Mentoring – kiedy warto poszukać nauczyciela?
5/07/2018 – 19:35 | Komentarze (0)

Mentoring to brzmiące bardzo nowocześnie słowo określające osobisty rozwój, który wydarza się w przestrzeni partnerskiej relacji pomiędzy uczniem a jego nauczycielem czy mistrzem. Taki sposób kształtowania własnej osoby znany jest jednak od starożytności, a samo …

Czytaj cały artykuł »
Problemy

Bolączki codzienności. Problemy małe i duże, z którymi styka się każdy z nas.

Psychologia

Psychologia codzienności. Praktyka, teoria, wpływ psychologii na nasze życie.

Twórczość

Literatura, poezja, malarstwo, fotografia, kreatywność.

Uczucia

Świat uczuć, emocji, miłości. To one kierują naszym życiem.

Wizualizacje

Artykuły z dodatkiem filmu video bądź muzyki.

Emocje » Psychologia

Zdradzam, bo chcę mieć imię!

Submitted by on 22/07/2011 – 10:52Komentarze (20)

Kiedyś był Misiem, Kochaniem, Skarbem. Piotrem, Maćkiem, Romkiem lub Sebastianem. Dziś jest MĘŻEM. Nie ma imienia, nie ma osobowości. Czy mężowie mogą zdradzać dlatego, że znów chcą być traktowani jak kategoria mężczyzn a nie bezimiennych mężów?

Uczestnicząc ostatnio w weselu, zauważyłam pewną prawidłowość. Obecni na imprezie mężczyźni dzielili się na dwie kategorie. Jedną stanowili single złożeni z mężczyzn o różnych imionach. Drugą stanowili tzw. mężowie. Co ciekawe, zaraz po złożeniu przysięgi małżeńskiej, znajomy, który dotychczas miał i imię i ksywę zaczął być już tylko i wyłącznie mężem. „Kasiu zawołaj męża” – mówiły ciotki , które jeszcze dzień wcześniej powiedziałyby „Kasiu, zawołaj Marcina”. „Gdzie Twój stary?” – pytały koleżanki, które jeszcze chwilę wcześniej zapytałyby „Nie wiesz gdzie poszedł Łysy?” Marcin zwany Łysym, jest już zwany mężem i można opowiadać o nim godzinami tak, że obca osoba nawet nie zorientuje się, że ów mąż ma jakieś imię.

Czy wiecie jak nazywają się mężowie waszych koleżanek z pracy? Prawdopodobnie znacie dziesiątki opowieści, w których mężowie ci brali udział. „Zrobiłam mojemu mężowi wczoraj carbonarę” „Jedziemy z mężem do Egiptu”, „Mój mąż własnoręcznie robi meble do kuchni” – wszędzie istnieje bezimienny mąż. Po ślubie mężczyzna staje się czymś w rodzaju idei, pod którą każda z koleżanek i kolegów może przyłożyć sobie to, co akurat za męża uważa. Mężczyzna zostaje więc pozbawiony tożsamości i staje się członkiem masy mężów, składającej się z jednakowych jednostek męskich, które jako „umeżowione” przestają być interesujące.

Czy to przejście od bycia Piotrem, Jankiem, Sławkiem, do bycia mężem po pewnym czasie może być na tyle przeszkadzające, że mężczyzna pragnie znów usłyszeć z ust kobiety swoje imię, co skłania go do poszukiwania szczęścia poza stadłem małżeńskim? Badań psychologicznych w tym zakresie niestety nie znalazłam, ale potrzeba bycia niezależną jednostką jest jedną z ważniejszych naszych potrzeb. Bez poczucia odrębności, związek zaczyna stawać się zbyt symbiotyczny, duszący – i być może to właśnie popycha mężczyzn do zdrady. Jak uważacie?

fot.:abcdz2000./ sxc.hu

Popularity: 4% [?]

Komentarze (20) »

  • Niki pisze:

    Hmmmm…to raczej kobiety z potrzeby podkreślenia swego statusu mężatki mówią o swoich mężczyznach per mąż – bo jak ona ma męża to jest żoną itd. Ale co do zdradzania przez facetów, bo są zredukowani do bycia mężami, to się nie za bardzo zgadzam. Za duszno, ciasno i za dużo symbiozy??? I jeszcze potrzeba bycia indywidualistą?? Banały dla skrzywdzonych bab i żenujących, nie umiejących utrzymać ptaka w spodniach facetów…Zdradza bo tak chce a nie dla tego, że go zaobrączkowali i mówią per mężusiu :)

  • Skomand pisze:

    Ująłbym to szerzej- odzyskać imię, to właśnie odnaleźć siebie w związku. To nie ma nic wspólnego z pilnowaniem zawartości spodni.
    Jest takie powiedzenie, które mówi, że zdrada należy do związku- jest konsekwenją czegoś co się wydarzyło lub nie wydarzyło.
    Tak jest, że z niektórymi ludźmi tworzymy konstelację, w której rozpuszczamy się jak cukier w herbacie. Są też takie związki, które w rozumnym widzeniu i współodczuwaniu siebie wzmaniamy związek poprzez umacnianie siebie samych i siebie nawzajem. Przeszedłem i przechodzę w życiu zmianę, kótra mnie uczy dostrzegać to, o czym pisze Autorka.
    Polecam szczerze śledzenie aktywności tego Instytutu: http://www.pocieszka.pl

  • Kamila pisze:

    Nie zgodziłabym się z autorem ponieważ to czy związek będzie symbiotyczny, duszący i bez poczucia odrębności zależy tylko i wyłącznie od nastawienia samego mężczyzny. Faktycznie, często kobiety traktują swoich mężów (uogólniam, ale chodzi mi oczywiście o Marcinów, Krzysztofów, Jakubów i Piotrów)protekcjonalnie, jak maskotki o których się tylko mówi i też się nimi chwali, jeśli jednak facet ma silny charakter nie ma z tym problemu bo dla kobiety nadal jest mężczyzna i ślub nie ma tu nic do rzeczy. Nie wiedzieć czemu mężczyźni uważają że małżeństwo jest niemęskie i dlatego skaczą w bok. Ostatnio przeczytałam taki wpis http://www.psychospace.pl/forum/posts/331/. Krew mnie zalała. Nikt mi nie powie, ze takie zachowanie spowodowane jest zepchnięciem jedynie do roli „męża”. Ps. Akurat przykład ślubu (wesela) jest nietrafiony bo to oczywiste, że w tym dniu wszyscy podkreślają fakt, że dwoje ludzi jest już małżeństwem, więc nadmiernie używają zwrotów „mąż i żona”.

  • Jola pisze:

    ja od chwili ślubu dla mojego męża nie jestem ani Jolą, ani żoną, jestem po prostu „TY”. Już od 30 lat…

  • Jolly pisze:

    Biedny, znowu go coś pcha. On sam nad tym zapanować nie może i daje się temu pchać. Bo porozmawiać o tym z tą żoną jest tak trudno. Wszystko im _tym_ mężom wybaczmy, bo nie maja zdolności myślenia, działania tylko dają się wiecznie pchać, popychać, spychać. Żałosne.

  • danusia pisze:

    Żono moja serce moje nie ma takich jak nas dwoje! U nas na Śląsku mówi się „mój Krzysztof” „mój Ecik”, a on mówi moja żonko no i jest fajnie. Czy autor ma zonę?

  • Radaway pisze:

    To chyba najgłupszy powód do zdrady o jakim słyszałem. Nie potrafię sobie czegoś takiego wyobrazić w praktyce.

  • Patt pisze:

    Kolejna bzdura, która ma usprawiedliwić zdradę. Piszę to jako psychlog klinicysta. Ludzie zdradzali i zdradzają coraz częściej, ponieważ nie trzeba się już starać (i coraz mniej dotyczy to płci). Dziś coraz częściej słyszy się: „pobierzemy się, a jak cos nie wyjdzie, to jest przecież rozwód”. Do wszystkiego podchodzi się konsumpcyjnie i egoistycznie- ma być mi dobrze, biorę co najlepsze, jak jesy okazja korzystaj z niej itd. Do autorki zaś mam uwagę: skoro nie ma na to badań empirycznych, to po co płodzić jakieś wypociny, które tylko stanowią wodę na młyn tych,którzy szukają usparwiedliwienia? Lepiej poczytać „Psychologię miłości” prof. Wojciszke oraz „Od nałogu do miłości” dr Patricka Carnesa zamiast czytać bzdury. Związek to PRACA! Ale robić, że tak powiem często nie ma komu.

  • Krzysiu pisze:

    A ja zgadzam się z autorem tego arytkułu z tym traktowaniem !!!
    Byłem z kochanką słuchajcie mówiła do mnie KRZYSIU. Dalej do mnie mówi krzysiu przez telefon też. Jakie to cudowne nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy.
    Nie zmieniam często kochanek i każda była bardzo miła. Ale tamta była najcieplejsza, zawsze usmiecham się do siebie jak do niej dzwonie a ona słodko pyta:
    Co u ciebie krzysiu ?
    Co prawda ja teraz do żony mówię myszko – ale po to żeby nie pomylić imienia.

  • Jezus Chrystus zwei pisze:

    NAPISZCZCIE FARBĄ NA KOMENDZIE: JWWD! DAM TEMU POCHWAŁĘ KTO TO ZROBI, A TEN KTO NAPIS ZAMALUJE TO NAGANNĘ DOSTANIE NATYCHMIAST! NIE LUBIĘ ZUS I POLICJI!

  • Szopen52 pisze:

    NIKI,
    Owa gadka per ,,mąż” sygnalizuje koniec jakiejkolwiek przyjaźni, a początek wymagań, bardzo przypominających sytuację pracownika – wykonawcy konkretnej umowy małżeńskiej, za którą się płaci, gdy dzień się chyli ku zachodowi. Jeśli facet to spostrzeże, że nie decyduje już o niczym, a tylko wykonuje prace sprytnie wyłudzaną od niego przez żonę (ponoć ,,szyję”) oraz przynosi kasę, na której spożytkowanie też już w zasadzie ma tylko śladowy wpływ, zaczyna znikać w butelczynie lub zdradzać. Żona tu w swym egoiźmie często sobie nawet nie uświadamia, że ona już zdradziła, a teraz kolej na wyzwolenie się męża z jej szczęk.

    SKOMAND,
    To mądra wypowiedź, ale niektórym facetom potrzebny jest do szczęścia małżeński kult jego ,,fetysza w spodniach” lub/i kult ,,fetysza pod kiecką”; może to i nie zbyt dojrzałe, ale tak jest. Stąd te wyskoki małżonków ,,na loda”.

    KAMILO,
    Niekiedy mieć tzw. ,,silny charakter”, to przeć do rozwodu. Mąż staje przed swoistym szantażem, że – albo ulegniesz mi, albo będą ciche dni. Jeśli wszyscy wokół liczą się z moim zdaniem, a moja ,,chłopobaba” walczy ze mną o dominację w związku (nawet, jeśli ja tej walki nie podejmuję), to taki układ zaczyna mnie zwyczajnie mierzić.
    A co tu szkodzi, żeby przeciwstawić się i w tym teatrze dla ubogich, tak suto przetkanym pogaństwem – a zwanym weselem – różnym naciskom rodziny, niestety często na zawsze psującym spójność właśnie zawiązywanego związku dusz ?

    JOLLY,
    Top słuszna uwaga; jednak myśl tu rozpoczęta, nie została do końca doprowadzona.
    ,,Bo porozmawiać o tym z tą żoną jest tak trudno. Wszystko im – tym mężom – wybaczmy, bo nie maja zdolności myślenia, działania tylko dają się wiecznie pchać, popychać, spychać.”
    Faceci mają silną wolę wtedy, kiedy mogą iść jak przecinak. Jeśli ,,chłopobaba” takiego twardziela wywiera nań męskie naciski, powodując rozkojarzenie i ,,zmylenie kroku”, stawiając się tym samym na jego miejscu, , on tylko czeka sposobności, by znowu okazać się czarującym mężczyzną, który ma prawo opowiadać ten sam dowcip i setny raz, wywołując u ukochanej żony po raz setny może nie taki sam uśmiech (Choć dzieci mają ulubione wierszyki, to dlaczego nie wolno tego dorosłym ?), ale szczerą radość, że małżonek nadal czuje się przy żonie bezpieczny.

    DANUSIU,
    Brawo ! Zaraz widać, że i ja jestem Ślązakiem, choć swą rezydencję mam na Kaszubach.

    RADAWAY,
    Tak, to jest głupie, ale tylko w pierwszej wierzchniej warstwie, bo tu ukazuje się ilustracja głębszego problemu, który niejako kryje się pod drugim dnem.

    PATT,
    Oj, dlaczego Pani jest tak zgorzkniała !?
    Co do konsumpcyjnego podejścia do nierozerwalnego – nawet wśród rozumnych niewierzących – związku małżeńskiego, jednak się w zupełności zgadzam. Szwagier na Facebooku wstawił dobrą do tego ilustrację: ,,Spytano starsze małżeństwo – jak oni mogli wytrzymać ze sobą całe 50 lat ? Odpowiedź brzmiała: – Kiedyś, jeśli coś się psuło, to się to coś pracowicie naprawiało, ulepszało, a dziś się wywala i zaraz kupuje wątpliwej jakości nowe, ale modne.
    Skoro ,,związek to PRACA”, to po tej pracy trzeba wrócić na łono rodziny – ale której… Stąd te dwie partnerki – jedna do pracy, a druga do miłości; Chodzi Pani po linie ! Wzorem zgniłego Zachodu, i żony – Polki też zaczynają w tej wszechobecnej bankokracji robić za nieżyczliwe pracodawczynie swego ,,fizola”, zamiast traktować męża jako artystę fachowca, pracującego na umowę o dzieło.
    To prawda, że żona ma być trochę matką, trochę kochanką z Hollywood, a trochę najwspanialszą przyjaciółką z lat dziecinnych; a nie policjantką, ZUS-em, pracodawczynią itp.

  • Meliba pisze:

    Można też byłoby się zastanowić, jak często rodzice popadają w taką postawę względem swoich dzieci. Chociaż w ich przypadku wydaje się to bardziej uzasadnione, to jednak tak czy owak najczęściej bywa niezręczne, a uchodzi to im do czasu, gdy potomek dorasta.

  • Helunia pisze:

    Beznadziejny artykuł.
    To kiedy mąż ma być mężem??? Przed ślubem???
    Wiadomo że przed ślubem jest Marcinem a po ślubie Marcin jest już mężem co się podkreśla na weselach i kawalerskim. A tak w ogóle to czy mąż to coś złego? Coś czego trzeba się wstydzic i ukrywać pod Marcinem?
    Dwoje ludzi jeśli są zakochani w sobie i decydują się na ślub to właśnie po to żeby być ze sobą i być mężem i żoną i to jest raczej pozytywne określenie i nikt tu na pewno nie zapomina jak ów Marcin ma na imię.
    P.S. Mój MĄŻ przed żlubem był moim Pyniem i po ślubie nim jest. Meżem oczywiście też. I kiedy mówię „mój mąż” mówię to z dumą i jestem szczęśliwa, że juz mogę tak mówić.

  • Bartek pisze:

    Świetny artykuł!!!

  • pusia pisze:

    Bzdury! Ja do mojego męża zwracam się właśnie „mężu” wtedy, kiedy jestem dumna, że jest moim, a nie innej mężem.
    Szopen52 napisał:”przynosi kasę, na której spożytkowanie też już w zasadzie ma tylko śladowy wpływ, zaczyna znikać w butelczynie lub zdradzać” mając na myśli męża. Tylko chyba nie zauważył, ze mamy XXI wiek i teraz oboje małżonkowie zarabiają na wspólny budżet. Ona też „przynosi kasę, na której spożytkowanie też już w zasadzie ma tylko śladowy wpływ”, bo przecież trzeba spłacić kredyt, opłacić rachunki,kupić coś do jedzenia, itd. O nowej sukience czy parze butów może już tylko pomarzyć…

  • Janusz pisze:

    Zgadzam się ze stwierdzeniem, że każdy z nas potrzebuje być niezależną jednostką. Podejrzewam, że różni ludzie w różnym stopniu. Jestem osobą bardzo niezależną, która odczuwa pewien dyskomfort na myśl o tym, że małżeństwo jest wspólnotą, w której części niezależności niestety się pozbywamy.

  • Mistique pisze:

    a ja się zgadzam, że małżeństwo, tak jak każdy związek wymaga pracy, poświęceń i jeszcze raz pracy. A zdradzają nie tylko mężczyźni ale kobiety też. Nie ulegajmy pozorom. Zdradzający mąż/chłopak/narzeczony to utarty schemat przyjęty przez chore społeczeństwo. A kobiety zdradzają swoich facetów czasami kilka razy dziennie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ile razy kobiety wydając kolejne pieniądze na „sukienkę” stara się to utaić przed mężem? Ile razy zdradza go w myślach? Albo oszukuje, bo „lepiej, żeby nie wiedział”?? Kobiety otrząśnijcie się! Bo czasami wstyd mi, że sama należę do tego gatunku…

  • darol1 pisze:

    Dla mnie odpowiednie usprawiedliwienie zdrady to czysta fizyczność i dbanie o zdrowie ( o ile w ogóle można nazywać zdradą bycie z inna kobietą 3 godziny w tygodniu ). Jestem w związku z jedną kobietą od 12 lat i nie wyobrażam sobie „nie ofiarowywaniu siebie innym kobietom” i nie chodzi tu wyłącznie o sex. Moim zdaniem najważniejszy jest szacunek i zrozumienie. Jeżeli kobieta nie posiada temperamentu dorównującego partnerowi to zrozumie i na odwrót. Chwalenie się mężem uważam za coś podniecającego i nawet w łóżku w chwili uniesienia te słowo ma pazur. Pozdrawiam wszystkich zdradzających i zdradzanych.

  • Ania pisze:

    A ja mówię mojemu mężowi Kotku, ponieważ tak lubi. Przy rodzinie i wszędzie zwracam się do niego Kotku, a gdy mówię w towarzystwie innym niż rodzina zwracam się do niego po imieniu. Zabawne jest to, że gdy zwrócę się do niego inaczej to on myśli, że jestem na niego zła, bo nie nazywam go pieszczotliwie. Hmmm, ale faktycznie, większość kobiet mówi o swoim partnerze mąż lub chłopak… Ale nie wiem czy im to przeszkadza.

  • Anton Hale pisze:

    Czy wiecie jak nazywają się mężowie waszych koleżanek z pracy? Prawdopodobnie znacie dziesiątki opowieści, w których mężowie ci brali udział. „Zrobiłam mojemu mężowi wczoraj carbonarę” „Jedziemy z mężem do Egiptu”, „Mój mąż własnoręcznie robi meble do kuchni” – wszędzie istnieje bezimienny mąż. Po ślubie mężczyzna staje się czymś w rodzaju idei, pod którą każda z koleżanek i kolegów może przyłożyć sobie to, co akurat za męża uważa. Mężczyzna zostaje więc pozbawiony tożsamości i staje się członkiem masy mężów, składającej się z jednakowych jednostek męskich, które jako „umeżowione” przestają być interesujące.

Dodaj komentarz!

Bądź miły. Pisz poprawnie. Nie spamuj :)