Zdradzam, bo chcę mieć imię!
Kiedyś był Misiem, Kochaniem, Skarbem. Piotrem, Maćkiem, Romkiem lub Sebastianem. Dziś jest MĘŻEM. Nie ma imienia, nie ma osobowości. Czy mężowie mogą zdradzać dlatego, że znów chcą być traktowani jak kategoria mężczyzn a nie bezimiennych mężów?
Uczestnicząc ostatnio w weselu, zauważyłam pewną prawidłowość. Obecni na imprezie mężczyźni dzielili się na dwie kategorie. Jedną stanowili single złożeni z mężczyzn o różnych imionach. Drugą stanowili tzw. mężowie. Co ciekawe, zaraz po złożeniu przysięgi małżeńskiej, znajomy, który dotychczas miał i imię i ksywę zaczął być już tylko i wyłącznie mężem. „Kasiu zawołaj męża” – mówiły ciotki , które jeszcze dzień wcześniej powiedziałyby „Kasiu, zawołaj Marcina”. „Gdzie Twój stary?” – pytały koleżanki, które jeszcze chwilę wcześniej zapytałyby „Nie wiesz gdzie poszedł Łysy?” Marcin zwany Łysym, jest już zwany mężem i można opowiadać o nim godzinami tak, że obca osoba nawet nie zorientuje się, że ów mąż ma jakieś imię.
Czy wiecie jak nazywają się mężowie waszych koleżanek z pracy? Prawdopodobnie znacie dziesiątki opowieści, w których mężowie ci brali udział. „Zrobiłam mojemu mężowi wczoraj carbonarę” „Jedziemy z mężem do Egiptu”, „Mój mąż własnoręcznie robi meble do kuchni” – wszędzie istnieje bezimienny mąż. Po ślubie mężczyzna staje się czymś w rodzaju idei, pod którą każda z koleżanek i kolegów może przyłożyć sobie to, co akurat za męża uważa. Mężczyzna zostaje więc pozbawiony tożsamości i staje się członkiem masy mężów, składającej się z jednakowych jednostek męskich, które jako „umeżowione” przestają być interesujące.
Czy to przejście od bycia Piotrem, Jankiem, Sławkiem, do bycia mężem po pewnym czasie może być na tyle przeszkadzające, że mężczyzna pragnie znów usłyszeć z ust kobiety swoje imię, co skłania go do poszukiwania szczęścia poza stadłem małżeńskim? Badań psychologicznych w tym zakresie niestety nie znalazłam, ale potrzeba bycia niezależną jednostką jest jedną z ważniejszych naszych potrzeb. Bez poczucia odrębności, związek zaczyna stawać się zbyt symbiotyczny, duszący – i być może to właśnie popycha mężczyzn do zdrady. Jak uważacie?
fot.:abcdz2000./ sxc.hu
Popularity: 7% [?]




Hmmmm…to raczej kobiety z potrzeby podkreślenia swego statusu mężatki mówią o swoich mężczyznach per mąż – bo jak ona ma męża to jest żoną itd. Ale co do zdradzania przez facetów, bo są zredukowani do bycia mężami, to się nie za bardzo zgadzam. Za duszno, ciasno i za dużo symbiozy??? I jeszcze potrzeba bycia indywidualistą?? Banały dla skrzywdzonych bab i żenujących, nie umiejących utrzymać ptaka w spodniach facetów…Zdradza bo tak chce a nie dla tego, że go zaobrączkowali i mówią per mężusiu
Ująłbym to szerzej- odzyskać imię, to właśnie odnaleźć siebie w związku. To nie ma nic wspólnego z pilnowaniem zawartości spodni.
Jest takie powiedzenie, które mówi, że zdrada należy do związku- jest konsekwenją czegoś co się wydarzyło lub nie wydarzyło.
Tak jest, że z niektórymi ludźmi tworzymy konstelację, w której rozpuszczamy się jak cukier w herbacie. Są też takie związki, które w rozumnym widzeniu i współodczuwaniu siebie wzmaniamy związek poprzez umacnianie siebie samych i siebie nawzajem. Przeszedłem i przechodzę w życiu zmianę, kótra mnie uczy dostrzegać to, o czym pisze Autorka.
Polecam szczerze śledzenie aktywności tego Instytutu: http://www.pocieszka.pl
Nie zgodziłabym się z autorem ponieważ to czy związek będzie symbiotyczny, duszący i bez poczucia odrębności zależy tylko i wyłącznie od nastawienia samego mężczyzny. Faktycznie, często kobiety traktują swoich mężów (uogólniam, ale chodzi mi oczywiście o Marcinów, Krzysztofów, Jakubów i Piotrów)protekcjonalnie, jak maskotki o których się tylko mówi i też się nimi chwali, jeśli jednak facet ma silny charakter nie ma z tym problemu bo dla kobiety nadal jest mężczyzna i ślub nie ma tu nic do rzeczy. Nie wiedzieć czemu mężczyźni uważają że małżeństwo jest niemęskie i dlatego skaczą w bok. Ostatnio przeczytałam taki wpis http://www.psychospace.pl/forum/posts/331/. Krew mnie zalała. Nikt mi nie powie, ze takie zachowanie spowodowane jest zepchnięciem jedynie do roli „męża”. Ps. Akurat przykład ślubu (wesela) jest nietrafiony bo to oczywiste, że w tym dniu wszyscy podkreślają fakt, że dwoje ludzi jest już małżeństwem, więc nadmiernie używają zwrotów „mąż i żona”.
ja od chwili ślubu dla mojego męża nie jestem ani Jolą, ani żoną, jestem po prostu „TY”. Już od 30 lat…
Biedny, znowu go coś pcha. On sam nad tym zapanować nie może i daje się temu pchać. Bo porozmawiać o tym z tą żoną jest tak trudno. Wszystko im _tym_ mężom wybaczmy, bo nie maja zdolności myślenia, działania tylko dają się wiecznie pchać, popychać, spychać. Żałosne.
Żono moja serce moje nie ma takich jak nas dwoje! U nas na Śląsku mówi się „mój Krzysztof” „mój Ecik”, a on mówi moja żonko no i jest fajnie. Czy autor ma zonę?
To chyba najgłupszy powód do zdrady o jakim słyszałem. Nie potrafię sobie czegoś takiego wyobrazić w praktyce.
Kolejna bzdura, która ma usprawiedliwić zdradę. Piszę to jako psychlog klinicysta. Ludzie zdradzali i zdradzają coraz częściej, ponieważ nie trzeba się już starać (i coraz mniej dotyczy to płci). Dziś coraz częściej słyszy się: „pobierzemy się, a jak cos nie wyjdzie, to jest przecież rozwód”. Do wszystkiego podchodzi się konsumpcyjnie i egoistycznie- ma być mi dobrze, biorę co najlepsze, jak jesy okazja korzystaj z niej itd. Do autorki zaś mam uwagę: skoro nie ma na to badań empirycznych, to po co płodzić jakieś wypociny, które tylko stanowią wodę na młyn tych,którzy szukają usparwiedliwienia? Lepiej poczytać „Psychologię miłości” prof. Wojciszke oraz „Od nałogu do miłości” dr Patricka Carnesa zamiast czytać bzdury. Związek to PRACA! Ale robić, że tak powiem często nie ma komu.