodziła do nas to w trakcie wizyt było względnie normalnie, ale nazajutrz stały tekst, że ona przemyślała to co mówiliśmy i seria pretensji. Dużo by pisać, ale już jestem zmęczona wypisywaniem akurat dzisiaj nie mam natchnienia, może dlatego, ze czasami rozmawiam z mężem, opowiadam mu te same historie on mnie cierpliwie wysłuchuje pociesza i prowadzimy sobie taką domową terapię. Mąż liczy na to, że mieszkanie po teściowej przepisze wnusi ale ja nie jestem taką optymistką. Jak tak się wyżywam na niej pisząc o niej źle to sobie myślę, że ja nie jestem aniołkiem, ale kto nim jest? I czy tylko grzeczne, pracowite i poukładane dzieci zasługują na szacunek? Czasami chyba żartem mój mąż mi mówi, że gdyby zrobił głębszy rekonesans mojej rodziny to nie ożeniłby się, po co te dodatkowe problemy, a ja wcale mu się nie dziwię, ale na szczęście jesteśmy partnerami, więc nie muszą okazywać wdzięczności za to, że mnie wybawił od matki.

  • Lwica pisze:

    Witam. Zawsze próbowałam być pomocna innym, nigdy nie potrafiłam się zwierzać ze swoich problemów i nie szukałam u nikogo wsparcia. Zawsze byłam hamowana przez moją mamę. Ten artykuł odzwierciedla całe moje dotychczasowe życie. Wiedziałam, że moja mama jest toksyczna, ale dopóki żył Tato dało się to wytrzymać, to w Tacie miałam ogromne wsparcie psychiczne. Po śmierci Taty, jak kostki domina moje dotychczasowe życie legło w gruzach. Mama zawładnęła moim życiem i wcale nie jestem z tego powodu szczęśliwa. Cieszę się jak wyjeżdża do swoich rodziców i zostaję sama, wtedy czuję że mogę sama podejmować decyzję. Gdyby nie to że mam wspaniałą córeczkę którą chcę wychować na wspaniałą i samodzielną kobietę to nie wiem czy bym miała dość siły do życia. Mojemu bratu udało się uciec spod skrzydeł nadopiekuńczej i toksycznej miłości Mamy. Ja nie miałam tyle szczęścia. Mimo wszystko wieżę że uda mi się i że znajdę w sobie na tyle siły aby oddychać jeszcze pełną piersią. Na dzień dzisiejszy czuję się jak więzień, lub niewolnik. Wiem że jak sama sobie nie pomogę to nikt inny też mi nie pomoże.
    Podziwiam osoby które potrafiły odciąć już tą pępowinę, która w łonie matki daje życie, lecz w porę nie odcięta to życie zabiera. Ja jeszcze tej pępowiny nie odcięłam.
    Pozdrawiam.

  • bieta pisze:

    chyba mogę dołaczyć do Was, jak bym czytała o sobie i o swojej matce…..

  • agata28 pisze:

    moja matka nigdy mnie nie kochała od dziecka słysze że znalazła mnie w koszu i z litości mnie przygarneła niewiem co to miłość matki do dziecka poczułam to dopiero wtedy kiedy urodziłam własnego synka ŻYCIE POTRAKTOWAŁO MNIE SKANDALICZNIE MAŻ MNIE BIŁ TERAZ GDY JESTEM PO ROZWODZIE I MIESZKAM ZNOWU Z MATKĄ CZASAMI WOLAŁABYM DOSTĄĆ Z GÓWKI W TWARZ OD EX MĘŻA NIŻ ŻYCIE ZNIA POD JEDNYM DACHEM WIĘC ROZUMIEM YE OSOBY KTÓRE UWAŻAJĄ ŻE SĄ TOKSYCZNE MATKI

  • Acerolka pisze:

    Mam 31 lat i dopiero ostatnio zdałam sobie sprawę, że żyłam w domu z przemocą psychiczną. Przemocy fizycznej byłam świadoma – dlatego rodzice się rozwiedli. Jednak dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że przez całe życie byłam zmuszona akceptować napady agresji własnej matki. Zawsze podczas kłotni, w okresie dojrzewania wyzywała mnie od skur…synów. Nigdy mnie nawet nie przeprosiła. Ostatnio na środku ulicy nazwała mnie „tłukiem”. I jak zawsze stwierdziła, że sobie na to nie zasłużyłam. Boże! A ja kiedyś wierzyłam, że rzeczywiście zrobiłam coś tak strasznego, że doprowadziłam dobrą i spokojną mamusię do takiego stanu. Zawsze w duchu brałam winę na siebie, szukałam w sobie tego zła, diabła, który sie we mnie budzi i powowduje takie zachowania u matki. W zeszłym miesiącu coś we mnie pękło i wylałam na Nią wszystkie moje myśli i uczucia. Zawsze szukałam winy w sobie, sama sobie nie pozwalałam czuć, nie dopuszczałam myśli, że Ona też jest winna. Powiedziała mi, że jestem pieprzoną kur… I później też oczywiście nie przeprosiła. Ja nigdy Jej tak nie wyzywałam, ale to zawsze ja -wg Niej-jestem winna. Potem trochę chyba zrozumiała, bo powiedziała, że być może była zajęta sobą i nie poświecała mi czasu, ale teraz zauważam, że wszystko znów chyba wraca do „normy”. Nienawidzę w Niej tego, że jak ja okażę Jej swoje uczucia, jakieś słabości, wyciągnę przysłowiowy palec, to Ona chce mnie całą połknąć, zasypać swoimi problemami i sprawami. Jak pijawka. A na dodatek – na pewno kiedyś wyciągnie moje słabości, aby mnie w to miejsce zaatakować i tam wbić szpilę. I jeszcze powie, że to dla mojego dobra. Ale wiecie, mam dosyć. Przestaję reagować na Jej zagrywki! Mam dosyć życia w ciągłym poczuciu winy. I nauczę się, jak sie od Niej odciąć emocjonalnie. Bo inaczej się wykończę! Jak ja czasem mam dosyć własnej matki!!!

  • Anna Czyrska pisze:

    Jestem artystycznie uzdolniona, najmłodsza z rodziny.
    Mieszkałam sama we Wrocławiu a teraz w Leuven za pieniądze mamy.
    Mam wrażenie,że mama decyduje o wszystkim a każdy i tak jej słucha.
    Decyduje ile powinna mi dać,że powinnam skończyć studia.
    Mówi,że jestem nieżyciowa, kontroluje to z kim się spotykam.
    Mam powodzenie ale lokuje nieszczęśliwie swoje uczucia.
    Cały czas słyszę,ze ona robi to z miłości,dla moje dobra.
    Nie umiem z Nią rozmawiać bo to ja jestem ta niewdzięczna i zła córka.
    Uciekam w sztukę, mam problemy emocjonalne.
    Nie umiem żyć w zgodzie ze sobą.Mam 25 lat i nie mam NIC.

  • martyna pisze:

    zgadzam sie z tym artykulem i z komentarzami, moja matka to typowy przyklad toksycznej matki- te jej zachowanie i nie chce sie zmienic, szkoda tylko ze mnie na tyle zniszczyla, ale sie postawilam i probuje byc silna osobowoscia zeby sie jaj przeciwstawic, ale i tak najlepiej to ja kponac w dupe i sie fizycznie oddalic, zobaczymy na kim bedzie sie wtedy wyzywac, nie mam pracy bo ona ma prace i mnie zabiera ze soba za co mi nie placi i mam jej sprzatac i gotowac bo jak nie ma obiadu to robi awantury, nie mam chopaka bo wsztstkich odgania ode mnie chce miec mine zaborczo dla siebie jednoczesnie mowi ze mnie nienawidzi, co za toksyczna matka! wszystkich krytykuje , steka, krzyczy i tylko ona ma racje ona tylko wszystko dla siebie egoistka, nienawidze jej i wcale nie mam poczucia winy trudno toksyczna matka sie nigdy nie zmienie dla mnie jest skreslona zalosna bardzo jej nie lubie aha i jescze kontroluje moje godziny chodzenia spac i zalatwia za mnie sprawy plus zszywa i pierze moje majtki mimo ze jej nie ppozwalam, szpera w moich rzeczach, zawsze przy niej mam pecha bo to ona zawsze musi pokazac sie lepsza a mnie traktuje jako 5 laetnie dzickeo mimio ze mam juz 25 lat, wyzywa mnie, mam wrazenie ze jakbym zaczela swoje zycie powazna prace i miec znajomych i meza to by sie ostro zdziwila, ona mi niszczyz zycie, wyjade za granice zaczne na nowo zycie, i nawet sie o tym nie dowie, przykro mi ale toksyczne matki naprwde istnieja i ona jest tego przykladem i ja jestem spokojan osoba ale ona jest diablem, do tego byl ojciec alkoholik ktory nie interesuje sie mna ani matka czy mamy na zycie, wiec ona wszystkie swoje zale leje na mnie ale ja sie bronie i stawiam czloa i wiecie co ze widzi ze nie moze mi wchodzic na glowe tylko zeby jeszcze wyjechac wogole nie czuje z nia zwiazku czasem mie sie zdaje ze ona jest zboczona-podchodzi do mnie i tak steka jakby byla podniecona- a ja odchodze od niej jak najdalej i chce byc samodzielna i nie boje sie tego zeby przerwac ten chory uklad, szkoda tylko ze mam przez to slabe zdrowie przez toskyczna matka ona znaca sie nademna psychicznie, i dreczy mnie

  • ewuś pisze:

    hej
    miałam troszke odpoczynku od mamy bo była u brata nawet nie wiecia jak odpoczęłam. Gdyzbliżał się jej dzień powrotu zaczęłam się dziwnie bać nie wiem czego. pojawił się jakiś lęk. nie minęło dwa dni a zaczęły się pretensje. a mianowicie dostałam prace i zarabiam od 1000zl mama zaczęła mi wyrzucać że za mało…chciałam iść na jężyk angielski to zrobiła mi awanture że po co mi ten język lepiej abym poszła na podyplomówkę, dziwne to wszystko, staram się jej przeciwstawiać a nie moge cały czas ją kłamie dla świętego spokoju nawet wczoraj umówiłam się z chłopakiem że do niego przyjde to dla świętego spokoju powiedziałam że ide do koleżanki gdy mnie odwoziózł do domu tylko patrzyłam w okno czy nie widzi z kim wracam. razem z chłpakiem mamy plan aby jechać do ogrodzieńca pochodzić pozwiedzać(to nasza pasja) i już tydzień wcześniej się zastanawiam jak jej to powiem…a z drugiej strony zachowuje się jak mała dziewczynka która robi coś złego. staram się z tym walczyć ale jest bardzo ciężko

  • Kate pisze:

    Kobiety drogie co wy same sobie szykujecie? Kasiek ma racje; jestescie uzaleznione od swoich toksycznych matek i nie widzicie, jak bardzo one Was niszcza. To jak zwiazek z alkoholikiem.

    Jestescie dorosle i nikt nie ma prawa Was wyzywac od idiotek, lekcewazyc i drwic z Was. Macie prawo i obowiazek bronic sie przed takimi osobami. Wasze matki sa chore, maja koszmarne problemy same ze soba, jakies kompleksy i wyzywaja sie na Was.

    Ja na szczescie mam normalna matke, ale ktos inny chcial zagarnac moje zycie i wtracal sie w nie za kazdym razem, bo byl starszy i mial troche wladzy a ja bylam zwyklym szarakiem. Bylam szantazowana, gnebiona, wydrwiona nie raz. Nie mialam za bardzo pomocy od rodziny, bo bylam sama, z dala od nich. Na szczescie znalazlam sile w sobie i powiedzialam; dosc!
    Najwieksza kara dla takich toksycznych osob jest pokazanie im, ze Was to nie rusza, co one mowia, ze sie nie boicie i nie martwicie o utrzymanie kontaktow, robicie swoje, i te toksyczne osoby nie wiedza co sie u Was dzieje i nie maja wtedy wladzy nad Wami. Otwarcie mowcie, ze nie zyczycie sobie takich slow, nie sa prawdziwe i nie macie zamiaru byc dalej manipulowani. Bo jestescie ofiarami manipulantow- wywolywanie poczucia winy to niestety manipulacja. Macie chronic bezwzglednie swoja prywatnosc!

    Kasiek ma racje, Iga jak mieszkasz z matka wyprowadz sie gdziekolwiek, wyjedz do pracy daleko. Jesli nie ma widokow na prace to sa wolontariaty roczne i nawet dluzsze, bezplatne, ale zapewnione jest utrzymanie. Trzeba wyjechac jak najdalej i pokazac, ze samemu daje sie swietnie rade. Nie potrzebujecie opieki mamusi, bo jestescie dorosle, to mamusie potrzebuja Was, zeby miec na kim sie wyzywac i poczuc sie wazniejsze, a to jest chore!!!

    Iga nie masz obowiazku sie tlumaczyc, a matka nie ma prawa kontrolowac Ciebie! Jestes dorosla i na tyle mloda, ze mozesz ulozyc sobie zycie, zalozyc rodzine. Tylko z dala od matki. Zostanie sama i wtedy nie bedzie miala na kim sie wyzywac.

    Kiedy narzekajaca matka bluszcz chce zrzucic na corke odpowiedzialnosc za swoje zycie,zacznijcie tez narzekac, wymyslcie klopoty i domagajcie sie pocieszania, zobaczycie reakcje mamusi. Nie macie obowiazku przezywac zycia za matki, one sa dorosle i konsekwencje maja ponosic same.
    Matka mojej kolezanki narobila koszmarnych dlugow i zostawila jej to na glowie, nie ma dziewczyna nawet na chleb, bo cala wyplate przeznacza na splate dlugow. Moja kolezanka sie nie poddaje i szuka pracy wszedzie gdzie moze, ale o matce nie chce slyszec. Jesli matke nie interesuje zycie dziecka, albo gnebi dziecko na kazdym kroku to dlaczego dziecko ma to znosic?

    Dziewczyny, ktore macie mezow i wlasne rodziny- rodzina to Wasza TWIERDZA i nikt nie ma prawa Wam sie wp…. do domu z buciorami.
    Nie trzescie sie na sygnal telefonu i nie tlumaczcie sie ze wszystkiego. STOP zdawania relacji co robilyscie, to sa Wasze rodzinne sprawy, mamusia ma tatusia i oni maja swoje sprawy.
    Nie dzwoncie, jesli matka Was nie szanuje i obraza, jesli potem sama zadzwoni a rozmowa staje sie nieprzyjemna, konczycie rozmowe slowami; nie podoba mi sie twoja postawa, twoje slowa, nie zycze sobie, abys tak mowia, to nieprawdziwe i nieuczciwe. Odkladacie sluchawke. NIE MA ZADNEGO TLUMACZENIA SIE MAMUSI!!!! NIE MA TAKIEGO OBOWIAZKU!!! Jestescie na tyle silne aby tak zrobic??? Jestescie dorosle i macie byc niezalezne!!!

    Jesli macie po takiej akcji wyrzuty sumienia to znaczy, ze jestescie zmanipulowane do szpiku kosci. Te wyrzuty sumienia sa falszywe!!!! Zapiszcie sobie to zdanie na kartce i powiescie na lustrze; „To sa falszywe wyrzuty sumienia, mam prawo do wolnosci i szacunku!!!”

    Im mniej bedziecie sie tlumaczyc, tym mniejsza wladze bedzie miec matka nad Wami. Nie tlumaczyc sie, nie komentowac, a jesli manipulant zaczyna na Was narzekac mozna powiedziec; „jak wolisz, jesli sie lepiej po tym czujesz, ze komus musisz dokopac”, obowiazkowo z usmiechem na twarzy:) To dziala jak srodkowy palec, ale kulturalnie.

    W takich relacjach nie ma prawdziwych uczuc rodzinnych, matka w takim przypadku jest oprawca. Mozecie przez swoja zmiane postawy doprowadzic do opamietania sie matki, do polepszenia relacji miedzy Wami, albo chociaz, co najwazniejsze do ochrony siebie i zachowania zdrowia psychicznego i szacunku do siebie. Wasze dzieci na Was patrza i maja prawo do usmiechnietej, zdrowej mamy, a nie zaleknionej i trzesacej sie. Wy jestescie odpowiedzialne za swoje dzieci, a nie Wasze mamusie, nic im do tego co gotujecie na obiad, co kupujecie, bo jestescie rozsadnymi kobietami a nie wariatkami.

    Rozpisalam sie, ale moze ktoras z Was pozbedzie sie tego paralizujacego strachu, ktory ma ogromne oczy. Kobiety, ten strach Was nakreca i wypacza zdrowe myslenie, cierpicie niepotrzebnie z powodu falszywych wyrzutow sumienia. Waszym obowiazkiem jest bronic sie nawet przed wlasna matka.

    Rodzice maja obowiazek opiekowania sie swoimi dziecmi, az osiagna samodzielnosc, bo sami je powolali na swiat. To jest sprawa natury i gadanie o wdziecznosci za wychowanie jest nie na miejscu.

    To bardzo przykre, ze za swoje malzenskie niepowodzenia, matki wyzywaja sie na dzieciach. Jak mozna kochac dziecko skoro sie ojca dziecka nienawidzi, nie znosi, obwinia. Tutaj potrzeba pomocy psychologa albo psychiatry, i na pewno nie wolno pozwalac tak sie traktowac.
    Szukajcie pomocy w poradniach psychologicznych, u pedagoga szkolnego czy psychologa, tylko nie badzcie ofiarami.

    Dzieci wyczuwaja, ze dziadki ich nie lubia, nie akceptuja i maskowanie tego przed dzieckiem na nic sie zda, bo dorosnie i samo odczuje to na wlasnej skorze. Moja babcia ( mamam taty) mnie nie lubila, mojej mamy tym bardziej i moja mama nie tlumaczyla jej, ani mnie przeciwko niej nie buntowala, tylko powiedziala, zebym sie nie martwila, bo to nie jest moja wina, tylko babcia ma problem. Dziecko nawet male wiecej widzi i czuje niz nam sie wydaje. Warto uprzedzic dziecko, zeby niczego babci czy dziadkom nie mowilo co w domu sie dzieje. Dziadkowie tez buntuja dzieci przeciwko rodzicom, a to jest podle.

    Dziewczyny nie poddawajcie sie i nie miejcie wyrzutow sumienia walczac o siebie i swoje rodziny przed toksycznymi rodzicami, to Wasz obowiazek!

    Pozdrawiam serdecznie

  • Kate pisze:

    jeszcze dodam; nie pozwalajcie sie bic po twarzy czy ponizac. Wasze matki sa chore psychicznie, to przemoc fizyczna i psychiczna. Jesli dochodzi do wyzwisk i rekoczynow, to warto dzwonic na policje, za kazdym razem. Proba podpalenia to juz przestepstwo, to potencjalny morderca, nie wolno lekcewazyc takiego koszmarnego zachowania.
    Mozna nagrac na telefon, dyktafon jak matka sie odzywa do Was, niech sasiedzi i znajomi poznaja jaka koszmarna osoba jest mamusia, niech bedzie jej wstyd. Nie ludzcie sie, ze sasiedzi tego nie slysza i nie wiedza, jakie pieklo Wam matka gotuje. Takie matki sa oporne na prawde, ze sa potworami, jedynie wstyd przed innymi moze je troche powstrzymac, ale trzeba sie nie bac o tym mowic glosno.
    Nie badzcie pokorne i ciche, one krzycza to Wy mowcie glosno i stanowczo, nawet powtarzajcie ich slowa. Dziewczyny Wasza cichosc, niby niezaradnosc, brak stanowczego oporu tylko podsyca ta chora postawe. Zobaczcie jak jestescie silne, ze tyle potrafilyscie przez lata przetrzymac, teraz czas zmienic taktyke, bo szkoda zycia.

  • Sachmet pisze:

    Echh jak dobrze wiedziec ,ze nie jest sie sama z takim problemem.Moja matka minela sie z powołaniem,powinna zostac policjantem sledczym.Z lodówki zniknelo wiecej sera,czy czegokolwiek zaraz podejrzenia o Bog wie co.Kieliszki poprzestawiane czy nie daj Boze jescze mokre ,juz twierdzi,ze impreza byla.No i oczywiscie meldowanie sie gdzie ide (dokladnie),z kim,jak wroce.Oczywiscie swoja tokstycznosc objawia tez w relacjach z moim narzeczonym.Za kazdym razem słysze ,że zasługuje na kogos lepszego,ze on jest nikim.Ze burak,ze ze wsi (moj tato tez jest spod miasta (!) ).I co gorsze ,zaczela opwiadac te wszystkie rzeczy osobom postronnym.Pamietam jak nienawidzila kazdego faceta ktory przychodzil do mnie.Zawsze tylko przykre uwagi,komentarze ironiczne.Niby słodka i uprzejma ale we wnatrz potwor i wredna zmija.Cala ta gorycz oblepiona słodka panierka.
    Nie wiem co z nia zrobic.Kazde swieta sa horrorem.Wole jezdzic do tesciow,uwierzcie mi naprawde! niz do wlasnej matki.A matka jeszcze jest chora i po rozwodzie.Wiec wszyscy oczekuja ,ze bede z nia w swieta,bo inzcej wyrodna córka.
    Moze doradzicie mi cos..prosze,ja juz nie wiem co robic,zeby sie nie zalamac.

  • ewuś pisze:

    sachmet podajmy sobie ręke…u mnie to samo jest mi bardzo przykro jak komentuje mojego chłopaka pod każdym względem też POWINNAM mieć ładniejszego i wogóle lepszego, tylko że myśle że taki się jeszcze nie narodził i każdy byłby zły.Nawet mu nie odpowiada dzień dobry. (tym bardziej nie ma mu tak naprawde co zarzucić) Gdy dostałam kwiaty od niego to powiedziała że chce mnie kupić nimi boli mnie to bardzo ale cóż milcze i mówie za każdym razem że to moje życie i chce go przeżyć sama.

  • Sachmet pisze:

    Ewuś mam to samo.Warczy na kazdego kto przyjdzie do domu,choc to rowniez MOJ dom.Nikt do mnie nie przychodzi,bo wstydze sie jej zachowania.Tylko moja przyjacilka to znosi.Moze pogadamy jakos na priv??

  • ewuś pisze:

    Sachmet ok. daj mi jakiś namiar odezwe się napewno

  • Sachmet pisze:

    13163784 moje gg:)

  • lisa pisze:

    a ja mam toksyczna babke. nienawidze jej. walcze z nia i dlatego sa ciagle awantury ktore mnie oslabiaja. stoi jedna noga nad grobem ale wciaz chce wszystkich pouczac i kontrolowac. jest ohydna. nie daje oddychac ani rozwijac sie. powinnam byc od niej 1000 miles away ale jestem w tym samym, duzym, ale i tak ciasnym domu. na innym pietrze, ale to i tak za blisko. na razie nie moge sie wyniesc z powodow finansowych. ale ona mnie dobija swoja obecnoscia.jestem wlasnie po awanturze. najgorsze sa te slowa ktore mowi. i ktore mowie ja. nie chce tak mowic chociaz to wyraza to co czuje. nie chce slyszec takich rzeczy. chce zeby przestala istniec w moim polu percepcji na zawsze. dzisiaj jest rocznica smierci mojego taty. to on powinien zyc.

  • Kaśka pisze:

    Witam Was,
    Jak dobrze, że znalazłam to forum. Moje życie jest wspaniałe, mam starownego, kochającego męża, dwoje wspaniałych dzieci, dom, pracę, stabilność i miłość. Dzisiaj mija dokładnie 10 lat jak wyjechaliśmy z mężem z mojej rodzinnej miejscowości i dzwoniąc dzisiaj do mamy usłyszałam, jak co roku szloch, depresję, ból głowy… to rocznica przecież, pochowała córkę. Córka uciekła, odpępniła się, jest szczęśliwa, stara się, a im lepiej układa się w moim życiu, tym większą depresję ma moja mama, im ja szczęśliwszą matką, żoną, tym Ona bardziej chora. Dziewczyny, chociaż to drastyczne, cieszę się, że nie jestem sama, bo winy za złe relacje wciąż szukam w sobie, pogłębiając się w deprechach. Cieszę się, bo jest/ są inne powierniczki mojego życiowego problemu.
    Nie jestem dzisiaj w stanie po przeczytaniu Waszych historii, opowiedzieć swojej,muszę znaleźć siłę. Dziękuję, że jesteście, dziękuję, że jest ktoś, kto rozumie.
    pozdrawiam Was serdecznie

  • Sachmet pisze:

    Droga Kaśko,mozna by rzec ciesz sie bo nie mieszkasz juz z matka masz ją daleko.Ale z drugiej str rozumiem Cie.Moja „kochana”mamusia powiedziala mi ostatnio,ze lepiej by bylo gdyby moj narzeczony mnie zdradzil,bo wtedy byla bym wolna!I ona moglaby znalesc mi odpowiedniego jej zdaniem kandydata na męża dla mnie.Czy to normalne?Zamiast cieszyć się moim szczesciem,ona mnie dołuje.Nigdy go nie polubi,nie zaakceptuje chocby nie wiem co zrobil.To dla mnie bardzo przykre.Wrecz niepojęte.Matka by chciala zebym zostala z nia na zawsze.Rozumiem boi się samotnosci i nie daje mi odejsc ale przytłacza mnie to.

  • Sachmet pisze:

    heh a dodam jeszcze,ze mialabym gdzie sie wyniesc ale nie moge.Ciotka obiecala mi mieszkanie ,ale moja matka takich rzeczy jej nagadala o mnie i o moim zyciu ,ze tamta sie rozmyslila.Poprostu swietnie :/

  • Nati pisze:

    Mam 31 lat i powazny problem z Matka od lat,jestem po rozwodzie mam mala coreczke Ona patrzy na to wszystko jak matka mnie traktuje co bym nie zrobila jest zle gdy zaczelam wyznaczac granice bylo jeszcze gorzej bo chodziłą po znajomych i opowiadal jak strasznie ja traktuje..Bardzo bym chciala sie wyprowadzic z domu i byc z daleka od niej .Nikt mnie tak nie upokorzyl jak moja matka.To straszne bo chcialabym ulozyc sobie życie od nowa a Ona robi wszytko zeby tak nie bylo nie moge na to pozwolic to jakis koszmar!!!!Jeszcze mieszkam z matka i ocem i slysze masz robic to co Ci kazemy bo jestes pod naszym dachem.Koszmar.Mam nadzieje ,że uwolnie sie z tej toksycznej rodziny!!Pozdrawiam wszystkich z podobnym problemem.

  • alinka pisze:

    Jejku, jak dobrze jest przeczytać że jest więcej osób, które wiedzą co czuję. Boże… Mam toksyczną matkę i jak tak czytam Wasze historie to wszędzie ją gdzieś odnajduję.

    I jak tak czytam i czytam to mi się przypomina historia jak wróciłam ze szpitala po urodzeniu dziecka. Moja matka się pyta czy przyjechać, na co jej powiedzieliśmy, że może lepiej następnego dnia, bo musimy sobie wszystko poukładać, ja muszę trochę odpocząć. Pech chciał, że tego dnia co wróciłam ze szpitala wpadała do nas bez zapowiedzi moja teściowa – mało elegancko, ale sama szybko uznała, że lepiej dac nam odetchnąc i sobie poszła. Kiedy moja matka przypadkiem się tego dowiedziała… Boże….Mimo, że znała całą historię, wiedziała że wizyta była bez zapowiedzi, mimo to zrobiła mi, matce noworodka, wykończonej po trudach porodu, jazdę przez telefon (gigantyczną!) i na koniec się obraziła. No cóż, tylko tego mi brakowało…

    Takich historii mam na pęczki i większość z nich kończy się stwierdzeniem, że jej nie kocham, traktuję ją jak obcą osobę, nie wie gdzie popełniła błąd, jestem niedobrą córką i wielka obraza z kilkudniowymi (w najlepszym wypadku) cichymi dniami połączonymi z wrednymi tekstami sączonymi jadowitym tonem (głównie o moim „leniwym mężu”, który „mnie nie kocha” i „woli swoją mamusię od swojej rodziny”)

  • patrycja pisze:

    Witam Was.
    Myslałam juz,ze zostałam sama na świecie z podobnym problemem jak Wy.Moja mama zawsze dbała o to bym miała wygodne zycie jako dziecko, ładne ubrania itd. Oczywiście to bardzo wazny element zycia i niektórzy przynajmniej tyle by chcieli miec.Jednak dopiero gdy dorosłam dostrzegłam, iz mama nie akceptuje prawie zadnych moich decyzji, nie szanuje niczego co jest dla mnie wazne.Temat związków damsko-męskich oczywiście był tematem tabu zawsze.Nie akceptowała NIGDY zadnego z moich chłopaków, byłego męza, aktualnego przyjaciela.NIKOGO.Oczywiście gdy miałam 18-22 lata to sytuacje te były poparte kłótniami, płaczem ale i tak nigdy niczego nie zmieniły.Gdy wyszłam za mąz szybko przestała akceptowac mojego męza-podobno przyczyna było jego fatalne zachowanie względem mnie.Fakty są takie,iz mój mąz zle mnie traktował, kłóciliśmy się i naprawdę był to cięzki czas dla mnie ale moja mama wiedziała niewiele na ten temat.Traktowała go naprawdę czasami okropnie, ignorowała, obgadywała.Właściwie jak wyzaliłam się,ze nie układa mi się w małzenstwie,ze jest cięzko-ruszyła z mieczem do walki.Ja miałam 27 lat i chciałam tylko wsparcia, pogodzenia nas.Gdybym wiedziała,ze tak będzie-nie mówiłabym o niczym.W kazdym razie było to tak,ze nigdy nie pomogła mi załagodzic moich konfliktów małzenskich, nigdy nie próbowała nawet.Stale obgadywała, nabijała się,obrazała, nie odzywała, wychodziła z pokoju lub nie wchodziła do niego gdy byliśmy w odwiedzinach.Nie będę rozpisywała się o powodach mojego rozwodu bo to nie temat w tej chwili.Napomknę tylko,iz zawsze szantazowała mnie Wigilią tzn. tym, iz muszę byc.Zawsze.Kazdego roku.Dodam,ze mama nie jest samotna i opuszczona.Gdy była w stanie wojny z moim byłym męzem-musiałam stawic się sama z dzieckiem na Wigilii.I się stawiałam.Aktualnie jestem z kimś związana, kochamy się ale nie mieszkamy razem.Juz dłuzszy czas nam się to tak wlecze z tym zamieszkaniem, no ale to w koncu moja sprawa.Uwazam,ze nam się poukłada bo do tego to wszystko zmierza.Zresztą rozumiemy się i jest nam dobrze.Moja mama znudzona długotrwałym czekaniem na rozwój sytuacji postanowiła,ze nie akceptuje mojego partnera i nie chce go widziec.Kropka.Nie pyta co robimy, gdzie byłam, jak było na wakacjach. Nie pyta o nic.Nie ma mowy o spotkaniu, nie ma mowy o niczym.Kiedyś w przypływie juz sama nie wiem czego-moze słabości powiedziałam jej, ze jest mi tak średnio z nim jak nie mieszkamy razem,ze bym chciała czegoś więcej.No taka rozmowa kobiety z kobietą.Błąd.Wszystko zostało uzyte przeciwko mnie.Nie wysłuchała, nie przytuliła, nie porozmawiała.Aktualnie nie uznaje człowieka ,którego ja bardzo kocham a moje dziecko bardzo lubi.Poza tym mama potrafi mi kupic ładną rzecz, dac pieniądze-to wszystko jest bardzo wazne w zyciu, nie jest tak,ze ja to mam w nosie.Jednak my nie rozmawiamy, nigdy nie przyjdzie nawet na kawę do mnie albo tak przez przypadek przechodząc obok mojego bloku.Nigdy.Nie wiem co dalej, jak mam układac nowy związek.Zrezygnowac dla mamy??Zrezygnowac tylko po to by uniknąc wszystkich trudnych sytuacji??Moze ja coś zle odczytuję,moze cos mogę zrobic?Ale co?Zapomniałam dodac.Mam 36 lat i całkiem duze dziecko.

  • Sachmet pisze:

    Patrycjo ,doskonale rozumem Twoj problem.Nawet nie wiesz jak bardzo jest mi bliski.Moja matka rowniez nigdy nie zaakceptowala mojego partnera.Nigdy nie moglam do niej przyjsc jak corka do matki,wyzalić sie ,ponarzekac.Czesto płakałam przez nia.Byly dni gdy chcialam sie spakowac i wyniesc,gdziekolwiek.Byleby dalej od niej.Niestety musze z nia nadal mieszkac wiec mam jeszcze gorzej.Moj męzczyzna nie moglbyc w domu kiedy ona wraca z pracy.Uwierzcie mi ale czulam sie jak żona ukrywajaca kochanka.Dosłownie.Matka nie musiala nic mowic jej pełen potępienia wzrok wyarazal wiecej.Czułam sie jak mala dziewycznka ktora coś zbroiła.I tak jest do dzis.
    Co mogę Ci powiedziec..nie rezygnuj ze zwązku.Jesli jestes w nim szczesliwa ,ale naprawde szczesliwa nie zrywaj.Wiem,ze to nie jest latwe jesli ma sie taka mamuśke jak nasze.Nie rezygnuj ze swojego szczescia.Bo wtedy matka stłamsi Cie i zawsze bedzie miala nad Toba wladze.
    A ze świetami mam to samo.Tylko,że jestem w gorszej sytuacji,bo moja rodzicielka jest po rozwodzie i na dodatek choruje.Wiec sama rozumiesz,wszystcy zgodnie oczekuja ,ze ja rzuce wszystko i bede spedzac Wigilie z nia.NIe wazne ,że bede miala wlasna rodzine.Przeciez ona jest samotna i chora a ja wyrodna córka.
    Może nie mow mamie o swoich kłoptach domowych…masz pewnie jakąś przyjacilke:) czasem one są nam blizsze niz nasze wlsane matki.

  • patrycja pisze:

    Dopiero teraz widzę ile popełniałam błędów jako zona.Nie chroniłam swojego domu przed wnikliwa analizą i komentarzami mojej mamy, nigdy nie zrobiłam nic po swojemu.A jeśli zrobiłam-to było obrazanie się, komentowanie.Moja mama obraziła się kiedyś na mnie za to,ze zrobiłam remont łazienki i wymieniłam stare okna na nowe.Ona miała w planie naprawę starych okien w moim domu.Obraziła się o to,ze postanowiłam po roku siedzenia w domu z dzieckiem iśc do pracy.Nie przelewało nam się od nadmiaru pieniędzy a i ja chciałam juz trochę wyjśc do ludzi.Obraziła się gdy po roku zmieniłam prace na lepiej płatną i blizej miejsca zamieszkania.Taki sytuacji było wiele.Z aktualniejszych to na przykład-komentarze dotyczące planowania przeze mnie urlopu: ze zle, ze za daleko, ze gdzie ja wlokę dziecko,ze jezdzi się autokarem i zwiedza a nie lezy na plazy itd., ze na narty jezdzi się w Polsce tylko.Nadmienię,iz moje dziecko zawsze jest zadowolone z udanych wakacji, zawsze coś zwiedzimy przy okazji i w ogóle jest super.Gdy miałam ostatnio problemy zdrowotne-usłyszałam,iz „sama siebie zjadam” a cała reszta wynika z tego ,ze jem mało i byle co.Podejrzewano u mnie chorobę autoimmunologiczną i byłam w trakcie badan a jeśli chodzi o jedzenie to mam wagę prawidłową (moze nawet 2 kg za duzo) i nie jem byle czego.Gdy czasem płakałam po rozwodzie a przez przypadek mama dzwoniła do mnie-to jedyne co mówiła to to,ze to dziecko zwariuje przy mnie,ze załatwi mi psychiatrę i,ze ma dosyc moich stanów.Dziecko nie zwariowało, ma się dobrze.Ja juz tez doszłam do siebie chociaz było mi cięzko czasami.Stopniowo dochodzę-dopiero teraz-do wniosku,ze moze ten toksyczny układ matka-córka tak mi dawał w kośc.Moze jestem podła jak wiele razy słyszałam?Moze to moja wina,ze tak jest?Przeciez matka całe zycie mi poświęciła, nigdzie nie jezdziła, stale troszczyła się o mnie.Tak mówi zawsze.

  • Sachmet pisze:

    Pati taki uklad nas niszczy.Powoli jak na torturach.Napewno nie jestes podła.Chcesz tylko swojego życia,a to nic złego.Nie wiem czy masz rodzeństwo ale jesli nie to moze troszke i tu tki problem.Wyfrunęło z domu jej jedyne dziecko-Ty.I nie wie co ze soba zrobic.Moze dlatego ciagle sie wtraca,bo nie ma wlasnego życia.Ja rowniez wiele razy słyszałam ile to matka dla mnie robi a ja nie chce jej podac szkalnki herbaty.Czulam sie z tym paskudnie.Żylam w przekoniau jaka ja jestem podła ,wredna.Moze male rozluźneinie kontaktów z mama cos by dało.Nie dzwonic codziennie,ablosutnie nie meldowac co sie robi itd.Moze cos to zmieni w jej mysleniu.Że nie ma nad Tobą wladzy.

  • patrycja pisze:

    Jest mi wstyd,ze tak jest.To jest okropne,iz mając 36 lat jestem stale poddawana ocenie, krytyce.Stale widzę baczne spojrzenie dotyczące tego jak jestem ubrana, docinki na ten temat.To jest najmniej istotne jak ktoś jest ubrany, przeciez jest milion innych tematów o których powinno się romawiac.A nie stale obserwowac mnie i doradzac, kontrolowac, krytykowac.Z moja mamą nie rozmawiam o moim zyciu prywatnym juz wcale.Więc tez czuje się tym urazona.Nie ma czego obgadywac, podsumowywac.Jak mam rozmawiac jeśli zawsze uzywała wszystkiego czego ode mnie się dowiedziała do komentarzy, własnej wojny.Właściwie kazdy jest głupi a mało tych osób juz zostało do oceniania.Nie wiem dlaczego kupuje mi jakiś ciuch i kaze nosic-nawet przez myśl jej nie przejdzie,ze mnie się nie podoba.Nie pyta przeciez.Ja juz nie mam siły.Wstyd.To jedno co cały czas mnie dręczy.Jak mam to opowiedziec mojemu partnerowi.Co z tym zrobic?Dalej udawac,ze jest ok jak nie jest?Naprawdę nie mam siły.

  • Sachmet pisze:

    Ja mam troche mniej lat ale rowniez i moje życie jest pod jej ciagla krytyką.Ciągle czuje jej wzrok pełen pogardy dla wszystkiego co robie.Wszytsko cokolwiek jej powiem jest przeinaczane ,obraca sie przeciwko mnie.Nie mam prawa do swojego zycia,ona wie lepiej.Jak próbowalam miec swoje zdanie,to slyszalam ,ze jestem „niegrzeczna ,prostacka,chamowata „itd.
    Ciagle robi mi uwagi,że mam tylko licencjat,ze moze bym znalazla w koncu prace.A ja jej szukam! A ciuchy zawsze mozna sprzedac lub oddac;) Ja swojemu partenrowi tak,że moja mama ma specyficzny charakter.Pogadaliśmy szczerze,jesli Cie kocha ,zrozumie.Ale nie pozwol na to zeby mamuska wtracala sie w Twoj zwiazek.Ja swojej nigdy nie mowie, czy jest źle czy dobrze.Co u nas słychac itd.Jest to dla mnie bardzo przykre,bo chcialabym sie dzielić moim zyciem.Ale jest jak jest.Ide do przyjaciolki sie wyzalic.
    Naprwde pogadaj ze swoim facetem.Nie musisz mowic wszystkiego,powiedz jaka ona jest.

  • trawa pisze:

    Witam.

    Mam toksyczną matkę. Moja toksyczna matka jest ofiarą toksycznych rodziców. Nie chcę być toksyczną matką dla swoich dzieci bo dzięki Bogu widzę to i nie popadam w tą matnię nieświadomie. Ale dzień po dniu jest coraz gorzej.

    Może macie ochotę poznać moją sytuację i podzielić się przemyśleniami? Jak zwykle z historiami życia bywa- jest długa ale mam nadzieję, że znajdziecie w sobie trochę cierpliwości.

    A więc 55 lat temu…

    Dwa lata małżeństwa moich dziadków było podobno sielanką. Do momentu kiedy urodziła się ich pierwsza córka a rok potem moja matka. Mój Dziadek- dziecko toksycznych rodziców spędził dzieciństwo tułając się od ciotki do ciotki, od wsi do wsi bo nie było dla niego miejsca w domu rodzinnym. Moją Babcie spotkał i wziął za żonę chyba po to, żeby mieć kogoś kogo będzie mógł kochać i poddawać się trosce matczynej. Tak postępowała Babcia. Do momentu kiedy nie pojawiły się dzieci byli małżeństwem opartym na opiece Dziadka przed okrutnym i krzywdzącym światem. Córki stały sie kamieniem o który się wywrócił. Nie był w stanie podzielić swojej miłości pomiędzy Babcię a córki, stał się chorobliwie zazdrosny, zaczął bić Babcię, ignorować dzieci, z czasem wyprowadził się raz, potem kolejny, za każdym razem zabierając z domu wszystko co mieli. Wszystko, łącznie z łóżkami. Szukał pociechy u innych kobiet. Potem wracał bo babcia mu przebaczała i bicie zaczynało sie od początku. Moja ciotka jako osoba mniej wrażliwa nie bardzo brała na siebie przeżycia z domu, szybko stała się samodzielna ale do dziś jest w sumie starą panną, bez dzieci z materialistycznym i bezdusznych podejściem do ludzi. Nie angażuje się emocjonalnie w nic i w nikogo.

    Moja matka wzięła na siebie rolę dziecka-bohatera. Broniła Babci, nie spała po nocach i pilnowała, żeby nie stała się jej krzywda. Z czasem stało się to jej obsesją, tymczasem Babcia poddawała się jej wpływowi i oddawała władzę nad związkiem matka-córka. Kiedy moja matka miała 18 lat, sama wysłała papiery rozwodowe i doprowadziła do rozwodu rodziców. Od tego czasu Babcia pozostała z nią w nierozerwalnym związku, który trwał do dnia jej śmierci 6 lat temu.

    Mojego ojca poznała w wieku 22 lat, po 5 latach narzeczeństwa wzięli slub i okazało się (choć nadal zastanawiam sie jak można przez tyle lat tego nie zauważyć), że mój ojciec jest alkoholikiem. Był inteligentny, obyty, pomysłowy, zabawny, odważny- przeciwieństwo brutalnego i gburowatego jej ojca, wiec podejrzewam, że zadziałała tutaj magia inności.

    Rozwiedli sie kiedy miałam 5 lat. Nie pamiętam awantur, picia, sikania do łóżka, wieszania się, wizyt Milicji. Wszystko to znam z opowieści, które z roku na rok stają się coraz bardziej barwne, przekoloryzowane i co najgorsze… mam je światek piątek i niedziele, opowiadane na każdą okazję. Ale o tym potem. Przez całe życie słyszałam, że rozwiodła się z nim, żebym miała zdrowe dziecińswto.

    I tak było. Moja matka została samotną matką, Babcia nauczycielka odbierała mnie ze szkoły, dawała obiad, odrabiała ze mną lekcje, właściwie wychowywała. Matka pracowała od 8 do 18, wracała dostawała obiad, Babcia brała swoje torby i szła do siebie. Nie narzekam. Były pieniądze, spokój, stateczność a przede wszystkim szacunek, miłość i troska o mnie ze stwony obu. Byłam ich oczkiem w głowie. Z rodziną ojca nie miałam kontaktu bo matka kompletnie się z nimi nie dogadywała, winiąc za fakt, że zataili kwestię alkoholu itp. Ze swoją siostrą kontakty ograniczały się tylko do awantur „Ty nigdy nie kochałaś mamy tak jak ja!”. Aż pobiły się po Babci śmierci i od tego czasu zerwały kontakt.

    W wyrazie wdzięczności byłam dzieckiem pokornym, posłusznym, bez własnego zdania, współpracującym itp. Nie miałam okresu buntu, nigdy nie zafarbowałam włosów na dziki kolor, nie zapaliłam papierosa, nie wzięłam do ust grama alkoholu. Byłam inteligentna, wiec podstawówkę skończyłam z samymi czerwonymi paskami, śpiewałam piosenki, wszystko umiałam, tańczyłam w balecie i uczyłam sie języków.
    W 1 klasie LO zaliczyłam depresję. Nie miałam sily udźwignąć wymagań po tym jak do egzaminów Babcia przygotowywała mnie 2 lata, bez wakacji, dnia przerwy- żebym była najlepsza (nie zrobiła Babci nauczycielce wstydu), choć i tak niewiele mi brakowało. W 1 klasie LO przestałam robić cokolwiek- wracałam ze szkoły do domu, rzucałam plecak w kąt i oglądałam filmy o umieraniu. Na półrocze byłam zagrożona z 14 na 15 przedmiotów. W tym czasie moja mama znalazła sobie partnera, więc zamiast pytać, surowym głosem wygłaszała tyrady o lenistwie, żeby pokaząc jaką dobrą jest matką. Jej partner był 10 lat od niej młodszy i być może coś by z tego było gdyby nie fakt, że była tak zazdrosna, że manipulowała nim, żeby tylko udowodnić, że jest ku temu powód. Nie dawała spokoju, nawet go upijała, żeby wyciągać zeznania. Oczywiście zdarzył się moment kiedy facet uległ i stwierdził, że jak go o zdrady posądzają to on sie postara żeby przynajmniej słusznie. I po 4-5 latach rozstali się. Popadła w depresję bo świat jest okrutny i to kolejny facet- świnia. Od tego czasu było ich jeszcze kilku ale każdy okazywał się świnią, leniem, wyzyskiwaczem. W międzyczasie oceniła też na swój sposób większość swoich znajomych i odprawiła z kwitkiem.

    ja przeszłam liceum bez większych chęci do czegokolwiek ale w 4 klasie pozbierałam się sama i ukończyłam liceum jako 14 w szkole. Po prostu zaczęło mi zależeć dla samej siebie. Nie poszłam od razu na studia bo nie chciałam brać czegokolwiek nie wiedząc co chcę robić. Poszłam więc do dwuletniego studium i do pracy na mały etat, żeby dopłacać do nauki. Po dwóch latach postanowiłam zrealizować swoje największe marzenie i poszłam na kierunek trudny ale ambitny. Niestety okazało się, że zaległości z LO są zbyt duże i po pół roku zrezygnowałam a od nowego semestru poszłam na inny, który skończyłam z tytułem mgr. Ale na kierunku marzeń spotkałam swojego pierwszego prawdziwego i jak sądzę jedynego na całe życie partnera.
    I wtedy moje życie dziecka szanowanego i kochanego skończyło się.

    Moja matka, która przecież poświęciła całe moje życie na moje wychowanie nie umiała zrozumieć, że córki spotykają chłopaków, biorą śluby i zakładają swoje rodziny. Zabraniała, ograniczała, podejrzewała go o to że bierze narkotyki, przekonała cała rodzinę (raptem trzy osoby), że jestem z narkomanem. A on po prostu jest człowiekiem spokojnym, powolnym, czułym, statecznym, bardzo inteligentnym. Po kilku miesiącach zataiłam, że się zaręczyliśmy. W tym czasie nawet nie wolno było mu przekroczyć progu naszego domu.
    Ponieważ interesy matki szły coraz ciężej, cały czas studiów pracowałam w weekendy na nockach oddając każdą złotówkę do domu. Jako osoba 22-27 letnia nie miałam grosza kieszonkowego. Miałam siedzieć cicho, słuchać opowieści z tragicznego życia, nie spraszać nikogo do domu i słuchać jaka jestem niewdzięczna, jak się nie uczę jak mam idiotę za chłopaka. Dla niej świat stał się szarym, potwornym miejscem, gdzie każdy ją krzywdził, każdy ignorował i każdy czyhał na jej spokój. A ja na czele- niewdzięczna kurwa.

    Wyobraźcie sobie jak czuje się dziecko kochane, otaczane szacunkiem i opieką i traktowane jak dorosły, który nagle zostaje zniżony do poziomu zera, smiecia na którym wypiera się wszystkie brudy świata przez matkę która nagle widzi w dziecku największego wroga i spodziewa się najwyższego szacunku, bo wszystko to dla mnie?

    Po 4 latach mojego związku z chłopakiem pozwoliła mu wprowadzic się do nas. Tylko dlatego, że płacił za pokój. My mieliśmy substytut bliskości i wspólnoty- ona pieniądze o których myślała już obsesyjnie. Babcia próbowała tłumaczyć, załamywała ręce, wskazywała na jej zachowanie- nic nie działało. Z roku na rok stała się tyranem, manipulantem, a na najmniejsza oznakę własnego zdania lub braku zgody z jej opiniami- groziła samobójstwem.
    Potem miała wypadek, pocięła rekę piłą elektryczną (w sumie przez własną bezmyślność i nieustanny pośpiech) i załamała się sprawa prowadzenia sklepu. Wypadek do dziś jest moją winą, niczyją inną. Zamknęla firmę i od tego czasu stałam się jedynym źródłem pieniędzy w domu. Skończyłam studia w wieku lat 27, z niewyobrażalnym wysiłekim godząc pracę za 600 zł z nauką i nieustanymi utyskiwaniami mojej matki, że przynosze za mało pieniędzy. Pod koniec studiów uczyłam się dzinnie 5 dni w tygodniu i pracowałam 5 nocy w tygodniu- nigdy za dużo.
    Na ostatnim roku umarła moja Babcia. Dość niespodziewanie, bo 2 miesiące po diagnozie raka. NIKT nie dzielił bólu mojej matki tak jak ona. Zostałam oskarżona, że jej nie kochałam, nie doceniałam, że nie cierpiłam tak jak moja matka- tylko ona i jej ból się liczyły. A potem popadła w samonapedzalną depresje pt. : „Moja ukochana mamusia umarła i zostałam sama”. Od 6 lat słyszę jak świat pokrzywdził Babcię, bo na pogrzeb przyszło za mało osób, jak jej siostra się zachowała bo miała pracę i nie mogła siedzieć plackiem w szpitalu, jak ja nie rwałam włosów z głowy na pogrzebie.
    Wraz ze śmiercią Babci odeszła ostatnia osoba, która potrafiła postawic moją matkę do jako takiego poziomu. Rozkręciła się tak bezkarnie, że szybko potraciła wszystkich znajomych, zaczęla okazywać wrogość, agresję, bezczelność i brak zasad społecznych. Ja nie miałam nic do powiedzenia.
    Żeby podreperować finanse, spłacić zadłużenia i oderwać się od tego po studiach wyjechałam do UK, gdzie od 10 miesięcy był już mój chłopak. Słałam pieniądze do domu i po raz pierwszy decydowałam o samej sobie. Co miesiąc było jednak za mało. Ustawiliśmy swoje życie w UK, postanowiliśmy zostać na stałe. Po 7 latach związku zaszłam w ciążę i od razu (pomimo wcześniejszych kategorycznych odmów) postanowiła przenieść się do UK, zostawiając stare życie za sobą.
    Błąd? Wielki. Ale miałam zrobić. Została w Polsce sama, na rencie po moim ojcu, z moimi pieniędzmi wysyłanymi co miesiąc. Dla mnie oczywiste było, że musimy być razem, szczególnie kiedy nasza podupadająco liczbowo rodzina ma się powiększyć, UK stwarza opcje spokojnego i normalnego życia, samodzielności finansowej itp.
    Przyjechała 2 miesiące po urodzeniu naszej córeczki i już w pierwszy wieczór wyszła trzaskając drzwiami: „Wszyscy mają cię w dupie! Co, masz nową rodzinkę, tak? Szwagierki, szwagrów…Wszystkich ich gówno obchodzisz ty i wasze dziecko. A za pare lat i ona będzie miała cię w dupie, zostawi samą, bez środków do życia, On tez odejdzie, już dawno by odszedł gdyby się nie bał. Bo On się ciebie boi! Już mi to dawno powiedział, Tak, boi się i siedzi. Wszyscy cię zostawią! Po co ja tu przyjechałam!!!”
    Od tego dnia, dwa lata, jest tylko gorzej. Ma swoje pieniądze z Polski gdzie wynajmuje nasze mieszkanie, nie uczy się języka bo uważa że jest za stara ale szantażuje mnie za każdym razem kiedy trzeba coś załatwić. Ma swój pokój, sprzęty, komputery, rozmawia z nowo nabytymi znajomymi przez sieć.
    Ja po powrocie z macierzyńskiego zrezygnowałam z dobrze płatnego stanowiska na rzecz byle jakiego, żeby pracowac od 6:00 rano i jak najszybciej być w domu- bo ona dzieckiem zajmuje się z łaski. Nie daje od siebie ani grosza, wszystko co ma z Polski przeznacza na nowe telewizory i meble, kiedy mieliśmy kłopoty finansowe spowodowane słabą płacą w czasie urlopu macierzyńskiego potrafiła krzykiem zażądać w sklepie ryby na obiad za 11 funtów, kiedy my troje mieliśmy 20 funtów na tydzień na jedzenie.
    Kupilismy własny dom. Uważa że własny kąt, żadnych problemów, odpowiedzialności, komorników, wierzycieli, smutku polskiej rzeczywistości jest żadną łaską skoro „wszystko mi poświęciła”. TO MÓJ OBOWIĄZEK- utrzymywac ją, najlepiej być w domu bo ona nie chce wychowywać wnuczki, siedzieć cale dni u siebie i wymagać. Potrafi znaleźć mojemu partnerowi zajęcie na 4 wieczory po 10 godzinach pracy, bo żąda i koniec. Nie ma szacunku dla mnie, dla niego, krzyczy na naszą córke, każe załatwiac sprawy awanturą, kłócic się z sąsiadami, zraziła do siebie rodzinę mojego partnera w UK i kiedy wspominamy, że chcielibyśmy pojechac ich odwiedzić- grozi samobójstwem.
    Jestem w 9 miesiącu drugiej ciązy. Prawdopodobnie wróce do pracy na ułamek etatu. Od początku ciąży w niczym nie pomaga. Ja pracuję na pelen etat, wracam do domu, myję naczynia, gotuję obiad, sprzątam, usługuje przy stole. Ona schodzi na gotowo, je, robi przygodną awanturę i wychodzi. Karze mnie, bo ona musiała ciężko pracować w ciązy i ja tez powinnam. Nie wolno nam rozmawiac przy stole na wiele tematów, bo ona sobie nie życzy. Organizuje nam czas wolny, w niczym nie pomaga, nie dba o czystość i higienę w domu (bo Babcia prowadziła za nią dom), nie dba o zasady przy wychowywaniu dziecka. Jej znajomi godzinami wysłuchują tyrad i opowieści o wszystkich, którzy ją kiedykolwiek skrzywdzili. Z okazji mojej drugiej ciąży, głównie o moim ojcu-alkoholiku. Wspominam, że musze poprać tetry bo będą potrzebne przy karmieniu, słyszę, że ja to jestem cwaniara, bo ona musiała prać wszystko w rękach a ojciec wracał i sikał na czyste pranie. I że ja to mam wszystko a ona nic nie miała a dawała sobie lepiej radę niż ja. I do 9 miesiąca jeździła do pracy na rowerze!
    Od jakiegoś czasu zabiera naszą córkę na 15 spaceru dziennie i nieustannie na nią krzyczy. To cały jej babciny obowiązek Do tego stopnia, że nasz córeczka z radosnej dziewczynki w tydzień po tym jak wróciłam z urlopu do pracy zamieniła się w placzące dziecko krzyczące nieustanie NIE NIE NIE NIE NIE. Mój partner zamiast wracać po pracy do domu, jedzie do siostry i wraca kiedy wie, że ona już zjadła i poszła do siebie- o 20:00 od 6:00 rano. Jest smutny, sfrustrowany, milczący. Ja przestałam uprawiac swoje hobby żeby nie słyszeć nieustannie, że jest bez sensu i tracę „piniądze”. Często we wlasnym domu mówimy szeptem, żeby nie usłyszała, że mamy dobre humory. Czepia się się każdego- ja jestem niewdzięczną suką, mój parner tępym skurwysynem, wnuczka ma ADHD, zeza i sepleni (chociaż jeszcze nie mówi a jest cudowna), sąsiadka to lesba, szwagier to bezczelny gnój, jego żona góralska kurwa. Nie ma żadnych hamulców, wszytsko robi na słowo honoru, śpieszy się, feta, niszczy, tłucze, żąda cudów. Ma psa, o którego nie dba, papugi, których miała być jedna a nagle zrobiło się ich 12, rybki. Ale na co dzień my zabraniamy jej mieć zwierzęta! Nie sprzata po nich bo nie ma ochoty, nie myje dziecku rąk po psie bo on nie jest brudny, używa naczyń dziecka do obsługiwania ptaków i nie uważa, żeby było w tym coś złego. Nie muje naczyń płynek tylko zimną woda, nie pamięta o właczeniu własnego prania i robi mi awanturę za każdym razem kiedy ja właczam swoje i nagle przypomina sobie że nie ma ubrań. Mieszka w domu od 2 lat i nie wie gdzie włącza się ogrzewanie, ale to dobry powód, żeby robić mi awanturę, że siedzi i marznie jak pies bez budy.
    Często słyszymy co opowiada na nasz temat, na głos do swoich znajomych- całkiem nam obcych ludzi. I to jest niewiarygodne, bo nie ma na to innego określenia.
    Jakiś czas temu przez Naszą Klasę odnalazła sowjego kolegę z lat szkolnych i jakoś tak się potoczyło, że oświadczył się jej i zaproponował przeprowadzkę do USA, gdzie mieszka. Kiedy tylko wspominał o tym, że załatwia papiery, robiła nam z życia piekło na pare tygodni. Potem robiła piekło jemu- awanturowała się, poniżała, mówila jak do psa, kłóciła się, zrywała i stawała aniołem. Na tydzień. On ponawiał kontakt, ona znowu robiła nam z życia piekło. Kiedy złożył nam wizytę i pojechali oglądać Londyn, zatrzymali się na kilka godzin u mojego szwagra i jego żony z rodziną. Od tego czasu nie wolno nam do nich jeździć- bo szwagierka próbowała jej odbić narzeczonego!
    W końcu zerwali. Nadal codziennie wysłuchuję żali jak spokojny człowiek jakim był ów facet jest durniem, nawiedzeńcem, żałosnym śmieciem. Interesuje ją tylko ile wart jest pierścionek z diamentem, który po nim został.

    Nasze nienarodzone dziecko (chłopiec) jest już złe- bo będzie miało „pitolka” a to jest ohydne i imię się jej nie podoba i będzie go nazywać po swojemu.

    Przezywa i ocenia każdego. Każdy robi coś źle, ma krzywą mordę, coś nie tak z ustami, za czarne włosy, piskliwy głos. Nie sposób jej wytłumaczyć, że to jej wizja świata. Zaczyna się awantura. Każdą rozmowę zamienia w koszmar negatywów, utyskiwań i widać wyraźnie, że szczęście i spokój ją nudzi. Uważa, że mój związek jest nudny a przez to nic nie wart. Szczęście jest nudne i trzeba coś zrobić, żeby je zburzyć! Jest dumna z siebie, kiedy pokaże się jej, że jest agresywna i oceniająca- Śmieje się jak z dobrego żartu. Czasem myślę, że coś w jej głowie zrobiło z niej aspołeczną jednostkę- psychopatkę.
    Koszmar? Jest tego więcej, w każdym przejawie codziennego życia. Kiedy para podnosi jej pokrywkę robi awanturę sezonu zakończoną groźbami samobójstwa, wychodzi i nie je tydzień. Do Polski jej nie odeślę, bo zerwie kontakt a ja do końca życia będę się zastanawiać czy już się zabiła czy nie. Nie maja sensu dyskusje, bo jest nieprzejednana, uparta, natychmiast wskazuje na swoja krzywdę. Histeryzuje na kazdą możliwą okoliczność. Każdego dnia umiera na coś innego- jednego dnia na guza mózgu, następnego na bolesne dziąsła, dwa dni potem na nerkę i chyba opuchnięte łokcie. To tez dobry powód, żeby nic nie robić- nie nadaje się do pracy, nie nadaje się do pomocy w domu. Miała okazję pomagać pewnej kobiecie w sprzątaniu domu ale stwierdziła, że za takie pieniądze nie ma mowy- za średnią krajową za którą ja pracuję i utrzymuję dom.

    Nie wiem co robić. Utknęłam w jednym punkcie. Jestem zestresowana, całą ciąże mam palpitacje serca, czuję, że pewnego dnia wybuchnę i odgryzę jej głowę. A wybucham ciągle. Albo siedzę i milczę i wybucham w środku. Kiedy biorę stronę mojego partnera jestem „złośliwą harpią” ale nie mogę znieść jak go poniża i jeździ po nim bezkarnie. Kiedy nie biorę jego strony, tworzy front i czeka aż stanę przeciwko niemu- złemu i podłemu facetowi, który trzyma figę w kieszeni- w szczęśliwym, 11 letnim związku z własnym domem i dwojgiem dzieci.

    Nie mogę jej wysłać do psychologa bo tylko ona jest zdrowa i nawet nie chcę ryzykować awantury do której możnaby wysłać Policję. Po czymś takim opieka społeczna może połozyć łapę na dzieci! Nie mogę sama nigdzie iść bo mam 32 lata i rozliczam się z każdej godziny poza domem- mam wyjść i wrócić tak jak powiedziałam.

    Nie podzielam jej czarnej wizji świata przez co stawiam się na czele frontu najgorszych wrogów, którego trzeba zniszczyć, żeby udowodnić, że ma rację. I zawsze ją miała. Tylko nikt tego nie widział.

    Czy mam pozwolić, żeby zniszczyła moją rodzinę, z wdzięczności za to, że mnie urodziła i wychowała?

    Czy fakt, że jesteśmy czyimiś dziećmi zmusza nas do tolerowania podłych zachowań naszych rodziców bez prawa do żądania spokoju?

    Czy mam pozwolić, żeby moja córka pamiętała Babcię jako tyrankę i manipulantkę skoro chcemy wychować ją na zdrowe i spokojne dziecko na które się nie krzyczy i nie kształtuje na nasze podobieństwo?

    Czy błedy innych, w których pławi się moja matka mają stać się moimi koszmarami życia codziennego?

  • patrycja pisze:

    Dziewczyno to wstrząsające co napisałaś.Nie wierzę,ze to prawda.Po co zpraszałaś matkę do siebie?Juz lepiej było gdy mieszkała w Polsce i przesyłałaś jej jakieś pieniądze.Moje zdanie jest takie,ze trzeba ją odesłac do domu-do kraju.Radykalnie.Zniszczy Wasze zycie a partner odejdzie.On tego nie wytrzyma-to jasne.Z czasem tak będie, będzie szukał spokoju, zrozumienia poza domem-i znajdzie.Faceci kochają swoje dzieci-ale nie tak jak kobiety-matki.Cóz macie w domu?Tyrankę, kata?Nikt nie ma prawa niszczyc Twojego zycia, komentowac, ponizac.Co Ty robisz?Nie zal Ci siebie, dzieci, partnera?Zostaniesz sama z dziecmi.I z mamusią.Będzie Ci cięzko jak ją odeślesz?A teraz jest lekko?

Dodaj komentarz!

Bądź miły. Pisz poprawnie. Nie spamuj :)